Piotr Siemion, Filtry

[RECENZJA] Piotr Siemion, "Bella, Ciao"

- Z tego nieba pada raz śnieg, raz sadza. Polska to które z nich? - pyta Spinka, jedna z bohaterek brawurowej, niezwykle udanej powieści Piotra Siemiona. Autor legendarnych dla wielu czytelników “Niskich łąk” po latach milczenia jako prozaik, wraca w wielkim stylu, doskonale łącząc w “Bella, ciao” przygodowo-sensacyjną treść, odrobinę ironii i gorzką refleksję nad naszą historią.

Choć Lanzig jeszcze nie do końca stało się Łąckiem, to jest już w nim hotel Piast. Zmierza do niego na czele nielicznej drużyny pułkownik Szest. Trochę żołnierz wyklęty, trochę maruder. Czytelnikowi trudno - przynajmniej na początku powieści - zlokalizować kim u diabła są ci ludzie. Przecież na miejscu w Łącku jest już jakaś polska władza, nadciągają Rosjanie, których misja ogranicza się już tylko do rabunku i dotrwania momentu powrotu do ukochanej ojczyzny, są też niemieckie niedobitki. A Szest i jego kompania idą, borem, lasem, który Siemion opisuje z niezwykłą plastycznością, bawiąc się nawiązaniami do klasyki polskiej literatury. A tu gdzieś Borowski pobrzmiewa, gdzie indziej Buczkowski, Szekspira nie zabraknie.

Bo, to co najbardziej zachwyca w tej opowieści o kilku dniach z życia Łącka, w którym walczą wszyscy ze wszystkimi, to stylizacja językowa. Niesamowicie bogaty, erudycyjny, dosadny, dźwięczny język, przypominający trochę frazę Stasiuka zestawiony z przygodowo-sensacyjną akcją i bardzo przyzwoitym tempem opowiadanej historii sprawiał mi wielką przyjemność podczas lektury. Siemion wyróżnia się na tle polskich pisarzy fantastycznym warsztatem, stosowaniem bardzo różnorodnych zabiegów wprowadzania akcji, opisu bohaterów, skrótów, takiego konstruowania historii, by nie wszystko było jasne, a jednocześnie wciąż linearne. Chodzi autorowi o to, by trochę czytelnika zgubić, ale tak, by nie miał poczucia bezradności.

Udało się też Siemionowi stworzyć taką opowieść o wojnie, w której są kobiety i nie są co dziesięć stron przez autora rozbierane. Taka pokusa jest częsta o pisarzy zajmujących się wojennymi historiami. Pod płaszczykiem opowieści o wojennych dramatach, niejeden uznał za stosowne napisać jakąś pseudorubaszną, brutalną scenę z gwałtem. Siemion idzie na szczęście inną drogą i opisuje kobiety, które bronią innych kobiet, a nawet… ale to już byłby spoiler.

Putrament w tużpowojennym reportażu “Ruciany i Węgorzewo” opisuje scenę wpłynięcia statku na Ziemie Odzyskane. Pisze tak:

“Trzciny trzęsą się dziwacznie. Jeszcze zanim dotarła do nich choćby najmniejsza fala — zaczynają się pokotem kłaniać statkowi. (...) Od razu widać, że jesteśmy u siebie w Polsce. Nawet trzciny nam się kłaniają”.

Autor “Bella, ciao” niezwykle sprawnie nawiązuje do tej poetyki, grając z klasycznymi wyobrażeniami znanymi też z filmu “Prawo i pięść”, czy młodzieżowymi powieściami, które często w klimacie westernu czy kryminału opowiadały o polonizacji Ziem Odzyskanych. Świadczy o tym już sama decyzja, że bohaterem książki będzie drużyna, która ma pewne - przez dłuższy czas niesprecyzowane dla czytelnika - zadanie do wykonania.

Siemion porusza w “Bella, ciao” kilka ważnych i aktualnych tematów, jak tużpowojenny konflikt inteligencji z ludem pracującym (“Chcecie mieć odtąd historię na własność? Tysiąc lat byliście gnojem, mierzwą pod kopyta, i nagle sami wszystko? Jak dzieciaki smarkate, “ja siam, ja siam!”), czy obawy, że przyszłość kraju zbudowanego na wojennej przemocy i - słusznym przecież - rewanżu nie rysuje się najlepiej. Ciekawe, choć może zbyt programowo oczywiste, są dyskusje między wierzącymi komunistami mówiącymi, że “za nami stoją racja i sprawiedliwość”, a tymi, którzy nie ufają żadnej władzy i widzą, jak nowi panowie “rozwalają resztki tego kraju”, a z ludzi robią niewolników. Czy teraz wszystko będzie po nowemu? I kto ma plan? Z “Bella, ciao!” wynika, że planu nie ma nikt, ale tym, co nas łączy są uczucia. Bo jest tu też pewna intrygująca historia miłosna, ale to już Państwo sobie przeczytają w książce.

Choć bywa momentami Siemion - jak na mój gust - nadmiernie publicystyczny, wybaczam mu to łakomie karmiąc się językiem tej powieści. Jak we fragmencie, gdy sowiecki pułkownik Połkan jedzie pociągiem, słuchając jak jego chłopaki śpiewają pieśń i rozmyśla o swoim losie. Pisze Siemion: “My przeklęci, błatni, oszpeceni napalmem. My - półtrupy okaleczone przez kolejne wcielenia imperium. W drodze do domu, a w tym domu złodziejstwem po staremu cuchnie i zwykłą beznadzieją”. Tak to można do mnie pisać.

Księgarnie pełne są powieści sensacyjnych czy wojennych napisanych niewyróżniającym się, banalnym, niekiedy wręcz ubogim językiem. Siemion po mistrzowsku włada zarówno konwencjami gatunkowymi jak i językiem. Naprawdę warto zanurzyć się w ten świat.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz