Marie Pavlenko, Artur Łuksza, We Need YA

[RECENZJA] Marie Pavlenko, "A kiedy zniknie pustynia"

Dzisiaj mam dla was powieść dla młodzieży, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła.

Jak stali moi czytelnicy i czytelniczki wiedzą, fanem książek próbujących przewidzieć przyszłość nie jestem. Większość historii o tym, jak będą żyć ludzie u progu końca świata musi poradzić sobie zarówno z odpowiednią widowiskowością katastrofy, jak i prozaicznością jej skutków dla mieszkańców naszej planety. Wychodzą z tego często dziwne historie o tym jak to kończy się świat, ale są książki, albo wciąż ludzie mają prąd.

Co innego z katastrofą klimatyczną. Ta - przedstawiana spektakularnie - jest nam zaskakująco już bliska. Topnienie lodowców oglądamy na zdjęciach i filmach, do których już przywykliśmy. Podnoszenie się poziomu oceanów? Wierzymy, że nauka coś wymyśli. Płonące lasy? Można ugasić, posadzić nowe. Znajdujemy mnóstwo wymówek, by nie dostrzec tego, co może się wydarzyć jeśli nie podejmiemy radykalniejszych działań. Dlatego tak pozytywnie zaskoczyła mnie Marie Pavlenko, która w “A kiedy zniknie pustynia” nie mówi o końcu świata, a pokazuje moment, w którym człowiek wciąż walczy o przetrwanie, nadal popełniając błędy. Świat bowiem będzie się kończył bardzo powoli.

Przenosimy się kilkaset lat w przyszłość. Odległą, ale nie na tyle, by nikt nie pamiętał świata, w którym po drzewach biegały wiewiórki. No i były w okolicy jakieś drzewa. Monotonię pustynnego krajobrazu zakłóca obozowisko plemienia, do którego należy Samaa, główna bohaterka książki. Żyją w namiotach, a ich świat bardziej przypomina epoki zbieracko-łowieckie, niż futurystyczną przyszłość z książek science-fiction. Kobiety zajmują się codziennością, a mężczyźni wielkimi wyprawami. Polują na drzewa. Drewno ścięte w odległych miejscach sprzedają w Dużym Mieście, za co kupują wodę, puszki i leki dla osady. “Jeśli jednak łowcy wrócą z polowania z pustymi rękoma, jeśli nie zetną żadnego drzewa, wówczas głodujemy”, mówi bohaterka i jednocześnie narratorka tej opowieści.

W to, że nieścięte drzewa dają życie, nikt tu nie wierzy. Poza Pradawną, która pamięta historie opowiadane przez swoich przodków o tym, jak kiedyś drzewa były (prawie) wszędzie, a wokół nich latały owady i ptaki. W świecie, w którym żyje Samaa takie poglądy są uważane za herezję - ścięcie drzewa pozwala przeżyć osadzie, a że nikt tych ptaków i owadów od dziesięcioleci nie widział, większość łowców uważa opowieści Pradawnej za bujdy. Łatwo odnajdziecie w nich ludzi, którzy współcześnie zaprzeczają katastrofie klimatycznej.

Bycie łowcą to wyróżnienie. Mężczyźni ćwiczą się do tego, by przeżyć kilka tygodni na pustyni w poszukiwaniu upragnionego towaru, a gdy wracają do domów stają się bohaterami. Samaa też chce być bohaterką, zwłaszcza, że wciąż pamięta ojca, jednego z łowców, który zginął podczas niebezpiecznej wyprawy. Chce być taka jak on. Być łowczynią. Ale na takie fanaberie zgody tu nie ma.

Przyspieszmy ten opis. Samaa, w ślad za łowcami, ucieka z osady, chcąc do nich dołączyć. Podczas burzy piaskowej wpada do skalnej rozpadliny, w której… rośnie dorodne drzewo. Upragnione nie ze względu na cień, który daje, ale drewno, które można ściąć. Co prawda dziewczynka nie ma pojęcia jak mogłaby sama tego dokonać, ale oczami wyobraźni widzi siebie jako bohaterkę, która odkryła cenny skarb. Co z tego, jeśli z rozpadliny nie można się wydostać? I trzeba w towarzystwie drzewa spędzić kolejne dni, czekając na ratunek, albo śmierć?

“A kiedy zniknie pustynia” (tłum. Artur Łuksza) staje się opowieścią o poznawaniu drzewa, zaprzyjaźnianiu się z nim, demaskowaniu kłamstw, którymi karmione były dzieci w osadzie. Drzewo okazuje się potrzebne żywe, nawet bardziej niż martwe, a chodzące wokół niego mrówki zwierzątkami przydatnymi i ciekawymi żywe, a nie martwe. Opowieści Pradawnej okazują się nie być legendami.

Oczywiście nie jest to skomplikowany dramat psychologiczny, bo mówimy tu o książce dla młodszych czytelników i pewne uproszczenia, czy proste skojarzenia są obowiązkowe, ale powieść francuskiej pisarki dotyka kilku ważnych tematów, jak na przykład sprawczość dzieci, które mogą zmienić nastawienie dorosłych do katastrofy klimatycznej. Pokazuje, że można się sprzeciwiać dorosłym, ale też, że warto niektórym zaufać. Jest tu też wątek miłosny, któremu trudno kibicować jak się wie, że jeszcze wiele przed Samaą, ale cóż - pierwsza miłość na zawsze pozostaje ważna. Ponoć.

Ma też powieść Pavlenko jeszcze jedną zaletę, która sprawiła, że chciało mi się przeczytać całość - język. Krótkie rozdziały, doskonale dopasowane do dynamiki wydarzeń powodują, że to jest i ładne językowo, działa na wyobraźnię i się nie nudzi. Bo jednak opowieść o siedzącej w dziurze z drzewem dziewczynce, nie sugeruje wielkiej dynamiki i zmienności wydarzeń. A jednak - codzienne obcowania z drzewem staje się tu wspaniałą przygodą i autorce doskonale udaje się to pokazać.

W czasie, gdy z trudem człowiekowi przychodzi czytanie książek, których okładki mówią - “jestem wymagającą twojej uwagi powieścią, która poruszy twój umysł”, powieść Pavlenko była lekturą zaskakująco przyjemną.

Gdy piszę o książkach dla dzieci czy młodzieży, pytacie często o przedział wiekowy modelowego czytelnika bądź czytelniczki, a ja przeważnie nie znam odpowiedzi, bo pedagogikę miałem kilkanaście lat temu i podejrzewam, że wiele się zmieniło. Zwłaszcza, że ja wciąż nie umiem się nauczyć, że zlikwidowano gimnazja. Taki ze mnie boomer.

“A kiedy zniknie pustynia” to z pewnością powieść dla każdego, kto ma więcej niż dwanaście lat i zależy mu na tym, by na świecie było więcej drzew, mądrych dorosłych i przekornych dzieciaków, które rozwalą ten cały dziadocen, w którym przyszło nam żyć.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz