Michał Szlaga, Oficyna Gdańska, Muzeum Narodowe w Gdańsku

[RECENZJA] Michał Szlaga, "Brama"

Jedno z najbardziej symbolicznych miejsc w Polsce to zwykła brama. Jej znaczenie docenili komuniści, którzy staranowali ją czołgiem. “Pogięta i porzucona na zaśnieżonym bruku, była dla peerelowskich włodarzy symbolem rozbitego ruchu oporu”, pisze Roman Nieczyporowski we wstępie do niezwykłego albumu Michał Szlagi, “Brama”.

Szlaga, który od lat dokumentuje gdańską stocznię zebrał w tym imponującym dziele ponad tysiąc fotografii dokumentujących bramę i jej otoczenie, pokazujących jej historię, znaczenie - polityczne i prywatne, społeczne i symboliczne. Sama skala tego dzieła, format, poziom edytorski robią wielkie wrażenie, ale jeszcze większe - przynajmniej na mnie - robi sam autor. Oto bowiem mamy kolesia, który chyba już pół życia poświęcił na upominanie się o pamięć o bramie, co jest jednocześnie walką o pamięć o Solidarności i jej ideałach. Te, jak pisze autor w dołączonym do albumu liście do czytelników, wciąż nie są widziane w odpowiednio krytycznej perspektywie. Mamy do czynienia z dwoma, alternatywnymi “rzeczywistościami historycznymi”, których nie można pogodzić. Szlaga szuka swojej własnej drogi, przez osobiste, codzienne doświadczenie i obcowanie na pograniczu historii politycznej i prywatnej. “Jako mieszkaniec kamienicy położonej przy placu Solidarności utrwaliłem z marszu ponad 6000 scen, które przypadkowo zastałem w drodze do własnej pracowni mieszczącej się wówczas w budynku dawnej dyrekcji stoczni”. Oprócz tych scen autor fotografował bramę z balkonu mieszkania, a w książce znajdziecie też obszerną dokumentację samej stoczni i jej okolic.

“Brama” jest opowieścią o konflikcie dawnych działaczy i działaczek Solidarności, konkurujących ze sobą narracjach historycznych i politycznych, które zapominają o perspektywie zwykłych ludzi, budując heroiczny mit zapominają o tych, którzy z tego mitu zostali wykluczeni. Ale pokazuje też przekształcanie się stoczni w miejsce turystyczne, na zdjęciach znajdujemy ludzi robiących sobie selfie, fotografujących się pod tablicami, pomnikami. Szlaga zadaje pytanie o funkcje przestrzeni i o to w jaki sposób odbija się na nich konflikt polityczny. Jednocześnie upomina się też o sam Gdańsk, którego historia jest “pisana z kilku stolic”, co “zawsze kończyło się tragicznie”.

Szlaga przypomina w dołączonym do “Bramy” liście o słowach “niezależność” i “samorządność”, które są wspominane dużo rzadziej niż “solidarność”. I ten album w piękny acz smutny sposób pokazuje samego autora, człowieka niezależnego w myślenia i samorządnego, oddzielnego, uciekającego przed szufladkami. To akurat jest całkiem piękna opowieść o artyście w XXI wieku, który jakby nie przystaje do czasów medialnej pogoni za uwagą.

Zawsze podziwiam ludzi, którzy są w swojej sztuce trochę obsesyjni, a to co robi Szlaga fascynuje mnie od lat, dlatego głaszczę sobie “Bramę”, podziwiam i polecam, bo choć to nie tania impreza, to warto pomedytować razem ze Szlagą nad polską historią. I to wszystko dzięki jednej bramie.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?