NIEPODLEGŁOŚĆ, Józef Ignacy Kraszewski

NIEPODLEGŁOŚĆ odc. 1 - "Stara Baśń"

Gdy “Antologię Niepodległości” proponuje ci czytać prezydent Twojego kraju i składa się ona w większości z tekstów przebrzmiałych, nieciekawych i potrafiących odstraszyć od literatury nawet najbardziej najarane literacko małolaty, to co trzeba zrobić? Przeczytać to. Zapraszam na wspólne czytanie. Eseje poświęcone tekstom z Antologii znajdziecie na naszej stronie Kurzojady.pl otagowane jako “NIEPODLEGŁOŚĆ”. Zapraszam do wspólnej refleksji nad Polską z użyciem tych tekstów.

Lista czterdziestu czterech tekstów została ułożona chronologicznie, choć z wyjątkami i od takiego zaczniemy naszą lekturę. “Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego ma podtytuł “powieść z IX wieku”, ale ukazała się w 1876 roku i jest pierwszą częścią cyklu “Dzieje Polski”. Autor pochodził z niezbyt zamożnej rodziny ziemiańskiej i zwyczajnie kochał pisać. Jest to jeden z najpłodniejszych pisarzy swojej epoki, który godził pracę z zamiłowaniem literackim nie bez wydatnej pomocy żony, Zofii z Woroniczów, na której barki (i służby) spadło wychowanie czwórki dzieci i utrzymanie domu, zwłaszcza że mąż był osobą lubującą się w podróżach. Kraszewski napisał 232 powieści i nie zdziwi mnie, jeśli nie czytaliście żadnej z nich. Oprócz “Starej Baśni”, którą wciśnięto wam pewnie w ręce w jakimś dość młodym wieku i niewiele z niej pamiętacie. Szczęśliwie nasz prezydent uznał, że musicie z niej przeczytać jedynie rozdział ósmy z tomu drugiego. Zatem czytamy. 

Choć w Myszkowie “obwołali lud” i w nocy miały “błysnąć wici ogniste”, to w chacie Piastuna, starego bartnika wszystko jest po staremu. Przed nami bukoliczny widoczek z owieczkami, wróblami i jaskółkami. Ta chata jeszcze nie rozśpiewana i pradawna… Piastun i Rzepica mają "niedorosłego synaczka" i jedynie czeladź uzbrojono, aby z innemi zaciągnąć do grodu się mogła. Byłby to wieczór trochę smutny, bo tumult w grodzie a tu synowi trzeba postrzyżyny wyprawić, ale przednocny spleen przerywa przybycie dwóch przyjezdnych, którzy "zdaleka być musieli" i "coś jakby niemieckiego ubrania ich znamionowało" (czyżby chodziło o to, że "żadnej widocznej broni"?) Odezwali się do Piastuna w języku, który "nie był lechickm, brzmiał swojsko i zrozumiale", bo starzec "wędrował niegdyś po świecie". Dostrzegamy tu współcześnie sporo literackich niesprawności, które dzisiaj byśmy w redakcji wyrzucili. Gdy anonsowani już trzecią stronę przybysze z daleka zaczynają swoją mowę od... "Jesteśmy podróżni z daleka", nie trzeba być mistrzem redakcji, by tą prostackość chcieć rugować. Ale jesteśmy w 1876 roku i to ma się sprzedać, w końcu w książkę i cały cykl inwestują Księgarze Warszawscy, w tym Gebethner I Wolff.

