Wojciech Szot, Bambo, Sambo, Dinah, Jemima

BAMBO, DINAH, SAMBO i JEMIMA - rekonstrukcja kontekstów

“W brytyjskim kasztelu Murzyn czuje się osamotniony” - pisał w 1887 roku Joseph Conrad w noweli “Murzyn z załogi ‘Narcyza’”. Dzieło, które sam autor uważał swoje za pierwsze ważne dokonanie literackie, w tym samym roku w Stanach Zjednoczonych opublikowano - w odcinkach - na łamach “Illustrated Buffalo Express”

Zatytułowane “The Nigger of the Narcissus. A Tale of the Forecastle” zostało zilustrowane przez - prawdopodobnie - G. Y. Kauffmanna, a jego tytuł już wtedy budził zastrzeżenia. I nie chodziło tu o niestosowność słowa na N.

Dwa miesiące później w książkowej wersji nowelę opublikowano pod tytułem “The Children of the Sea. A Tale of the Forecastle”, wymyślonym specjalnie dla amerykańskiego czytelnika. Uznano bowiem, że słowo “Nigger” nie zachęci odbiorców.

W “Illustrated Buffalo Express” tekstowi Conrada towarzyszyła reklama sklepu z meblami dla lalek.

"All Coons Look Alike to Me and All Furniture May Look Alike to You" - brzmiało hasło reklamowe. “Wszystkie czarnuchy są podobne do mnie, a wszystkie meble mogą wyglądać tak samo dla Ciebie”.

Słowo "coon" (mn., liczb. poj.) jest - jak pisze Jeremy Hawthorn, wieloletni komentator dzieł Conrada - w tym kontekście jednoznacznie rasistowskie. Oznacza bowiem "czarnucha", a hasło nawiązuje do popularnej ówcześnie piosenki "All Coons Look Alike to Me", która mówiła, że wszyscy czarni są do siebie podobni, odbierając im indywidualność. Wykonywane przez aktora o poczernionej twarzy “coon songs” były częścią niezwykle popularnych w XIX wieku “minstrel show”, spektakli łączących w sobie skecze, piosenki i sztuczki cyrkowe parodiujące kulturę czarnych mieszkańców Stanów.

Implikacją sformułowania “All Coons...” było uznanie, że osoby o niebiałym kolorze skóry (bo "coon" odnosił się też do Hindusów i Chińczyków) mogą być traktowane w ten sam sposób, jako zbiorowość, bezimienna tłuszcza. Faktem jest, że piosenkę napisał... czarny mężczyzna, Reuben Crowders, ukrywający się pod irlandzko brzmiącym pseudonimem Ernest Hogan, przybranym po to, by zmylić rasistów.

Crowders-Hogan pisząc “All Coons…” zaadaptował zaś jeszcze inny utwór, w którym to "wszyscy alfonsi" byli do siebie podobni. Piosenka uspokajała słuchaczy, że nie mają się co przejmować czarnymi, bo wszyscy są tacy sami. Reklama w “Illustrated Buffalo Express” zachęcała, by jednak dostrzegać różnice - w meblach.

Na pierwszej ilustracji do "Murzyna..." zamieszczonej w "Illustrated Buffalo Express" czytelnik mógł - a raczej nie mógł - zobaczyć bohatera opowiadania Conrada, Jamesa Waita. Ten bowiem został sportretowany od tyłu i z do połowy zakrytą twarzą, na którą patrzyła załoga tytułowego statku. Ilustrację podpisano: “My name is Wait - James Wait”. W przekładzie Lemańskiego - “Nazywam się Wait - Dżems Wait”.

Czytelnik ani razu nie poznaje twarzy Jamesa Waita. Wyróżniało go - poza kolorem skóry - nazwisko.

Paradoksalnie, Conrad w swoich opowiadaniach wielokrotnie występował przeciwko traktowaniu ludzi jako "jednakowych", ale słowo “coons” użyte także w "Murzynie..." nie dawało spokoju badaczom i badaczkom.

