Świat Książki, Damon Galgut, Beata Turska

[RECENZJA] Damon Galgut, "W obcym pokoju"

O ile “Dobry lekarz” Damona Galguta bardzo przypadł mi do gustu, tak “W obcym pokoju” (tłum. Beata Turska) choć miejscami zachwycił, to też rozczarował

Otóż nie lubię książek, w których główny bohater udaje się na wielomiesięczne, kosztowne podróże a ja nie mam pojęcia skąd on ma na to pieniądze. Do tego co jakiś czas bohater razem z narratorem narzekają, że kończy się kasa na podróż, co nie przeszkadza im wyprawiać się z Południowej Afryki do Szwajcarii, czy objeżdżać Afrykę. Protagonista powieści Galguta zdaje się zostawiać za sobą całe swoje dotychczasowe życie, ale jakimś cudem wystarczy, że wraca do kraju i po jakimś czasie znajdują się pieniądze na kolejną wyprawę. Może to kwestia przyzwyczajenia do polskiej ekonomii, ale nie budowało to mojego zaufania do opowiadanej przez południowoafrykańskiego pisarza historii.

Zupełnie inną sprawą jest to, że Galgut jest niesamowicie sprawnym pisarzem, choć po lekturze dwóch jego książek zauważam, że bardzo lubi scenę, w której dwóch mężczyzn na wspólnej wyprawie zaczyna się kłócić i na jakimś odludziu jeden z nich zostawia drugiego. W “Dobrym lekarzu” do takiej sprzeczki dochodzi między młodym idealistą, a zgorzkniałym i lekko cynicznym starym doktorem, tutaj podobna sytuacja dzieje się w pierwszej części. Damon samotnie podróżuje po Grecji, gdzie spotyka Reinera, przystojnego Niemca. Panowie się zaprzyjaźniają, spędzają kilka dni razem i umawiają się na przyszłą, wspólną wędrówkę. Na cel wybierają Lesotho, niewielkie państewko będące enklawą RPA. Nowa wyprawa będzie jednak katastrofą - szybko okaże się, że bohaterów opowiadania więcej dzieli niż łączy, w czym też nie pomaga homoerotyczne napięcie. W górach Lesotho po sprzeczce Reiner zostawia Damona.

W drugiej części Damon podróżuje po Zimbabwe, gdzie poznaje trzech Europejczyków - Francuza i szwajcarskie rodzeństwo. Zaprzyjaźniają się i postanawiają wspólnie wyruszyć do Tanzanii, co okazuje się bardzo trudnym przedsięwzięciem choćby z powodu braku wiz. Ale “zaprzyjaźniają się” to eufemizm, bo Damon zakochuje się w Szwajcarze. Oczywiście, jak możecie się domyślić - bez wzajemności. To nie jest gejowskie ‘love story’. Niestety. To, co dziwi w tej historii to fakt, że niedostępny kochanek proponuje Damonowi, żeby go odwiedził w jego rodzinnym miasteczku, narzekający wciąż na brak funduszy bohater bez większego zastanowienia po jakimś czasie oczywiście przyjeżdża do szwajcarskiego raju. Tu wszystkie nadzieje pryskają.

Trzecie opowieść jest historią lesbijską, co miłe, bo brakuje mi dobrych lesbijskich wątków w prozie. Ale, żeby nie było radośnie, to tym razem Damon jedzie do Indii z chorującą na depresję Anne, która zostawia w RPA swoją dziewczynę.To najciekawsza z trzech historii, bo dynamiczniejsza - Anne próbuje popełnić samobójstwo, Damonowi będzie pomagać pewne brytyjska pielęgniarka, a całość jest czymś pomiędzy horrorem, ale i komedią. Oczywiście nic tu nie skończy się dobrze.

To, czym Galgut zachwyca to sposób prowadzenia narracji, w której wszystkowiedzący narrator płynnie przechodzi w narrację pierwszoosobową, czyli opowieść głównego bohatera. I to pozwala czytelnikowi na naprawdę silne zidentyfikowanie się z wymyśloną przez pisarza historią. Jednocześnie sugeruje również autobiograficzny trop, bo powieść momentami czyta się jak pamiętnik pisarza. Zaskakująco taka gra z narrację nie utrudnia lektury, Galgut doskonale wyczuwa momenty, gdy może przejść do “swojej” opowieści i jest to czytelne, zatem nie czeka na was tu jakieś szczególnie trudne wyzwanie czytelnicze.

Galgut doskonale opisuje przyrodę, jest świetnym obserwatorem, który potrafi własne fascynacje przekazać czytelnikowi tak, by choć przez chwilę wydawały się one też jego fascynacjami. Homoerotyczne napięcie rodem z powieści Henry’ego Jamesa również uprzyjemniało mi lekturę, o ile można tak w ogóle napisać o książce, w której prawie wszyscy są nieszczęśliwi. Tylko skąd główny bohater ma na to wszystko kasę… Może recenzenci w zamożniejszych krajach nie zadają sobie takich pytań?

Książka w Polsce przeszła trochę bez echa, może dlatego, że sama historia jest momentami nudnawa, przydługie opisy przyrody i emocji bohaterów przypominają powieści sprzed wielu lat. Oczywiście wcale nie podejrzewam, że książka przepadła, bo jej głównym bohaterem jest samotny gej i popełniająca samobójstwo lesbijka. Zupełnie o to bym nie podejrzewał polskich czytelników. Zupełnie.

Galgut dostał w 2021 roku Bookera za “The Promise”, które jeszcze w tym roku ukaże się po polsku. Czuję się przygotowany do lektury - mam nadzieję, że w nowej powieści nikt nikogo nie zostawia na szlaku, ktoś w końcu się szczęśliwie zakochuje, a wśród załączników do książki pisarz zamieścił PITy bohaterów.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz