Powergraph, Cezary Zbierzchowski

Cezary Zbierzchowski, "Distortion"

To nie jest moja literatura, przynajmniej tak mi się pochopnie wydawało, bo ja już dawno nie sięgałem po książki sensacyjne, a jak do tego widziałem, że są elementy fantastyki, to przepraszam wszystkich, ale ja się wtedy najzwyczajniej w świecie boję. Boję się, że znowu ktoś mi będzie próbował opowiedzieć jakąś pseudonaukową bujdę, wciskał mi pod powieki superbohaterów na których obecność nie mam ochoty. Sięgnąłem zachęcany przed wydawnictwo, z którym od lat się przyjaźnię. Przyjaźń z Powergraphem jest tak silna, że prawie nie ma tu ich książek, jakoś zawsze tak trochę głupio było po koleżeńsku się rozpisywać. Tak czy inaczej – ale mnie Zbierzchowski zaskoczył!

„Distortion” to sensacyjno-fantastyczna opowieść o wojnie w wymyślonej krainie, która może trochę chwilami zbyt przypomina Irak czy Afganistan, ale na czymś jednak fikcję trzeba oprzeć. Zatem mamy głównego bohatera, mężczyznę, który trafia do armii walczącej z rebeliantami (w oficjalnej wersji oczywiście jest to misja stabilizacyjna i chodzi o pomoc tubylcom) i który ma trochę więcej mózgu niż inni, a przynajmniej potrafi go lepiej używać. Mężczyzna będzie miał sporo przygód, pojawi się miłość, ale też wojenna przyjaźń i… głosy w jego głowie. Powiewa klasyką? Dmie wręcz! Ale jakoś wyjątkowo mnie to nie drażniło, nie irytowało, Zbierzchowski wciąga i tworzy doskonałą opowieść o potwornościach wojny. Ciekawe się to czyta po „Horyzoncie” Małeckiego, gdzie również główny bohater wspomina swój pobyt na wojennej misji. Obaj z brutalnością pokazują absurdy samej wojny, ale też świetnie opowiadają o stosunkach między ludźmi skoszarowanymi w miejscach niezbyt przyjaznych dla relacji międzyludzkich. Małecki idzie w obyczajówkę, Zbierzchowski w fantastykę naukową i jego bohater w pewnym momencie zacznie rozmawiać z siłami nadnaturalnymi, a spora część powieści poświęcona będzie próbie przekonania innych, że głosy z głowy niekoniecznie są efektem schizofrenicznej osobowości. To się czyta bardzo sprawnie, od misji do misji, od rozmowy do rozmowy, Zbierzchowski bardzo sprawnie utrzymuje tempo i stopniuje napięcie. Opisy akcji są szczegółowe, mocno filmowe, ale nie drażnią naiwnością, dobrze stosowany jest w nich montaż czasowo-przestrzenny, udanie opisana topografia czy architektura ułatwiają wejście w przedstawiony świat. Nie da się ukryć, że pisarz to naprawdę dobry, uważny rzemieślnik. Próbuję oczywiście nie opowiedzieć wam akcji, ale jedyny problem mam z zakończeniem, bo tam się dzieją rzeczy straszne (mentalnie, nie literacko) i z oczywistymi nawiązaniami do Holokastu, właściwie to jego powtórzenie. Będziemy świadkami ludobójstwa. I tu trochę się krzywię, że zbyt delikatnie jednak autor traktuje swoich bohaterów, zbyt próbuje ich zrozumieć. Ale to już sami musicie ocenić, mnie to niepokoi, choć rozumiem, że od strony materii literackiej trzeba było pozwolić zabijać niewinnych.
Mimo gatunkowej maniery Zbierzchowski bardzo sprawnie przedstawia psychologię swoich bohaterów, ich wahania, nieoczywistość podejmowanych decyzji czy zachowań. Oczywiście konstrukcja, w której książka skupia się na jednym bohaterze, który ma nadprzyrodzone zdolności i żyje na specjalnych prawach nie jest jakimś majstersztykiem literatury, ale w literaturze gatunkowej nie mamy co spodziewać się rozbrajania mitów, a umiejętnego ich przetwarzania.

Myślę, że Zbierzchowskiemu udało się stworzyć dzieło w swoim gatunku na naprawdę wysokim poziomie – sprawne językowo, wciągające i mocno przerażające. A, że będzie do nas gadała jakaś ukryta pod ziemią moc i dostaniemy po głowach wykładem fizyki kwantowej? Przeważnie mnie to drażni, ale tym razem dałem się porwać opowieści autora, bo czasem trzeba wyjść z bańki. To było udane wyjście.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jakie stopy opisała Szmaglewska?