Znak, Marek Sterlingow, Dorota Karaś

[RECENZJA] Dorota Karaś, Marek Sterlingow, "Walentynowicz. Anna szuka raju"

Na taką biografię Anny Walentynowicz czekaliśmy! “Anna szuka raju” Doroty Karaś i Marka Sterlingowa to wciągająca i wartko napisana opowieść o życiu działaczki Solidarności, w której autor i autorka szukają nie tyle odpowiedzi na pytanie “kim była Walentynowicz”, ale co spowodowało, że z czołowej działaczki, postaci ważnej i przyciągającej tłumy stała się outsiderką głoszącą cokolwiek dziwaczne hasła.

Karaś i Sterlingow postanowili przeprowadzić kilka równoległych śledztw - poszukali rodziny Anny Walentynowicz, przegrzebali się przez dokumenty w IPN, dotarli do trzecioplanowych świadków wydarzeń, w których brała udział ich bohaterka i namówili do wspomnień syna Walentynowicz, co mogło nie być łatwe, bo o bohaterskiej suwnicowej napisano już tak wiele zideologizowanych tekstów, że facet miał prawo być nieufny. Jestem ciekaw jak ocenia efekt pracy dziennikarzy, bo wyłania się z książki obraz kobiety trudnej, czasem poruszającej się jak słoń w składzie porcelany, nieuznającej kompromisów, ale też zmanipulowanej przez służby specjalne i fatalnie potraktowanej przez Wałęsę i jego najbliższe otoczenie.

Najciekawsze były dla mnie właśnie te momenty, gdy Karaś i Sterlingow odsłaniają manipulacje - powoli sączone przez esbecję informacje mające na celu skłócenie obozu solidarnościowego odniosły efekt, którego konsekwencje widzimy także w dzisiejszym układzie politycznym. Inna sprawa, że lektura “Anny szuka raju” jest ciekawa też w kontekście odkrywania kto z ważnych dzisiaj postaci był zaangażowany w różne działania opozycyjne przed trzydziestu-czterdziestu lat. Może dla starszych czytelników jest to oczywiste, dla mnie jednak niektóre rzeczy były zaskakujące i dojmująco smutne, bo jak zwykle okazuje się, że tzw. “długie trwanie elit” istnieje i ma się w Polsce świetnie.

Jak już wspomniałem książka jest napisana wyjątkowo wartko, czyta się ją jak powieść sensacyjną, a czasami jak dramat sceniczny. Zwłaszcza to drugie porównanie jest dla mnie ciekawe, bo autor i autorka postawili na obszerne dialogi i choć to metoda ryzykowna tak od strony faktograficznej i reporterskiej, to idzie im to sprawnie. Trochę brakuje tu warstwy czysto literackiej, opisowej - ta jest niekonsekwentna - Sterlingow i Karaś w pierwszych rozdziałach książki sporo uwagi poświęcają opisom przestrzeni, miejsc, historiom budującym tło wydarzeń. nie tylko swojej bohaterce, ale i przestrzeni, w której przychodzi jej żyć. W miarę jak się rozwija opowieść o Walentynowicz, opisy tła są coraz rzadsze, a opowieść wyraźne przyspiesza i gubi proporcje. To oczywiście zrozumiałe z tych względów, że to co się działo z Walentynowicz po 1989 roku jest konsekwencją wcześniejszych wydarzeń, ale jednak odnajdywanie się Anny w kapitalistycznym raju zdaje się być opowieścią dużo bardziej dramatyczną, niż to można wyczytać z książki. Chwilami miałem też wrażenie, jakby autorom zmienił się styl opowiadania - na początku mamy do czynienia bardziej z literackim, bliższym powieści podejściem (pojawiają się moje ukochane pytania w rodzaju “Annie podobają się jego dłonie, długie rzęsy, dołeczek w brodzie? A może nie a długich rzęs ani żadnego dołeczka?”), z upływem stron kierując się w stronę rozbudowanego artykułu w typie “śledztwo reporterskie”. Ma to jakieś uzasadnienie w tym, o czym Sterlingow i Karaś opowiadają, ale jednak wyczuwa się pośpiech autorów.

Jak już ponarzekałem, to wracam do chwalenia. Otóż mimo wszystko dawno nie chciało mi się tak czytać żadnej biografii. To jest zawsze ryzykowny gatunek, zwłaszcza gdy opisywana osoba jest znana publicznie - zasadniczo wydaje nam się, że wiemy co się wydarzyło, mamy swoje projekcje dotyczące życia bohatera/bohaterki i biografie często starają się potwierdzić te projekcje, dokładając do tego zestaw anegdotek budujących portret psychologiczny, który nic nam nowego nie mówi. Sterlingow i Karaś unikają oceniania i sprytnie, podsuwając kolejne sceny, dokumenty i bohaterów każą nam wyciągać wnioski. A są one bardzo smutne, szczególnie gdy popatrzymy na dzisiejszą scenę polityczną, rolę związków zawodowych i sytuację Solidarności.

Kilka dni temu magazyn “Times” zaproponował “alternatywne” okładki, na których wybrano na “człowieka roku” same kobiety. Wśród uhonorowanych postaci znalazła się Anna Walentynowicz. Karaś i Sterlingow doskonale pokazują jak wszyscy pracowali nad tym, by dzisiaj Walentynowicz kojarzyła się z podejrzaną postacią żyjącą tylko kłótniami i oskarżeniami, a nie z niezwykle odważną kobietą o niezłomnej etyce. Pokazują też jak ważny w historii jest przypadek, manipulacja rzeczywistością - bo przecież Anna bohaterką strajku została trochę przez przypadek. Jakby już wtedy rozpoczęto pisanie jej życie przez innych. “Anna szuka raju” to opowieść nie o dziwacznej furiatce, zacietrzewionej katoliczce, “wariatce”, a o postaci tragicznej, dla której wiara w zasady i niezłomność były ważniejsze niż kunktatorstwo i szukanie sprzymierzeńców. Nie potrafiła negocjować, zmieniać zdania, naginać się do potrzeb chwili. Przeszła przez historię zostawiając za sobą czasem zgliszcza, ale to na nich przecież powstał kraj, który mamy. I o tym jest ta książka.

Jak pewnie wszyscy z Was mam pewne obawy, że w najbliższym czasie przymusowo znajdziemy wiele czasu na lektury. Zdaniem Szota warto spędzić go w towarzystwie tej niezwykle udanej opowieści.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?