Prószyński i S-ka, Agnieszka Osiecka

[RECENZJA] Agnieszka Osiecka, "Czekając na człowieka"

- Oszczędź [Boże] jednemu człowiekowi bycia dziewczyną - pisała Agnieszka Osiecka kilka dni przed narodzinami córki.

Tego dnia bolały ją "wszystkie mięśnie". Mimo to poszła do Adama [Michnika], odwiedziła wystawę "fotografiki japońskiej na Starówce" i dopiero wieczorem wróciła do Falenicy, gdzie "ciepło, kolorowo". Znalazła jeszcze czas na zapisanie strony w dzienniku i właśnie tam znalazła się refleksja o tym, że bycie dziewczyną jest losem trudnym. To jeden z najpiękniejszych fragmentów książki “Czekając na człowieka” - zbioru zapisków i listów Osieckiej z ostatnich miesięcy ciąży.

Pisze Osiecka:

“Po co mu całe życie gonić, zaganiać? Po co ma parzyć sobie serce jak ćma albo głupieć – z rozsądku? Po co – najpierw przesyt, potem niedosyt, potem – strach? Chłopcy są w końcu sami ze swoimi wojnami i wielkimi pracami”.

Opublikowane po raz pierwszy dokumenty są niesamowitą lekturą nawet dla kogoś, kto na kult poetki jest bardzo odporną istotą. Są fantastycznym w swojej liryczności, przetykanej konkretem, plotką i gorzkimi refleksjami nad rzeczywistością, autoportretem kobiety, która nie chciała się przystosować do żadnej z ról. Czytelnika uderza fakt, że pisarka prawie wcale nie pisze o ciąży. Przynajmniej do czasu, gdy nie ma wyjścia i zbliża się do połogu.

Ciąża wydaje się ją wręcz irytować, bo przeszkadza w (nad)aktywnym trybie życia, piciu wina i zmusza do zajmowania się tematami, które nie wydają się dla Osieckiej istotne. Czyli rozmowami o ciąży. Pisze do przyjaciela: “U mnie nic nowego: ciąża, zima, bułgaryzacja radia itd”. Nic nowego, nic ciekawego. A najgorsze są koleżanki. “Odkąd jesteś w ciąży, rozmawiają z tobą jak ze zwierzęciem. Żadna nie spyta, nad czym pracujesz, tylko co cię boli, gdzie cię swędzi. Albo dorzuci, że masz opuszczenie łydek (autentyczne!)”.

Świadoma tego, że została obsadzona w roli “kobiety w ciąży” buntuje się przeciwko temu. Podróżuje (także autostopem), odwiedza przyjaciół, planuje teksty, spektakle, wykłóca się o swoje. Nic, zdaje się, nie jest w stanie zatrzymać Osieckiej. Poza szpitalem. Relacja połogowa jest oczywiście przerażającą momentami opowieścią o tym, jak traktowane są kobiety w szpitalach położniczych, a autorka tych zapisków jest przecież niezwykle wyczulona na język. Zaskakuje swego rodzaju “nowoczesność” Osieckiej - jakby wyprzedzała swoje czasy i nie czekała na akcję “Rodzić po ludzku”.

- Jeszcze nie jestem do szpiku kości Człowiekiem Który Ma Dziecko - pisze Osiecka i zauważa, że choć myśli o tym, czy dom jest dobrze odmalowany, to jednak budzi się słysząc w głowie melodią z dansingu. Ta wewnętrzna niespójność, rozedrganie między rolami, ale też nieumiejętność dokonywania wyborów biją z tej książki.

Można tu sporo wyłapać ciekawostek. Ważyka przeczuwającego, że "idzie wielka era poezji ludowej", ślady czytania poezji Ewy Lipskiej ("Mogę sobie tylko powiedzieć: ucz się polskiego"), czy oglądanie “Wesela” Wajdy skomentowane: “Publiczność ta sama, co zawsze, ale film – ba…” zachwycają lapidarnością, a po niemal 50 latach od powstania są też ciekawą kroniką tych czasów. Kroniką uprzywilejowanego i wąskiego grona osób, ale chyba przez to również interesującą.

“Czekając na człowieka” to niewielkich rozmiarów, doskonale ułożona książka. Listy, fragmenty dziennika i w finale list Daniela Passent do Agnieszki i Agaty, w którym godzi się z faktem, że ma córkę, a nie upragnionego syna rozczulającym stwierdzeniem: “Uważam, że z córką też można grać w tenisa”, tworzą spójną całość, co nieczęsto zdarza się w tego rodzaju pozycjach. I mimo wielu krotochwil, środowiskowych plot, które bywają mało interesujące, dla kogoś kto nie śledzi losów celebrytów Polski początku lat 70., niesamowicie ciekawa lektura o kobiecie, która nie zgadzała się na swój własny los. A mimo to w niego brnęła.

“Czekając na człowieka” to na pewno jeden z najciekawszych przykładów polskiej diarystyki - wartościowa jako dokument opowiadający o epoce i środowisku, ale przede wszystkim jako autoportret kobiety domagającej się, by traktować ją nie tylko jak ciało. A ciało traktować nieprzesadnie się nad nim rozczulając.

Czytałem te zapiski już dwa miesięce temu i dzisiaj pisząc o nich bez trudu przypominałem sobie fragmenty, które najbardziej mi się spodobały czy mnie poruszyły. Znaczy - zostało coś ze mną z tej lektury. A to nieczęsto się zdarza. Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?