W relacji jednego z marynarzy, Knowlesa, który opowiada o chcących “zabawić” się na lądzie załogantach, pada sformułowanie “’Pears that old coon he was only on pay…”.

Tłumaczone jako “stary oszust” (Lemański) lub “stary płaksa” czy “stary lebiega" (dwie wersje Zielińskiego) odnosi się - zdaniem większości badaczy - do żargonu marynarskiego, ale mając na uwadze oskarżenia Conrada o rasizm, którym przewodził uważany za twórcę nowoczesnej literatury afrykańskiej Chinua Achebe, słowo to przyciągnęło komentatorów. To, że w pierwszym amerykańskim wydaniu opowiadaniu Conrada towarzyszyła reklama odwołująca się do rasistowskiej piosenki i niezgodne z intencją autora rysunki, podpowiada nam, że kontekst czasem w niezwykły sposób dopowiada dzieło.

We wrześniu 1934 roku reklama w łódzkim “Głosie Porannym” donosiła, że w sali Filharmonii wystąpi "zespół rewelersów", Chór Eryana, "znany z występów w Polskiem Radjo". W programie, obok takich utworów jak "Każdy musi mieć baby” czy bardziej nostalgicznego "Ten drogi Lwów”, znalazło się miejsce dla slowfoxa "Sambo z Bambo" autorstwa Emanuela Schlechtera. Utwór ten zaczyna się od przekomarzań wokalisty z chórem.

WOKAL - Wszędzie chyba słynie
CHÓR - słynie
WOKAL - Bajka o Murzynie
CHÓR - rzynie
WOKAL - O tym, co wloz na drziewo

RAZEM - Sambo, Sambo

Sambo mieszkał w Bambo, ale też w polskiej popkulturze lat 30, jak choćby w prasowej opowiastce Mieczysława Stryka, "Sambo i biała miss", gdzie "jest to taki skromny murzyn, który otwiera drzwiczki przyjeżdżających pod "Wiking" aut. Dostaje za to czasami franka, czasami kopniaka”, a najczęściej i franka, i kopniaka.

“Prawdziwy” Sambo zaś trafił do Polski w 1938 roku. Compi (lub Conti) Sambo miał 15 lat i przypłynął "z Afryki" na statku "jako ślepy pasażer" w połowie grudnia 1938 roku. Został skazany przez gdyński sąd na wydalenie z kraju. Cieszył się z łagodności sądu, bo "myślał, że będzie bity". "Ale tu być dobra biała człowieka" - mówił Sambo "Expressowi Porannemu". Chłopca jednak nie deportowano od razu. Dwa tygodnie później w jednej z gdyńskich kawiarni w drzwiach witał gości “mieszkaniec Czarnego Lądu", Sambo, który "się cieszyć, że biała biedna chłopca mieć dużo”, co mówił - jak donosił "Kurier Czerwony” - z "przedziwną jasnością umysłu”.

Sambo, "syn gorącej Afryki" ponoć znalazł swoje miejsce "u dobrych białych panów" i stał się "czarną maskotką białej Gdyni". Polacy chyba nie polubili zaś Bambo-Wango, zapaśnika, który w 1934 roku podczas "wieczoru walk" w Poznaniu zmierzył się ze Sztekkerem (Polska). "Kurier Poznański" przy każdym uczestniku walk podawał kraj jego pochodzenia. Reuter przyjechał ze Szwajcarii, Langer z Ameryki a Cyklop-Szymkowski z Polski.

Bambo-Wango był tylko murzynem.

Murzynka “Bambo” polskie dzieci poznały dzięki wierszowi Tuwima w lutym 1935 roku. I choć jego imię tłumaczy się często jako pochodzące od onomatopei, ponoć “przywołujących regularność dudnienia tam-tamów”, oraz nawiązujące do bambusów, to jednak ma innego przodka - “coonsa”, Sambo.

