Sonia Draga, Tomasz Pindel, Claudia Piñeiro

[RECENZJA] Claudia Pineiro, "Katedry"

“Nie wierzyłam w Boga. Przekonałam się o tym w tej chwili, kiedy poinformowano mnie o znalezieniu ciala mojej młodszej siostry Any”, mówi Lia, jedna z bohaterek kryminału Claudii Pineiro (tłum. Tomasz Pindel). I - poza tradycyjnym pytaniem “kto zabił” - właśnie o związkach między religią a życiem - traktują “Katedry”. Chwilami może nadto publicystyczna to powieść, w której bohaterowie mają bardzo dużo czasu by myśleć o swojej życiowej drodze do Boga lub do uznania jego nieistnienia, ale jednak wciągająca i trzymająca w dobrze dawkowanym napięciu.

Niestety z kryminałami mam tak, że choćby był to najpodlejszy tekst, muszę dowiedzieć się kto zabił. Dlatego jak ognia unikam ich lektury. Kończy się to zawsze o dziwnej porze nocnej, w której nie wiadomo, czy może już lepiej wstać i pokazać się w biurze kilka godzin przed wszystkimi, udając pilność i zaangażowanie, czy jednak spróbować zasnąć. Dlatego “Katedry” dawkowałem sobie rozważnie, co nie znaczy, że ostatniego dnia ich czytania nie poszedłem spać o porze nieprzyzwoitej. Bo mimo oczywistego przekazu bardzo chciałem poznać rozwiązanie zagadki śmierci Any.

Choć już trzydzieści lat minęło od momentu, gdy poćwiartowane i spalone ciało Any zostało pogrzebane, rodzina Sardów wciąż nie wie jak doszło do tych tragicznych wydarzeń. I wydaje się, że już nigdy ta zagadka nie zostanie rozwiązana. Umiera Alfredo Sarda, głowa rodziny, ojciec Any i jej dwóch sióstr, który na własną rękę próbował rozwikłać zagadkę śmierci córki, reszta rodziny jest raczej zajęta własnymi sprawami, a najbliższa przyjaciółka zamordowanej straciła pamięć.

Dom Sardów był katolicki aż do bólu. Trzy córki wychowywano w wierze w Boga i katolickiej moralności, w której słowo “aborcja” nie istniało. Najsilniej wierząca córka Alfreda, Carmen wyszła nawet za niedoszłego seminarzystę i nie może poradzić sobie z tym, że jej syn Mateo uciekł z domu i wybrał się w podróż po Europie śladami katedr. Lia, która już dawno odkryła dla siebie ateizm wyprowadziła się aż do Santiago de Compostela, gdzie prowadzi księgarnię. Ana po prostu żyje.

Jest jednak ktoś, kto dużo pamięta, choć nikt - jak przystało na kryminał - jej nie wierzy. Marcela, najbliższa przyjaciółka Any w dniu, w którym zamordowano dziewczynę, straciła pamięć. Przewróciła się na nią rzeźba w kościele i Marcela nie przechowuje niczego w pamięci krótkotrwałej. Za to całkiem nieżle pamięta to, co wydarzyło się w kościele, do którego razem z Aną przyszły tego feralnego dnia. No ale jak to bywa z poturbowanymi dziewczynkami - nikt jej nie chce słuchać. Marcela upiera się przy tym, że Ana zmarła na jej rękach, zatem późniejsze wydarzenia nie są morderstwem, a próbą ukrycia przyczyny śmierci Any. Czy ktoś w końcu posłucha Marceli? Oczywiście, że będzie to Alfredo.

Pojawi się też detektyw, który pracował przy śledztwie po śmierci Any i nigdy nie pogodził się z tym, że nie znaleziono sprawców, a swoje historie w siedmiu rozdziałach opowie siedmiu bohaterów. Okazuje się, że w śmierć Any zaangażowani byli… no dobrze, podaruję wam tej informacji, choć czytelnik w zasadzie od początku czuje pismo nosem. Bo i Pineiro nie chodzi tylko o to, żebyśmy zastanawiali się nad tym “kto zabił”, ale zauważyli, że zabójczy jest religijny fanatyzm, który sprawia, że nie ma edukacji seksualnej, a kobiety dokonują aborcji w fatalnych warunkach. “Katedry” to powieść antyreligijna, odnosząca się do niestety wciąż aktualnych tak w Argentynie, skąd pochodzi autorka i gdzie zmarła Ana, jak i w Polsce, dyskusji wokół aborcji. Autorka krytykuje też kościół katolicki za zmuszanie młodych mężczyzn do wyrzeczenia się własnej seksualności na rzecz celibatu. Jak znacie jej ostatnią powieść “Elena wie” (tłum. Tomasz Pindel), to z łatwością dostrzeżecie, że “Katedry” są rozwinięciem podjętych tam wątków.

Pineiro w swojej powieści często odwołuje się do opowiadania Raymonda Carvera. “Katedra”, kopiując nawet finałową scenę z mistrzowskiego tekstu amerykańskiego prozaika. Trochę szkoda, że nie stosuje się do innych cech prozy Carvera, jak minimalizm i szkatułkowość formy, bo przegadanie i zbytnia oczywistość ideowa “Katedr” były miejscami irytujące. Pineiro, podobnie jak Carver, wierzy jednak w pojednanie i porozumienie mimo różnic. Tylko - i to jest zdaje się najważniejsze pytanie “Katedr” - dlaczego, żeby do tego pojednania mogło dojść, potrzebne są ofiary?

Trochę mam dreszcze gdy uświadamiam sobie jak bardzo aktualne są “Katedry” w Polsce, kraju gdzie kobiety są skazywane przez prawo na cierpienie. Prawo - dodajmy - pisane przez religijnych fanatyków. Można zatem wybaczyć Pineiro nadmiarową programowość książki, bo są sprawy o których trzeba mówić głośno także w prozie. Polecam, ale ostrzegam - to nie będzie “comfort book”.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz