Znak, Paweł Huelle

[RECENZJA] Paweł Huelle, "Talita"

Jako czytelnik mam ostatnio dobry, a nawet bardzo dobry czas. Po świetnych nowych książkach Szostaka i Twardocha przeczytałem dzieło momentami wybitne - “Talita” Pawła Huelle bowiem jest lekturą chwilami wstrząsającą, zbiorem opowiadań wycyzelowanych, przemyślanych w każdym szczególe, doskonałych językowo, ale co najważniejsze - wciągających i zapadających w pamięć.

Huelle w “Talicie” wędruje po historii. Choć niekiedy osadza swoich bohaterów i bohaterki we współczesności, to najwięcej uwagi poświęca przeszłości. A przeszłości te są różne, jak zróznicowana jest polska historia. “Ale tradycja to tradycja. Tu na Pustkach obok wsi, zawsze jej przestrzegano”, pisze narrator tytułowego opowiadania, którego akcja dzieje się podczas obrzędów pogrzebowych po tragicznej śmierci dwunastoletniej dziewczynki. Huelle jest pisarzem-etnografem, który odtwarza tradycję, wskazując na świat, o którego istnieniu powoli już zapominamy. To nie tylko obrzędy, ale też ludzie żyjący w Polsce, kraju kiedyś wielokulturowym i narodowo bardziej niż dzisiaj skomplikowanym. Jak Ryfka, której się poszczęściło (czy na pewno?) i przeżyła rozstrzelanie i zbiorową mogiłę do której została wrzucona. Jak zgwałconej przez rosyjskich wyzwolicieli Gudrun, która ukrywa się na poddaszu gdańskiej kamienicy, w doskonałym opowiadaniu “Szewc”.

“Talitę” charakteryzuje fantastyczna gra autora z literacką tradycją. Niektóre z opowiadań, jak choćby “Koncert” o losach wybitnej, młodej pianistki, której karierę przerywa wybuch I wojny światowej czyta się jakby napisał je ktoś z międzywojnia - może nie Iwaszkiewicz, ale Uniłowski? Widać w nich dbałość o szczegółowość opisu, drobiazgowość i uważność w tworzeniu scen, ale też za każdym razem szerszy, uniwersalny namysł nad ludzkim losem. Ewa spędza wakacje u ciotki, w podupadającym rodzinnym majątku, gdzie ćwiczy grę przed przesłuchaniem do prestiżowego konserwatorium. W takich opowiadaniach musi pojawić się dziedzic pobliskiego majątku, oczywiście bogatszy i ekscentryczny, musi pojawić się miłość, wyrażana w dworskiej grze spojrzeń i łamania konwenansów. Musi być też tragedia - zwiastowana nie tylko przelotem balonu nad dworkiem szanownej cioci, ale też nieurodzajem poziomek. Wszystkie te elementy wydają się być wyciągnięte z podręcznika “jak napisać opowiadanie o miłości w dworku i wielkiej machinie historii”, a jednak Huelle nie jest epigonem, a twórcą na nowo przetwarzającym znane motywy, by jeszcze coś dodać od siebie to wielkiej, zbiorowej opowieści o ludzkiej psychice.

Kosterke-Trzebiatowska “w bordowym fartuchu, lekko zgarbiona, w dresowych spodniach i tenisówkach, w berecie, który skrywał kok siwych włosów” wyszła z kamienicy pod piątką i wzięła zamach miotłą. Joachim włączył stoper i odstawił czajnik. “Wszystkie wyniki Kosterke-Trzebiatowskiej zapisywał skrzętnie, latami”. Zapisywał jak przez lata, spod trójki, przez kolejne kamienice, jak kobieta sprząta ulicę. Tylko swoją stronę. Nikt jej za to nie płaci, nikt też - zdawałoby się - nie zwraca uwagi na starszą kobietę nabijającą na szpikulec kolejne pety. Przesiedleni do świata po Meyerze, Strochu, Zelonce, próbują zbudować sobie nową normalność. Ale czy jest normalnym zapisywanie czasu, w jakim twoja sąsiadka zamiata ulicę? Co łączy tych dwoje? Kto jeszcze zaplątał się w tą - całkiem romantyczną w finale - historię? Huelle w niewielkim opowiadaniu “Szewc” mówi więcej większość naszych pisarzy i pisarek na kilkuset stronach swoich rozbuchanych epickich powieści. Kondensacja, fantastyczny montaż, ciekawi bohaterowie i polska historia w tle. A to wszystko zaledwie na kilku stronach. Dla mnie mistrzowskie i naprawdę wzruszające opowiadanie.

To opowiadania o ludziach uwikłanych w polska historię, którzy nie zważali na granice, podziały narodowe czy etniczne, a razem budowali coś, co mogło być Polską, nie to nie państwo wyznaczyło im granice. Bohaterowie z Huellego wydają się być transgraniczni, jakby cierpiący na to, że ktoś im wyznacza granice. A czas mija szybko, “jak nocny ekspres wiejską stacyjkę”, zmienia scenografię, ale ludzie wciąż się odnajdują. Jak tych dwóch - szewc i profesor akademii wileńskiej, którzy przed wojenną katastrofą nie mogliby rozmawiać jak dwóch równych sobie ludzi, a teraz łączą ich wspomnienia i przymusowa zmiana społeczna. Jest tu kilka ryzykownych tekstów, jak choćby ten o Cygance zabranej przez polskiego chłopca do kina na “Winnetou”, gdzie paralela wydaje się być zbyt oczywista, albo opowiadanie o ośmiolatku uwodzonym przez swoją ciotkę, które zbyt bliskie jest kiczowi rodem z Nabokova (co kto lubi, ja nie). Fascynuje Huellego obcość, która jest na wyciagnięcie ręki, tuż pod nosem. Jak w finałowym opowiadaniu “Cadyk” o mężczyznach, którzy czekając na brakującą część do samochodu muszą przymusowo kilka dni spędzić w jednej z ukraińskich miejscowości. Szybko okazuje się, że nieopodal jest Międzybóż z grobem cadyka Baal Szem Towa. Czy prośby z karteczek zostawianych na grobie cadyka rzeczywiście się spełniają? A jeśli tak, to czy to jest dobra, czy zła wiadomość?

Huelle jest jednym z nielicznych już pisarzy, których literatura zbliża się do klasycznych wzorców opowiadania i powieści. Więcej tu Manna czy Grassa niż postmodernistów, więcej lektur dawnych ksiąg niż tego, co ukazało się w ostatnich latach. I choć zazwyczaj mnie takie książki irytują, bo czuje się w nich naśladownictwo, epigonizm jak choćby u Macieja Płazy, który choć fantastycznie operuje frazą, językiem, to nie dobiera się człowiekowi do trzewi. Huelle jak wielcy mistrzowie i mistrzynie literatury mówi o sprawach ważnych, zadaje pytania, których dzisiaj już boimy się nawet słuchać, i robi to z powagą wielkiego mistrza literatury. “Talitę” proszę sobie dawkować, czytać jedno opowiadanie dziennie, a może nawet jedno tygodniowo, niezachłannie, żeby ci bohaterowie rozpychali się w waszej wyobraźni i choć oczywiście nie zapamiętacie szczegółów, nie każdy opis utkwi wam w pamięci, to nie uciekniecie przed tym, że przez jakiś czas będziecie się zastanawiać nad tym jaki los spotkał Joachima i Kosterke-Trzebiatowską. Huelle uwodzi tak jak lubię w literaturze.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Co miał na piersi wykłute Azja Tuhaj-bejowicz?