Drzewo Babel, Vedrana Rudan, Marta Dobrowolska-Kierył

Vedrana Rudan, "Oby cię matka urodziła"

Kompletnie nie wiem co mi odbiło, by większość listopada spędzić nad książkami kobiet o kobietach, które mają takie problemy jak - mężczyźni, dzieci, matki, zdrowie, seks, praca... Dla równowagi duchowej przeczytałem książkę o drzewach, kicz przygodowy o golemie i czytam biografię Georga Lucasa. Zacząłem wywiad-rzekę z Pilchem, ale nadmiar autokreacji mnie odrzucił. Dzisiaj o książce, która nie odrzuca i daje do myślenia. Przynajmniej mi. Vedranę Rudan z pewnością spora część osób czytających ten wpis kojarzy z tekstem, który Krystyna Janda wystawia od ponad dziesięciu lat - “Ucho, gardło, nóż”. To jeden z megahitów Jandy oraz z pewnością spory sukces artystyczny chorwackiej autorki, która obok Eve Elsner czy Esther Villar jest dla mnie jedną z najciekawszych pań od takiego podkurwionego, dojrzałego, babskiego pisania.

Muszę przyznać, że trochę wymęczyła mnie lektura “Oby Cię matka urodziła” - sto odcinków opowieści o relacji głównej bohaterki z matką czyta się wolno, z lekkim zażenowaniem i strachem, ale też rosnącym znudzenie. Rudan angażuje i skłania do przemyśleń ale zapomina chwilami, że przydałoby się więcej oddechu i po trzydziestym odcinku, z którego wynika to samo, człowiek-Szot zaczynał podziewywać ukradkiem.

O czym to jest? Otóż umieszczona w domu opieki (“dom spokojnej starości” brzmi strasznie, w ogóle nie umiemy, czy może nie chcemy umieć, nazywać takich miejsc, gdzie się przechowuje ludzi na starość, ale wiem że odchodzę od głównego tematu) Matka jest uzależniona od leków przeciwbólowych i mimo ogólnie dobrego stanu zdrowia, symuluje chorobę zatruwając życie swojej córce. Córka oprócz prowadzenia tego specyficznego dziennika relacji z matką (oraz mężczyznami swojego życia - ojcem i mężem) prowadzi firmę produkującą drewniane figury aniołów (wątek polski - pomysł na biznes podpatrzony na wycieczce do Polski), odwiedza w szpitalu matkę, odbiera niezliczone od niej telefony oraz ma udanego męża (ten wątek trochę zbyt idealistycznie został oddany, ale może istnieją tacy faceci, jakby ktoś znał to dajcie znać innym by unikali).

Refleksja numer jeden. To nie jest pierwsza książka, w której kobieta sprzedaje anioły, ale to pierwsza książka i w ogóle pierwsze znane mi dzieło kultury, w którym ten tandeciarski pomysł został doskonale wykorzystany jako okazja do rozmowy z innymi (klientami) o ich problemach i wprowadzenia do książki innych perspektyw. Do tego jest to jeden z niewielu momentów gdzie Rudan pokazuje, że ma fantastyczne, zgryźliwe poczucie humoru. “Oby cię matka urodziła” to opowieść o żalu do matki, która nigdy nie potrafiła uratować swojego dziecka przed molestującym ojcem, która zbyt późno wybrała wolność i korzystała z niej zatruwając życie innym ludziom. Żal ten przybiera formę paradziennikowych zapisów, mikrohistorii niezwykle trafnie opisujących toksyczne relacje w rodzinie. Rudan gra na klawiszach używanych niezbyt często - mówi o gniewie, nienawiści do rodziców, ale i głębokiej potrzebie i tęsknocie do rodzinnego ciepła. Łatwo w takiej opowieści popaść w egzaltację lub niepotrzebny patos - Rudan omija rafy wdzięcznie dzięki sporej dawce inteligencji, zmysłowi obserwacji oraz dobremu tłumaczeniu Marty Dobrowolskiej-Kierył (nie znam chorwackiego, ale doceniam woltyżerkę w opisach erotycznych, słowo “bzykać” należy do moich ulubionych a tak rzadko używanych). Matka narratorki mówi:

“Gdybym cię nie urodziła, gdybym cię nie karmiła, gdyby mnie matka nie zmusiła do wyjścia za mąż, byłabym dzisiaj istotą ludzką. Wyssaliście ze mnie wszystkie soki życiowe (...) Zjedliście mnie.”

Zadzwonię w weekend do mojej matki, znowu pewnie opowiem jej o tym, że czuję się zmęczony robotą przed "świętami", że z tego mojego przyjazdu na “Święta” to nici, bo 24 grudnia z pracy wyturlam się pewnie koło piętnastej a teleportacja na Dolny Śląsk to nie w 2016 roku… moja matka bardzo by chciała być przeze mnie podgryzana i kosztowana. Nie umiem jej tego zrobić. Znam jej matkę.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej