Michał Wójcik, Znak

Michał Wójcik, "Treblinka '43. Bunt w fabryce śmierci"

Mam sporo wątpliwości wobec książki Michała Wójcika i im więcej czasu mija od lektury, tym bardziej jestem sceptyczny. Może ktoś z was czytał/a i chciałby się podzielić swoją opinią?

Podoba mi się sprawność, z którą Wójcik opowiada akcję - nie ma tu przestojów, wypełniaczy, jest dynamicznie i odrobinę sensacyjnie. Jednocześnie to mi się nie podoba - zamienienie tragedii Żydów zamkniętych w obozie koncentracyjnym, którzy żyją z na chwilę odroczonym wyrokiem w taką opowieść jest mocno filmowe, z pewnością wciąga ale czy nastawianie na atrakcyjność opowieści nie jest czasem kiczem? Wójcik wie, jak przyciągnąć uwagę czytelników - doskonale do tego nadają się sceny w rodzaju “żydowski kantor występujący przed dowództwem obozu”. Kantor śpiewa, Niemcy się wzruszają. Co robi Wójcik? Opisuje ekstatyczny śpiew - “nie patrzy na esesmanów, patrzy gdzieś w dal, hen, za druty. Na powykręcane sosny, na prześwity między drzewami… Tylko on wyławia ze świergotu ptaków delikatny dźwięk dalekiego dzwonu”. To już pobrzmiewa kiczowato, ale dalej jest jeszcze ciekawiej - śpiewający w obozie Żyd nagle myśli o tym, że jest niedziela i “przecież dziś dla Polaków dzień święty, gdzieś daleko chłopi spieszą na popołudniową mszę”. To jest możliwe oczywiście, ale wchodzenie tak głęboko w odczucia bohatera i dodawanie od razu polskiej perspektywy budzi mój niepokój a nawet niechęć. To już nie jest literatura historyczna a powiastka obyczajowa. 

Za to największą moją wątpliwość budzi użycie w książce spreparowanych wspomnień, co do których prawdziwości jest sporo wątpliwości, lub które są zwyczajnie fałszywe. Wójcik co prawda ostrzega przed tym, ale nie zatrzymuje go to przed użyciem jednej z nich do mocno emocjonalnego zakończenia jednego z rozdziałów. Mam poczucie, że to nadużycie tak wobec historii, jak i innych wspomnień, które zostają potraktowane prawie na równi z kłamstwem. 

Ton, którym Wójcik opowiada historię więźniów planujących wysadzenie obozu, to takie połączenie narratora, który prowadzi nas przez historię i przybliża sceny, sporo tu wyrażeń w rodzaju “zobaczmy”, “przyjrzyjmy” i tak dalej. Wiem, że trudno ich uniknąć, ale jakoś mnie to drażniło. Z drugiej strony historia Zagłady nie musi być pokazywana tylko w jeden sposób, i taki oparty na montażu, dialogach i sensacyjnym tonie też jest jakoś usprawiedliwiony.

Oczywiście doceniam niesamowitą umiejętność łączenia źródeł, zestawiania relacji i tytaniczną pracę autora nad tym, by to się po prostu dobrze czytało, ale mam wątpliwości. Sporo wątpliwości.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Czego katastrofa następuje u Haliny Snopkiewicz?