Dwa lata po amerykańskiej premierze opowiadania Conrada, ukazała się w Stanach książeczka dla dzieci “The Story of Little Black Sambo” autorstwa szkockiej pisarki Helen Bannerman. Echa tego opowiadania słyszymy w musicalu “Hair”, gdzie LaFayette "Hud" Johnson, grany w filmowej wersji przez Dorseya Wrighta, śpiewa przejmującą wyliczankę rasistowskich wyzwisk, którymi jest określany. Polski “Bambo” wiele zawdzięcza “Sambo”.

W wyliczance “Huda” usłyszymy o “ciotce Jemimie”, postaci w Stanach ikonicznej. Piosenkę o "starej ciotce Jemimie", która obserwuje absurdalną historię miłosną napisał w 1875 roku Billy Kersands. Stała się szlagierem wodewilowym - w "minstrel show" często w jej postać wcielali się biali mężczyźni o poczernionej twarzy. Ciotka Jemima zaczęła żyć własnym życiem.

Na początku lat 90. XIX wieku właściciele marki naleśników “Aunt Jemima”, z których do jedzących śniadania Amerykanów uśmiechała się rysunkowa “ciocia Jemima”, szukali do reklamy produktu kobiety, która idealnie odtwarzałaby stereotypową “czarną mamuśkę” (“mammie”). I tak trafili na Nancy Green, byłą niewolnicę pracującą jako kucharka i opiekunka dla dzieci. W roli “ciotki Jemimy” zadebiutowała na Światowych Targach w Chicago, gdzie w przebraniu niewolnicy z plantacji - obok „największej na świecie beczki z mąką” - prowadziła pokazy gotowania, śpiewała piosenki i opowiadała historie o Starym Południu, miejscu szczęśliwym tak dla czarnych, jak i białych.

Tymczasem od ponad dwudziestu lat mieszcząca się w Cromwell (w stanie Connecticut) firma J. E. Stevens wypuszczała na rynek kolejne zabawki przedstawiające czarnych w "komicznych" rolach czy kontekstach. Automatyczne skarbonki “Jemima” i “Dinah” zaczęły podbijać rynek na początku lat 90. XIX wieku.

Gdy 29 marca 1911 roku firma Johna Harpera (i wspólników) z Willenhall w Anglii uzyskała w brytyjskim urzędzie patent na zaprojektowaną przez siebie skarbonkę, dokładnie opisała “Dinę”. Suknia w trzech wariantach - żółtym, brązowym lub niebieskim. Metalowe ciało pomalowane na czarno, podobnie włosy. Wargi i język czerwone, zęby białe, oczy - czarne źrenice z pomarańczową tęczówką.

Na plecach skarbonki widnieje jej "imię", a nazwa producenta znajduje się na spodzie.

Kupiłem egzemplarz “J. E. Stevens 1890, pat. 103”.


Używanie "Diny" jest proste - wystarczy położyć monetę na jej prawej dłoni i nacisnąć małą dźwignię ukrytą w lewym ramieniu. Moneta trafia prosto do ust figurki, która przewraca przy tym oczami i cofa język, "połykając" monetę. Można ją później wydobyć odkręcając metalowe sitko u podstawy. Sy Schreckinger, autor katalogu "starych zabawek", jeszcze w latach 90. XX wieku uznawał to za "zabawne".

Rasistowskie zabawki, ogłoszenia, reklamy, szyldy również określane były kiedyś mianem “coons”, co przypomina nam o tym, że żywy “czarnuch” niewiele różnił się od przedmiotów, a zdaniem autorów reklamy mebli dla lalek, nawet przedmioty miały więcej cech indywidualnych. Artefakty te od wielu lat są przedmiotami kolekcjonerskimi. Pochodzą z okresu po zniesieniu niewolnictwa, gdy wprowadzono przepisy o segregacji rasowej, a rasizm stał się jedną z podstaw amerykańskiej polityki i stosunków społecznych.

