Wydawnictwo Poznańskie, Iwona Mączka, Pieter van Os

Pieter van Os, "Już nie chcę być człowiekiem"

To pierwszy reportaż, którego stałem się jednym z bohaterów. Powiedzieć, że to dziwne uczucie, to mało.

 

Otóż kilka lat temu ktoś powiedział mi, że holenderski reporter chciałby dowiedzieć się więcej o żydowskim osadnictwie na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej. A że akurat pracowałem nad tym tematem i uważam, że wiedzą zawsze trzeba się dzielić, to spędziliśmy trochę czasu na rozmowach. I teraz czytam w “opowieści o przetrwaniu Zagłady” jak sam opowiadam o tym, że Wałbrzych jest miejscem, w którym się grzebie. To prawda.

---

- Lepiej by było dla Żydów, gdyby wynieśli się w ogóle z Polski,na przykład do Palestyny, albo zakupili sobie jakąś kolonię czy wyspę - powiedział po pogromie kieleckim żydowskiej delegacji nowokonsekrowany biskup lubelski, Stefan Wyszyński. Nie wiem, czy “oficjalny film beatyfikacji” wspomni o tym epizodzie, ale możecie go znaleźć w książce Pietera van Osa w przekładzie Iwony Mączki.

Holenderski reporter rekonstruuje życie Mali Rywki Kizel, żydowskiej dziewczynki pochodzącej z rodziny ortodoksów, która dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności przetrwała wojnę i “maluje swoją młodość w innych barwach i konturach niż te na poetyckich obrazach Marca Chagalla”. To historia zaskakująca rozmachem, bo van Os nie poprzestaje na rozmowie z Malą, sprawdzeniu najważniejszych faktów, reporterskim przepisaniu kilku najbardziej oczywistych źródeł, ale przeprowadza się na kilka lat do Warszawy i tropi wszystkie ślady z opowieści swojej bohaterki. To wielka lekcja historii tak dla van Osa, jak i dla czytelników. Choć dla nas niektóre fragmenty “Już nie chcę być człowiekiem” mogą wydawać się oczywiste, to należy pamiętać, że jest to spojrzenie obcokrajowca, którego nasz kraj bardzo zaskakuje. I dzięki temu jest to momentami bardzo intrygująca lektura. Pisze van Os: “W Polsce nauczyłem się czegoś jeszcze. Ludzie rzeczywiście mogą zniknąć z historii”. Odszukiwanie zagubionej historii to nasz chleb powszedni.

W efekcie losy Mali Rywki Kizel są pretekstem do opowiedzenia o polskich Żydach, ich kulturze, historii, losie którzy zgotowali im hitlerowscy najeźdźcy i polscy "sąsiedzi". Historia Mali to też opowieść o losie powojennym, który - z oczywistych przyczyn - często bywa marginalizowany na rzecz historii o czasach Zagłady. Z van Osem i Malą udamy się na "Ziemie Odzyskane", gdzie komunistyczne władze próbowały zbudować "żydowskie osiedle", a także do Izreala, gdzie próbowano wcielać utopijne idee w życie.

I tu spotkacie też mnie i moją opowieść. Bo historia budowy “żydowskiego osiedla na Dolnym Śląsku” wciąż jest mało znana. We wspomnieniach pojawia się tylko jako przerywnik pomiędzy Zagładą, pogromem kieleckim a mniej lub bardziej szczęśliwym osiedleniem się w Izraelu czy Stanach Zjednoczonych. Dziennikarze czy wolontariusze różnego rodzaju programów nagrywania i zapisywania historii mówionych nie dopytują o ten moment, bo zdaje im się on nieatrakcyjny, ot mało znaczący moment przejściowy w życiu ich bohaterów. Dla niektórych Żydów pobyt na Dolnym Śląsku trwał rok, dwa, ale dla wielu zaledwie kilka miesięcy, podczas których walczyli o przetrwanie, drżeli przed “sąsiadami” i czekali na możliwość wyjazdu. Niewielu było tych, co naprawdę wierzyli w mit “żydowskiego osiedla” (“Jidiszer jiszew in Niderszlezje”) roztaczany przez partyjnych działaczy i ich przywódcę Jakuba Egita. Nawet Egit wyjechał do Kanady w 1957 roku. Mamy w naszej historii bardzo ciekawy, rzadko opowiadany epizod, który z trudem dzisiaj się rekonstruuje.

Do książki van Osa próbowałem zweryfikować kilka historii opowiadanych przez Malę i trochę było jak w Radiu Erewań - zabili, ale nie jubilera, a krawca i nie w Głuszycy, a w Wałbrzychu i nie w sierpniu, a w styczniu. Czy jakoś tak. Holenderski reporter sporo pisze w swojej książce o funkcjach pamięci i tym jak opowiadane przez Malę historie się plączą. Niekiedy też nie są to jej historie - o kilku sprawach Mala dowiedziała się z prasy czy od innych Żydów uciekających przed polskim powojennym antysemityzmem. Rozsupływanie tych opowieści było fascynującym zajęciem, mam nadzieję, że dzięki temu książkę można też traktować jako wstęp do naukowego czy reporterskiego przyjrzenia się “Jidiszer jiszew in Niderszlezje”

To książka o szukaniu własnego miejsca na ziemi, kobiecej sile i pamięci o tym, że przeszłość trzeba cały czas opowiadać, bo może ktoś czegoś się jednak nauczy z historii. Z pewną nieśmiałością polecam.

 

[WSZ]

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz