Pauza, Pajtim Statovci, Sebastian Musielak

[RECENZJA] Pajtim Statovci, "Przejście"

rem w Nowym Teatrze podczas spotkania z udziałem tłumacza książki, Sebastiana Musielaka, a prowadzonego przez Michała Nogasia, o kilku z nich porozmawiamy. Jakie to wątpliwości? Już spieszę wyjaśnić.

Narratorem (a czasem narratorką) powieści jest Bujar, albański czternastolatek, którego rodzina pochodzi z Kosowa. To nie jest dobre miejsce do życia - najpierw reżim Hoxhy, który odciął kraj od świata, potem kryzys czasów Ramiza Alii i groźba wojny domowej za rządów Berishy - Albania nie jest przyjazna nikomu, a tym bardziej chłopakowi, który zaczyna wyczuwać swoją odmienność. Mit “kraju orła” zbudowanego przez “synów orła” legł w gruzach i tylko w tradycyjnych opowieściach - a tych będzie w “Przejściu” sporo - jest miejscem, z którego można być dumnym.

Bujar, jak przystało na powieść o dorastaniu, ma najlepszego przyjaciela, Agima, który dość szybko okazuje się osobą transpłciową. Wspólnie uciekną z domu, będą tułać się po Tiranie w poszukiwaniu zarobku i jedzenia, a następnie uciekną do Włoch. Niechronologicznie prowadzona opowieść sprawia, że powoli odkrywamy wszystkie etapy życia głównego bohatera, poznajemy go na wyrywki towarzysząc mu na pogrzebie ojca, innym razem przenosząc się do Włoch, Hiszpanii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, czy - w finale - do Finlandii.

W każdej odsłonie Statovci pokazuje nam inną twarz swojego bohatera/bohaterki, bo życie człowieka jest jak puzzle, jak mówi bohater/bohaterka. I choć te puzzle to wstrząsająca momentami opowieść o szukaniu siebie, konstruowaniu własnej osoby, a czasem wręcz podkradaniu tożsamości, to czytając powieść miałem ciągle wrażenie, że brakuje w tej układance spoiwa.

Książka Statovciego to fikcja, choć wydawałoby się mocno osadzona w albańskich realiach. Z tego powodu spore wątpliwości budzą niektóre niejasności - Statovci pisze np., że po upadku reżimu Hoxhy jego ojciec kupił telewizor i lodówkę, co było niemożliwe na “zwykłym” rynku, innym razem opisuje kilkutygodniową robinsonadę dwójki przyjaciół, którzy - po tym jak jeden z nich ukradł pieniądze ojcu - mieszkają w hotelu i rozbijają się po mieście niczym “złota młodzież” - w kraju policyjnym dwójka nastolatków wynajmująca pokój w drogim hotelu szybko spotkałaby się z reakcją odpowiednich służb. Jeszcze więcej wątpliwości budzi opowieść o ucieczce z Albanii. Otóż Bujar i Agim za ukradzione pieniądze… kupują motorówkę, biegają na stację benzynową po paliwo (trzykrotnie), a ich przygotowaniom przyglądają się ciekawscy. W rzeczywistości nie było tak łatwo - nikt nie mógł kupić sobie motorówki (a zwłaszcza dwójka młodych chłopaków), a już na pewno jawnie wypłynąć w morze, by skierować się do Włoch.

Opowieść Statovciego jest przygodowo atrakcyjna, ale wydaje się, jakby autor bardzo nie chciał opisywać wiernie momentów “pomiędzy” - nie wiemy jak główny bohater trafił do Hiszpanii, nie dowiadujemy się w jaki sposób wyemigrował do Stanów, skąd zgromadził pieniądze, jakie były jego losy przed historyjką, którą nam opowiada. Także ucieczka do Finlandii jest nieopowiedziana, a ponieważ z drugiej strony Statovci przykłada dużą wagę do opisu przemian bohatera i kolejnych masek, za którymi skrywa się Bujar, to niepewność i nieprawdopodobność niektórych losów głównego bohatera budują mój dystans wobec tej historii.

Czytam “Przejście” jako opowieść skrojoną pod oczekiwania “zachodniego” czytelnika, dla którego bardzo atrakcyjna będzie opowieść o tym, jak źle jest tam skąd pochodzi bohater i jak dobrze jest “u nas”. Oczywiście to “u nas” też jest krytykowane przez Statovciego - pokazuje, że wszędzie panują transfobia i homofobia, ale jednak to Albania jest miejscem nie do życia. W “Przejściu” najciekawszą dla mnie opowieścią była historia o tym jak Bujar - kradnąc tożsamość swojej “ukochanej” Tanji startuje w kwalifikacjach “talent show”. Talentu do śpiewania za wiele nie ma i był(a)by odpadł(a) w przedbiegach, gdyby jurorzy i producenci show nie dowiedzieli się, że jest osobą transpłciową. “Takich bohaterów potrzebujemy” krzyczą z radości, że będą mogli uspokoić sumienia widzów, którzy chcą czuć się ludźmi nowoczesnymi, tolerancyjnymi i otwartymi na różnorodność. Tanja im to umożliwi. Na szczęście lub nieszczęście dla Tanji - ostatni, przedtelewizyjny etap eliminacji jest katastrofą i przyszła fińska Conchita Wurst musi wrócić do rzeczywistości. Wtedy dopiero dochodzi do niej, że prawdziwa Tanja za chwilę zobaczy w telewizji jak Bujar-Tanja w jej mieszkaniu pokazuje nie-swoje życie z użyciem jej ubrań i garderoby.

Statovci nie dopowiada wielu kwestii, co daje czytelnikowi możliwość własnych projekcji wobec postaci głównego bohatera, ale też buduje dystans wobec zmieniającego tożsamości, grającego z gender Bujara. Każde miasto to jakaś tragiczna historia, ale też historia oszustwa - bo Bujar oszukuje swoje partnerki, pracodawców, samego siebie. I choć jest też wykorzystywany, gwałcony, bity, poniżany, to Statovciemu udaje się pokazać go jako postać indyferentną, niekoniecznie dobrą. I - przynajmniej tak mi się wydaje - nie zrzuca tego tylko na przemocowość społeczeństwa, ale też pokazuje, że Bujar jest w całym tym swoim zagubieniu i niepoukładaniu postacią równie złą, co dobrą.

To powieść obnażająca nasz stosunek wobec transpłciowości, wobec niebinarności, w którym mieści się zarówno fascynacja jak i przerażenie. To opowieść o kliszach, bo przerysowana, chwilami wręcz monstrualna przemoc, która spotyka Bujara jest na równi prawdziwa, jak i odpowiada zapotrzebowaniu na tego typu historie w zachodniej prasie, co obnaża autor w opowieści o Bujarze uczestniczącym w kursie kreatywnego pisania - tylko jego historia jest naprawdę wstrząsająca i poruszająca - wygrał z ojcem, którego nastoletnia córka popełniła samobójstwo czy kobietą, od której odszedł mąż.

Dwuznaczność i niebinarność Bujara to intrygujące wyzwanie dla czytelnika. Można “Przejście” czytać jako wstrząsające rozliczenie z Albanią, opowieść uciekiniera, który wie, że nigdy w pełni nie uwolni się od swojej przeszłości, ale można też czytać ją jako opowieść o manipulacji i kłamstwie, samą w swoim przerysowaniu i nieprawdopodobności manipulatywną. Podoba mi się jej niejednoznaczność i fakt, że chyba każdy i każda z nas odczyta ją inaczej. Fakt, że ma się po lekturze “Przejścia” sporo wątpliwości, to też jest jakieś zwycięstwo Statovciego.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?