Przyjezdni, szczęśliwie nie-Niemcy, zamierzają głosić dobrą nowinę o jedynym Bogu. W chacie co była jeszcze “podług starodawnego obyczaju” dzieje się jakiś podejrzany couchsurfing. Nie ma jeszcze tripadvisora (“chata gościnnego kmiecia” przyjmuje!) i nasza dwójeczka dowiaduje się w grodzie, że u Piastuna to dobry wypas będzie. Skansen, turystyka z folklorem, wszystko jasne. Ale co poradzisz, gdy do twojego gościnnego domku przybędzie kilku nawiedzonych Czechów? Na zbity pysk nie wywalisz, podkreślasz, że żyjesz “swym obyczajem, drzwi moje nie zamykają się przed nikim, ale dostatku, do jakegoście może nawykli, nieznajdziecie u mnie”. Co by sobie za dużo nie myśleli. Wyjaśniasz, że w grodzie konflikt spowodała Niemra: “między kmiecimi a knieziem sprawa. Niemkinię za żonę wziął i po niemiecku zażywać nas chce, a myśmy do swobody nawykli i obcego prawa ani obyczaju nie chcemy’. Nie będzie nam tu Merkel i Unia ustaw przygotowywała, my swoje obyczaje mamy i swobody własne. Te szczegóły niezbyt interesują przybyszy, ich bardziej wiara zajmuje, a raczej jej specyficzna odmiana wyznawana przez Piastuna. Zaczyna się rozmowa jak ze Świadkami Jehowy, którzy już przekroczyli progi mieszkania. Wszyscy są źli, ale my tacy dobrzy i sympatyczni, my tylko słowem a nie jak Niemcy orężem i zbrojnie. Do tego dodajesz odrobinę przekupstwa - bo co Polakowi dodaje splendoru? Jeszcze nie tak dawno ciocia z Ameryki na urodzinach byłaby na propsie, a w IX wieku dwóch cudzoziemców na postrzyżynach to było to. A, że przy okazji ochrzcili Ziemowida… Najważniejsze, że cały gród przybył i Rzepica (która na scenę wkracza dopiero jak już mężczyźni sobie pogadają) cieszy się z sukcesu rodziny.

Jest w tym rozdziale taki dialog:

“- Wiara to jest jedna, co cały obejmie świat, a gdy się to stanie, bo idzie z potęgą wielką, nie będzie w nim ani wrog, ani niewolnika, ani plemienia upodlonego (....).

- I ten Bóg wasz jedyny niemców i wrogów kochać każe! - zawołał Piastun - dziw to wielki!

Uśmiechnęli się goście”.

Śmiechom nie było końca....

“Stara Baśń” czytana dzisiaj to smutny obrazek w którym - już nie śmieszkując o tym, że Piastun znał czeski bo był na zakładowej wycieczce - wspólnota plemienna przeradza się w narodową tylko dzięki konfliktowi pomiędzy tradycją a modernizacją. Rozwiązaniem pośrednim jest religia i użycie jej struktur do organizacji nowoczesnego społeczeństwa. Religia jest gwarantem zachowania tradycji przy dążeniu do wspólnotowości i powolnej modernizacji. Odmienność symbolizuje “przemyślna Niemka” i inni Niemcy, których “odróżnić łatwo” i nie zwiastują niczego pomyślnego naszym bohaterom. Jednocześnie możecie powiedzieć - ale jak to? Przecież Kraszewski pokazuje, że ci nasi pogańscy przodkowie jednak bez religii wiedzieli, kto jest dobry a kto zły. To dlaczego wysyła dwóch posłańców, którzy jak biblijni aniołowie nawiedzający Abrahama nawracają i chrzczą Ziemowida? Robi to, ponieważ również słowiańszczyzna jest dla niego podejrzana i niebezpieczne, a swoisty postkolonializm, zakładający że nie należy podkreślać naszego pochodzenia od Słowian a od ochrzczonych Słowian. Dopiero w tym momencie rodzi się Polska Kraszewskiego. Wyparcie własnego dziedzictwa i odcięcie się od niego za pomocą chrztu, który przychodzi z obcych rąk, przy jednoczesnym budowaniu tożsamości narodowej na konflikcie z innymi, to schizofrenia, która konstytuuje polską kulturę i myśl o narodzie. Będę do tego w kolejnych rozważaniach wracał.

Nie ma to jak zacząć Antologię Niepodległości od tekstu, który miał może swoje uzasadnienie w czasach zaborów, ale po 100 latach od przejażdżki marszałka na koniu powinien być co najwyżej pamiątką literacką, z uśmiechem wspominaną podczas lekcji języka polskiego. Na miejscu drugim antologii znajdziemy “Bogurodzicę”, która jest tekstem ciekawszym, choć… jak chcecie to sięgnijcie proszę po “Opowieść o Królu Pól” Singera, w której to po Popielu królem był Abraham, który namaścił Piasta na swojego następcę. Opowiadanie Singera jest literacko ciekawsze, zwłaszcza, że nasi przodkowie oczywiście popiszą się w nim zidiociałym antysemityzmem. Zatem zamiast Kraszewskiego, Singer. Polecam.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?