Powergraph, Wit Szostak

[RECENZJA] Wit Szostak, "Cudze słowa"

Tydzień temu poprosiłem Was, byście napisali i napisały dlaczego warto czytać Wita Szostaka, a to wszystko z okazji premiery jego nowej książki, “Cudze słowa”. Podobnie jak w “Poniewczasie” Szostak zajmuje się w niej egzaminowaniu możliwości stosowania słów, przygląda się sposobom opisywania świata, tworząc wielokrotny portret Benedykta, człowieka o którym wiemy tyle ile inni nam powiedzieli.

Na pewno myślał inaczej niż inni - był powściągliwy, ale czasem wybuchowy i potrafiący bronić swoich racji. Byłby pewnie wybitnym filozofem, gdyby wybrał drogę nauki. Benedykt jednak decyduje się na otwarcie restauracji, w której panuje atmosfera kulinarnego sympozjonu. Był też kochankiem i partnerem, choć trudnym to w miłości również charyzmatycznym. Weronika, która jako pierwsza opowiada o Benedykcie mówi: “Był bogiem”, “sprawiał, że ludzie czuli smak prawdziwego życia”. Nieuchwytny tak bardzo, że do skonstruowania jego portretu trzeba opowieści siedmiu osób, które poznamy na kartach powieści. To portret dogłębny, wielowymiarowy, skonstruowany różnymi językami, bo co trzeba podkreślić i co lubię u Szostaka to fakt, że jego bohaterowie różnią się tym jak mówią, zapisują swoje wspomnienia, a to w polskiej powieści dość rzadkie.

Szostak wielokrotnie w swoich powieściach wraca do relacji uczeń-mistrz. Tak było, choć w ironicznej formie, w “Stu dniach bez słońca”, czy także w “Poniewczasie”. Tym razem przygląda się temu jaki wpływ na ucznia ma szanowany, legendarny profesor, ale też temu w jaki sposób to uczniowie wpływają na samego profesora. To niezwykle ciekawy wątek, bo Szostak sam jest wykładowcą i zdaje się jakby trochę tęsknił do czasów, gdy studia bardziej opierały się na relacjach uczeń-mistrz, a nie punktozie i parametryzacji wszystkiego.

Szostak przygląda się nie tylko słowu (szalony dość rozdział, w którym Magdalena opisuje jak “Słowo stwarza niewiastę”, w którym Szostak gra erudycją i językoznawczym rozbiorem słów), ale też relacji, zwłaszcza z dzieckiem. Narratorzy Szostaka posiadają dzieci, sami dziećmi byli i ta opowieść dla mnie jest dość smutną refleksją nad tym, że wychowanie to trud mocno daremny, w którym rodzic może jedynie próbować czegoś nie zepsuć. Ale sami i same odkryjcie, podejrzewam, że istotna w odczytywaniu tego wątku jest kwestia posiadania własnego przychówku.

Autor “Cudzych słów” zapędza się momentami, nadmiernie stylizuje, przesadza z wysmakowaniem i grami językowymi, odwołania do kultury śródziemnomorskiej bywają w “Cudzych słowach” miejscami męczące, zbyt efekciarskie, a może i odrobinę naiwne. Z drugiej strony tak rzeczywistość postrzegaja niektórzy bohaterowie tej kubistycznej powieści, więc trudno czynić zarzut autorowi, że takich bohaterów nam serwuje. Choć już ten podział na rozdziały (antipasti, primi piati…) mnie irytował. Szostak jest pisarzem niesamowicie erudycyjnym, piszącym tak jakby słowa same wskakiwały na odpowiednie miejsce, a każda z jego historii jest językowo wysmakowana i spójna. Czy tworzą ciekawą opowieść? Moim zdaniem tak, ale też wiem, że nie jest to lektura dla każdego, bo dużo więcej (czasem za dużo) dzieje się tu między słowami.

Mam nad książką Szostaka patronat, a jego powieści śledzę od lat i choć widzę w “Cudzych słowach” niebezpieczeństwo pójścia w stronę powieści nieznośnej, nadmiernie przestylizowanej i trochę właśnie “cudzej”, to wciąż bierze mnie ten gawędziarz lubiący pogrzebać w języku. Bardzo Państwa zachęcam do lektury, a skoro zacząłem od tego, że było zadanie dla Was i mam trzy zestawy książki z wspaniałym notatnikiem do rozdania, to nagrody przyznaje:

Bartosz H.:

Czytając Szostaka zdarza się, że nagle człowiek się budzi i nie wie czy to piękne zdanie wyśnił czy wyczytał. Cofa się o stronę-dwie i może zasnąć w spokoju - z pewnością, że będzie mógł do niego wrócić, gdyż jest zapisane.

Kuba J.:
Szostaka warto czytać dlatego, że w czasach hasłowości i fascynacji aforyzmami tłumaczącymi rzeczywistość pozwala on sobie błądzić i używać prozy do pozostawienia w nas uczucia niedosytu, który prowokuje do własnych przemyśleń.

I Żaneta L., która przekornie ale trafnie napisała:

(...) warto czytać coś, co ktoś tak obłędnie zaprojektował. Nikt nie projektuje tak pięknie dla słabych treści, prawda?

---

“Cudze słowa” Wita Szostaka to kilka dróg poznania, rozpoznawania Benedykta, bohatera widmowego, wyciągniętego z różnych światów, niespokojnego ducha stworzonego przez tych, którzy go poznali. To trafna metafora tego, że każdy i każda z nas jest opowiadana przez innych i na samym końcu to inni nas opowiedzą. Obawiam się, że jeszcze bardziej krytycznie niż bohaterowie “Cudzych słów” opisują Benedykta. Sięgnijcie po Szostaka, bo zawsze warto zobaczyć jak można pisać inaczej, jak można smakować język, podejmując ciągłe ryzyko literackie. Kolejny raz się udało.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej