Mamania, Marcin Wicha

[RECENZJA] Marcin Wicha, "Łysol i strusia"

Grzeczne dzieci mają dzieciństwo nudne i nieszczęśliwe. Niegrzeczne mają same problemy, ale ile radości w psotach! Marcin Wicha w “Łysolu i Strusi” opowiada historię grzecznej dziewczynki, która przy pomocy włochatego (choć nieregularnie włochatego) psa przeistacza się w dziecko niezbyt grzeczne z nieujarzmioną wyobraźnią.

Jestem pewien, że dla młodych czytelniczek i czytelników będzie to świetna rozrywka, bo trzydzieści lekcji niegrzeczności z tak fantastyczną parą bohaterów bawi, śmieszy i tumani. Do tego mamy zabawne komiksy, świetne gry językowe i wszystko co w takiej książce powinno się znaleźć.

Mam jednak pewną poważniejszą refleksję. Otóż Wicha przemyca tu pewną przerażającą wizję - tytułowa Strusia zostaje wybrana do eksperymentalnego programu, w którym dzieci dostają grzecznościometr badający ich grzeczność. Za każde nieposłuszeństwo ustrojstwo odejmuje im punkty. Cholerstwo trzeba nosić nie tylko w szkole, więc spełniają się marzenia dorosłych o pełnej kontroli pociech. I to jest ten poważny temat, nad którym Wicha się zastanawia - co to znaczy być niegrzecznym, na ile potulność i przystosowanie do świata “dorosłych” jest potrzebne, co daje rozrabianie, a co siedzenie jak trusia? I choć to opowiastka dla dzieci, nie da się ukryć, że autor bardzo negatywnie widzi system szkolnictwa, którego celem jest uśrednienie dzieci w celu stworzenia pewnego modelu obywatela.

Pod powierzchnią “Lekcji niegrzeczności” skrywa się ostra krytyka systemu edukacji i pedagogiki szkolnej. I mówię to całkiem serio. Warto się jej przyjrzeć.

Po tym oczywiście jak już pokolorujecie wszystkie komiksy z Łysolem.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?