Karakter, Janusz Górski, Fundacja Pracownia, Czysty Warsztat

[RECENZJA] Janusz Górski, "Dosłownie. Liternicze i typograficzne okładki polskich książek"

“Materiały i dokumenty Związku Młodzieży Socjalistycznej” byłyby książką, która raczej z trudem zachowałaby się w historii, gdyby nie projektant jej wspaniałej okładki, Jan Śliwiński. Janusz Górki, również projektant okładek, autor jednej z moich ulubionych okładek, czyli książki Zbigniewa Treppy, "Całun turyński. Fotografia Niewidzialnego?", gdzie w tłoczenie na okładce wklejono fragment materiału kontrastujący z kolorem całości. 

Naprawdę przeczytałem całość, choć obiecałem sobie, że przerzucę obrazki, pozachwycam się i przełożę lekturę "Dosłownie" z okresu prekariackiego na emerytalny (niezły dowcip z tą emeryturą, tak na marginesie zaznaczę).

Janusz Górski jest niesamowitym nerdem okładek, ma gigantyczną wiedzą i zbiór, ale nie mogę powiedzieć, żeby miał wielki dar jej przekazywania. Lektura "Dosłownie" z pewnością jest fascynująca dla pewnego, wąskiego grona odbiorców, ale nie dla kogoś, kto chce poczytać o historii projektowania, zmianach w wydawnictwach, odbiorze czytelników i czytelniczek, czy rynkowych uwarunkowaniach (komunizm vs. kapitalizm). Górski pisze zwyczajnie nudno, przerzucając się z opisu jednej okładki do opisu kolejnej i przez ponad sto stron rozważa samo zagadnienie “okładki literniczej i typograficznej”, próbując znaleźć ich definicje. A, że zasadniczo jest to dość skomplikowane, to sam wywód do prostych nie należy. Finalnie można powiedzieć, że okładki, którymi Górski się nie zajmuje w tej książce to te, w których “litery tracą podmiotowość”. Problem z definicją Górskiego, który sam po tych stu stronach przypomina sobie i osobom czytającym, że definicje powinny być proste, jest właśnie taki, że nie jest ona prosta. Tak czy inaczej, gdy już przechodzimy do historii okładek literniczych trochę się ta opowieść rozkręca, ale powiedzmy sobie wprost - to nie jest książka dla kogoś, kto po prostu chce przeczytać jakąś historię. Ale jest piękna i monumentalna.

Mam kilka niewielkich zarzutów wobec tej książki. Po pierwsze zupełnie nie rozumiem dlaczego przy tytułach książek nie podano ich tłumaczy i tłumaczek. Doceniając projektantów i projektantki okładek, warto zauważyć, że sporo z tych tytułów ktoś przełożył, a jak wiem z praktyki i teorii - wymyślenie dobrego tytułu to skomplikowana i ciężka robota. Górki ani razu nie podaje, kto przełożył książki, którymi się zajmuje. A szkoda.

Jak na książkę tak uważnie zaprojektowaną, to margines wewnętrzny mógłby być odrobinę szerszy - ułatwiłoby to jej czytanie. Podobnie zamieszczenie w tekście odnośników do konkretnych okładek omawianych przez autora, zdecydowanie ułatwiłoby nawigację, zwłaszcza, że czasem omawiana okładka jest reprodukowana na kolejnej stronie i to nie jako pierwsza od lewej, a na przykład w prawym, dolnym rogu - nie jestem miłośnikiem przerzucania tego typu detektywistycznej roboty na odbiorcę. Niekiedy drażniący jest też ton autora, który co jakiś czas pisze o “uważnych” czytelnikach, którzy “zrozumieją”. To taki wykładowy ton, który nie buduje moim zdaniem najlepszej relacji z czytelnikiem.

Niezależnie od tych uwag, książka jest wręcz nieprawdopodobnym przeglądem polskich okładek. Ciekawe jest to, że wybija nas z przyzwyczajenia, że dobre okładki to ma literatura piękna, ewentualnie czasem książki naukowe czy popularnonaukowe i oczywiście te poświęcone sztuce i architekturze. Jak nie znacie, to sprawdźcie okładkę książki “Działka moje hobby” autorstwa Jana Bokiewicza, projekty Zbigniewa Czarneckiego do poradników Mariana Abramowicza i Zbigniewa Wolskiego, czy “Poradnik organizacyjny koła ZMW” z 1959 roku zaprojektowany przez Jana Śliwińskiego. 

Górski bardzo dużo uwagi poświęca okładce czasów tużpowojennych, stalinowskich i “odwilżowych”, dzięki czemu można prześledzić zwłaszcza w tematach takich jak pamięć o wojnie, ale też propaganda komunistyczna, zmiany estetyk, choć oczywiście bardziej eseistyczny opis pewnie by trochę zdynamizował tą historię. 

Wspaniały, piękny i inspirujący do własnych poszukiwań album, ale jako historia jednak męczący i wyrzynający bardzo uważnego czytelnika. Jednak najważniejsze jest słowo “inspirujący”, bo przykładowo niezwykle ciekawie prezentują się w tym zbiorze książki poświęcone Ziemiom Odzyskanym czy “egzotycznym” krajom - wybierane przez projektantów czcionki, ich układy czy kolorystyka odzwierciedlają zarówno projektowane fantazje czytelników, a i pewnie samych autorów i autorek (zobaczcie piękną okładkę książki “Indie” Stefana Wilanowskiego zaprojektowaną przez Karola Sytę). 

“Dosłownie” to całkiem fascynująca podróż przez okładki, a inspirująca do przyjrzenia się swoim regałom. 

A wasze ulubione okładki (niekoniecznie "typograficze i liternicze)? Wklejajcie, wpisujcie kto zaprojektował (i przełożył).

Na zdjęciach:

“Działka moje hobby” - proj. Zbigniew Czarnecki
“Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy - proj. Przemek Dębowski
“Oda do typografii” Pabla Nerudy - proj. Jan Bokiewicz i Wojciech Freudenreich
“Dramaturgia Bertolda Brechta” Romana Szydłowskiego, proj. Leszek Hołdanowicz
“Wielkie małe plany” Jane Jacobs, tłum. Martyna Trykozko, proj. Kuba Sowiński
“Zbigniew Uniłowski” Bolesława Farona, proj. Jan Samuel Miklaszewski
“Proces” Franza Kafki, tłum. Bruno Schulz, Józefina Szelińska, proj. Emilia Freudenreich, 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?