Jeannette B. Carson, redaktorka i wydawczyni “Black Ethnic Collectibles”, magazynu edukacyjnego poświęconego “czarnym memorabiliom”, jeszcze na początku lat 90. mówiła w “New York Timesie”, że tego rodzaju przedmioty coraz częściej są zbierane przez czarnych. Jedną z ich największych admiratorek miała być Whoopie Goldberg. Carson mówi: “Nigdy nie możemy zapomnieć, co stało się z czarnymi”. Wtóruje jej Gloria Canada, nauczycielka z Largo w Maryland, właścicielka dużej kolekcji czarnych lalek. “To nasza historia” - mówi. Już trzydzieści lat temu większość rozmówców dziennikarza “NYT” uważała, że figurek nie powinno się reprodukować, a tym bardziej produkować.

Prawdopodobnie nigdy nie istniał pierwowzór “Diny”. Powstały na bazie rasistowskich wyobrażeń o “czarnych mamuśkach” wizerunek przypomina o historii wykluczenia, segregacji i przemocy. Jest świadkiem idei, które - zdyskredytowane - dzisiaj zasługują tylko na nasze potępienie. Jest też przedmiotem - w odpowiedzialnym użyciu - przypominającym o historii czarnych, niewolnictwie i kolonializmie nie tylko w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.

Skarbonkę “Dinah” kupiłem w jednej z internetowych “galerii antyków”, bo pisząc książkę poświęconą kolonialnej wyobraźni, chciałem skonfrontować siebie z tym wizerunkiem. Gdy odpakowałem przesyłkę, zaskoczyła mnie doskonale zachowana kolorystyka, mechanizmu nie chciałem sprawdzać, choć coś tam brzęczało w środku. Pomyślałem, że pewnie zepsuty, sam pamiętając różne nakręcane zabawki, które psuły się w kilka godzin po zakupie.

Potrząsnąłem skarbonką.

Z “ust” wyleciała pięćdziesięciogroszówka.

Moneta zapewne wrzucona przez gorliwe osoby w “galerii antyków”, by zapewnić mi szczęście i przyszły dobrobyt.

Marlow w “Lordzie Jimie” mówi o sobie, że jest skazany, by nigdy wyraźnie nie zobaczyć Jima. Narrator i czytelnicy “Murzyna z załogi ‘Narcyza’” nigdy wyraźnie nie zobaczą twarzy Jamesa Waita. Ilustrator opowiadania Conrada zauważył - jak pisze Hawthorn - coś bardzo ważnego. James Wait w noweli często jest oglądany, ale nigdy wyraźnie go nie widać. Conrad pisze zaś, że jego celem jest ukazanie rzeczy i zjawisk, które w codzienności umykają, “sprawić, że [czytelnicy] na mgnienie przystaną, aby spojrzeć, aby westchnąć”. Cel, którego w pełni nie zrealizował.

Producent "Aunt Jemimy" pisze na stronie internetowej, że "jest zobowiązany do postępu". Nowa nazwa i logo zostaną zaprezentowane w tym roku. Po 130 latach.

Murzynek “Bambo” wciąż należy do najpopularniejszych polskich wierszy dla dzieci.

Bo w Polsce też “All Coons Look Alike to Me”.

---

Korzystałem m.in. z:

A. Adamowicz‑Pośpiech, “Polskie warianty prozy Josepha Conrada”, Katowice 2013.
F. Butterfield, “Furor Over a Village Antique Shop: Americana or Souvenirs of Racism?”, July 17, 1991, NYT, p. 12.
J. Hawthorn, “The Use of “Coon” in Conrad: British Slang Or Racist Slur?” “The Conradian” 2005 nr 1, s. 111–117.
J. Hawthorn, “Lookalikes: Conrad and the Denial of Human Individuality”, dostęp online.
J. Conrad, “Murzyn z załogi ‘Narcyza’”, tłum. J. Lemański, dostęp - Wolne Lektury.
J. Conrad, “Murzyn z załogi ‘Narcyza’”, tłum. B. Zieliński, Warszawa 1961.
J. Conrad, “Murzyn z załogi ‘Narcyza’”, tłum. B. Zieliński, Warszawa 1972.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak miała na nazwisko Oleńka z "Potopu"?