Biuro Literackie, Anna Podczaszy, Zuzanna Orlińska

Anna Podczaszy, "Grymasy. Życie między wierszykami"

Przeczytałem za was i odradzam. Argumenty poniżej.

Gdy ktoś (Anna Podczaszy) tytułuje wierszowaną książkę dla dzieci “Życie między wierszykami”, to chyba jasne jest, że najuważniej przyjrzę się temu, co dzieje się tu między wierszykami, między słowami, pod podszewką. A dzieje się sporo i niestety niewiele dobrego. 

Na okładce jest ich trójka - dwóch chłopców i dziewczynka w bejsbolówce. Czy to książeczka o przyjaciołach, rodzeństwie? Kto tu mówi? Sprawdźmy. “Gdzieś w odległej galaktyce, na podwórku za krzakami / mamy śmietnik - a w nim skarby, które śnią się nam nocami”. My, a więc zapewne rodzeństwo, zwłaszcza że za chwilę słyszymy, że choinka, którą sąsiad wyrzucił, “taka ładna, mamo, była! Taką smutną miała minkę!” Nagle zmienia się narrator i pyta “Co w kieszeni masz tu synku”. Po kilku wersach odpowiada synek: “Mamo! / Wczoraj, nie uwierzysz, mamo…” Na obrazku jeden z chłopców z okładki. Krótki wierszyk, trójka narratorów, kilka zgubionych rytmów. Trochę chaos, ale przy tej hałastrze, nie ma się co dziwić.

Kolejny wierszyk. Młodszy z chłopców opowiada mamie o swoich figlach, psiej kupie, napisie na murku. Mama słucha i się dziwuje, coś tam dopowiada, ale raczej wysłuchuje litanii. Trzeci wierszyk, “Konstruktor” to znowu opowieść jednego z chłopców, zresztą przedstawionego na rysunku (ilustracje Zuzanny Orlińskiej mi się podobają), tym razem o tym co z czego można zbudować. A wiadomo, że jak się ma wyobraźnię to z dwóch patyków można wigwam wyczarować. Czwarty wierszyk jest o zakupach, na które poszedł chłopiec z mamą i nagle zaczął żądać wszystkiego: “Kup mi jeszcze te fistaszki, / picie dino, czekoladę, / chrupki, czipsy, dwa kubusie, / ciastko też bym zjeść dał radę”. Zilustrowany wózkiem, z którego wręcz wysypują się zakupy, wierszyk raczej nie jest żadną nauką, skoro autorka prosi, by dzieci dodały do listy życzone przez siebie zakupy. Dalej dwóch chłopców sprzecza się o zabawki i tu znowu coś, czego nie rozumiem “Bokserska natura / z chłopaków wychodzi / obu kibicują / i starszy, i młodzi”. Rozumiem, że autorka proponuje nam afirmacyjną wizję wrestlingu między chłopcami, ale jednak na miejscu starszych, postarałbym się o próbę negocjacji z niepełnoletnimi. Dalej oczywiście dostajemy klasyczną opowiastka o kąpieli i chłopcu, który nie chce się jej poddać. Ale, ale… pamiętacie o dziewczynce z okładki? Za nami 1/3 tej opowieści, a dziewczynka jeszcze na scenie nie wystąpiła. Dziewczynki muszą poczekać. 

Dziewczynka pojawia się na stronie 33. Oto ona, “kwiatuszek”, cała w zdrobnieniach i motylkach. “Gwiazdeczka”, “moja dziewczynka”. Dziewczynka grymasi (nie chce jeść kiełbasy, i choć nie boi się dentystki, to gdy dochodzi co do czego, to jednak z fotela umyka. Anna Podczaszy nie radzi sobie z mnogością swoich bohaterów, teraz skupia się na dziewczynce, która to szuka koralika (tata dzielnie pomaga) i nie ma się w co ubrać. Póki co my też nie mamy pewności, że jest to w ogóle ta sama rodzina, bo chłopcy z dziewczynką się nie spotkali i można przypuszczać, że nasza telenowela przeniosła się z domu Kowalskich do Nowaków. Dopiero na 56 stronie okazuje się, że Śliwińscy mają trójkę dzieci, które niewyspane maszerują do szkoły. Co ciekawe nie wynika to z tekstu, a dołączonej do niego ilustracji. Do konfrontacji dochodzi dopiero w wierszyku o tym, jak mała dziewczynka przeszkadza najstarszemu z braci. 

Biedna jest mama z wierszyków Anny Podczaszy, albo bezczynnie wysłuchuje litanii bzdur, albo “opadają jej ręce”, “załamuje ręce / biedna matka Radka”, “mama włosy rwie ze złości”, “matka krzyczy coraz srożej”. Ojcowie tu nie lepsi, bo “łzy bezsilne robi / Kuby biedny tatka”, a tata dziewczynki-kwiatuszka jest strachliwy i słysząc historię o wizycie u dentystki “blednie na twarzy”, “w oczach mu roi się dziura” i “na podłogę upada, / i mdleje, i ratunku woła”. Jest też dziadek, służy on do mówienia, że trzeba umyć ręce (choć już słuchać się go nie trzeba), wujek, który służy do kupowania nowej piłki i pomocy w uruchomieniu komputera (serio? w 2018 roku? i może co? Niezbędnik Komputer Świata na płycie CD?). 

Nawet jakoś mnie cieszy, że Podczaszy nie przedstawia rodzicielstwa pełnego lukru, fantastycznych doznań, miłości, spokoju, a jako walkę z rzeczywistością, w której dzieci i rodzice walczą ze sobą o swoje granice. To mocno ewolucyjna i odważna wizja, pozbawiona jakiejkolwiek radości i wytchnienia. Wierszyki Podczaszy sytuują się gdzieś pośrodku pomiędzy śmiertelnie pobitym Jankiem od Sienkiewicza, a Kucykami Pony. Niestety opowieść o rodzeństwie nastawiona jest na podkreślenie braterstwa, przy jednoczesnym zignorowaniu rodzinnej wspólnoty. To znowu albo nieumiejętność w sceny zbiorowe, albo stereotypizacja, albo brutalna opowieść o świecie, w którym mała dziewczynka zawsze będzie największym wrogiem niewiele od niej większych chłopców. 

Sądząc po ilustracjach i niektórych wersach Anna Podczaszy chciała napisać pokrzepiające, radosne, trochę prześmiewcze wierszyki dla dzieci i dorosłych. Wyszła jej smutna opowieść o rodzinie, która raczej sobie nie radzi, w której nadmiernie adorowana dziewczynka żyje odseparowana od swoich braci, na barkach matki spoczywa właściwie cały dom i nieudolny ojciec, a gdzieś tam jest wujek, który odniósł sukces i najwyraźniej jest dość równym facetem, skoro potrafi uruchomić komputer (co za rodzinka!). Fajnie, że autorka już w tytule przypomina, że trzeba szukać życia między tymi wierszykami. Dodam, że moim zdaniem najlepiej jak najdalej od nich. 
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Romansowa Teresa