Marginesy, W.A.B, Dorota Kozińska, Dorota Konowrocka-Sawa, Clive Wynne, Andrew Sean Greer

Książki porzucone - Clive D.L. Wynne "Pies jest miłością" i Andrew Sean Greer, "Marny"

Obiecałem co jakiś czas pisać o książkach, które porzuciłem w lekturze. Bo przecież nie można się zmuszać, gdy po pięćdziesięciu stronach człowiek ma ochotę porządkować makarony.

Nie udało mi się przebrnąć przez “Marnego” Andrew Seana Greera (tlumaczenie Dorota Konowrocka-Sawa), która to książka moim zdaniem w tytule się samookreśla.

Główny bohater - bufoniarski pisarz, którego ksiązki przestają się sprzedawać, dostaje zaproszenie na ślub swojego eksa. Co robi każdy z nas, jak się okazuje, że jego eks chce nam się pokazać w swoim aktualnym szczęściu? Przełyka żabę i idzie tam mając nadzieję, że chociaż jakieś nowe zmarszczki zobaczy u kiedyś-ukochanego, albo zostaje w domu i wcina ptasie mleczko aż do bólu żołądka. Marny jednak... jedzie w podróż dookoła świat. Bo wiecie - żeby uciec przed ślubem eksa trzeba zmienić półkulę. Nie kupuję pretensjonalności tej opowieści o uprzywilejowanych mężczyznach, których problemy mnie w ogóle nie interesują. Greer stara się być zabawny i niekiedy nawet jest, ale dowcipy przeważnie oscylują wokół wieku bohaterów (ah, jak straszne być starzejącym się gejem) czy erotyki (no naprawdę śmieszne). I do tego motyw podróży, która zmienia bohatera. Jakie to odkrywcze! W ogóle powieść naćkana jest różnego rodzaju filozoficznymi spostrzeżeniami Greera, wobec których jestem mocno podejrzliwy.

Nie złapałem też żadnego “flow” z książką, która - jak podejrzewałem - będzie mi bardzo blisko, mianowicie z “Pies jest miłością” Clive’a D.L. Wynne’a (tłum. Dorota Kozińska). Historia własnych badań nad zachowaniem zwierzaków, poszukiwanie odpowiedzi na pytanie - czy psy są po prostu dobrze wytrenowane, czy jednak coś do ludzi czują, czego nie da się uchwycić metodą naukową zapowiadała się bardzo ciekawie i gdyby ją odchudzić o nadmierną obecność autora jak i zbyt obszerne wprowadzanie do kolejnych opowieści, pewnie byśmy się spotkali i polubili. A tak nie umiałem zbudować z Wynnem empatii i odklejałem się od książki co kilkanaście stron. Do tego miałem wrażenie, że zbyt często to, o czym pisze autor jest dość oczywiste i zamiast dwudziestu stron o danym eksperymencie, który - jak za chwilę autor donosi - nic nowego nie wnosi do naszej wiedzy o relacji człowiek-pies, chciałbym przejść do jakiejś bardziej konkretnej opowieści, która mnie zaskoczy. I tak po dwustu stronach przez dwa tygodnie jednak się poddałem - nie ma między nami chemii i już nie będzie. Nie znalazłem też powodu, dla którego miałbym skończyć tą lekturę - jest tyle dobrych poradników o psach, korzystających z podobnych ustaleń, jak te, o których można przeczytać w książce, że nie znalazłem tam za wiele dla siebie.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?