Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Byung-Chul Han, Rafał Pokrywka, Michał Sutowski

[RECENZJA] Byung-Chul Han, "Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje"

Obiecałem napisać o esejach, których lekturę uważam za niemal obowiązkową, zatem oto piszę.

“W tym społeczeństwie opresji każdy sam prowadzi swój obóz pracy” - pisze niemiecki filozof Byung-Chul Han w jednym z tekstów wchodzących w skład książki “Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje” (przekład Rafał Pokrywka i - fragmentami - Michał Sutowski). “To” społeczeństwo to oczywiście my - ludzie, którzy stali się zarówno swoimi więźniami, jak i strażnikami tego więzienia. Ofiary i kaci w jednym.

Han w niezwykle precyzyjny sposób przedstawia jak ze społeczeństwa, które dawało się opisać Foucaultowskim modelem “panoptykonu” przekształciliśmy się w społeczeństwo, wobec którego model ustawicznego dozoru nie jest potrzebny. Sami siebie zajeżdżamy bez niczyjej pomocy. Wyzysk - pisze Han - jest możliwy dzisiaj bez władzy, a “pan stał się pracującym niewolnikiem”.

Zdaniem Hana przekształciliśmy się ze społeczeństwa “negatywności”, mającego wokół siebie system odwiecznych ograniczeń, w społeczeństwo “pozytywności”, w którym każdemu z nas należy się wolność. Tylko, że wolność gdy staje się nakazem i wartością określającą status człowieka współczesnego (im bardziej jesteś “sobą”, tym bardziej cię cenimy) przestaje być wolnością, a staje się narzędziem do samokontroli. Han mówi o “nadmiarze pozytywności”, który skutkuje chorobami psychicznymi (choć - nie wiem jak w oryginale - w polskim przekładzie bardzo nieprecyzyjnie używa się słów takich jak “choroby nerwowe”, czy “histeria” mających już odmienne znaczenie w dyskursie medycznym) biorącymi się stąd, że nie wszyscy w wyścigu bycia wyjątkowym sobą, są w stanie wziąć udział. W efekcie tego wyścigu tworzymy zdaniem filozofa “społeczeństwo zmęczenia” i “wypalenia”.

“Pozytywność”, jak ją widzi Han jest przemocowym systemem, który “wypływa z nadprodukcji, nadmiernej wydajności czy nadmiaru komunikacji” i w finale prowadzi do obronnej reakcji organizmu, czyli m.in. depresji. O ile to jest dyskusyjny wątek esejów Hana, bo wiele w nim filozofii, a niewiele neuronauki, możliwe że to wszystko się uzupełnia. Bo ma przecież Han rację, że żyjemy w czasach, gdy komunikacja, ale też komunikowanie siebie za pomocą mediów społecznościowych, tworzenie statusu społecznego na podstawie ilości interakcji społecznych, sprawiły, że znaleźliśmy się w chomiczym kołowrotku, z którego nieomal nie ma drogi ucieczki.

Cierpimy na “nadmiar siebie”. Łączy się to w oczywisty sposób z tym, co pisała Karen Horney w jednej z najważniejszych prac współczesnej humanistyki, czyli “Neurotycznej osobowości naszych czasów” (tłum. Helena Grzegołowska-Klarkowska). Zdaniem Horney kultura współczesna jest lękotwórcza, a człowiek współczesny najbardziej boi się samotności. Jednocześnie sposoby radzenia sobie z samotnością nie redukują tego lęku, a go zwiększają. Dla Horney i Hana narcyzm mediów społecznościowych to radzenie sobie z samotnością, które wciąż trzeba reaktualizować, wciąż dokładając elementy udowadniające nasz społeczny status i podtrzymujące wirtualne lub hybrydowe relacje oraz naszą w nich atrakcyjność. Jesteśmy skazani - to już Han - na “nadpobudliwość” wynikającą z pozytywności, dążenia do zwiększania sieci, na które mamy oddziaływanie, a jednocześnie nadmiar bodźców z nich płynących.

“Nadmiar pracy i osiągnięć przeradza się w samowyzysk”, pisze Han. Jest to sytuacja na pewno dobrze znana wielu osobom pracującym na tzw. “freelancie”, które kolekcjonują zlecenia, obawiając się wypadnięcia z rynku gdy na przykład wezmą wolne. Tak samo ja pisząc nieomal codziennie i pisząc te słowa w sobotę wyzyskuję samego siebie, bo powinienem raczej przytulać się teraz do mchu - i to nie jest ironia. Wyzysk wewnętrzny jest silniejszy i bardziej eksploatujący człowieka, niż wyzysk zewnętrzny. Innymi słowy trafiliśmy na galerę, tylko sami siebie na niej biczujemy. “Ta autoreferencyjność - pisze Han - wytwarza paradoksalną wolność, która na gruncie swych struktur pzymuysui zamienia się w przemoc”, a choroby psychiczne to “patologiczna manifestacja tej paradoksalnej wolności”. Retorycznie eseje Hana są niezwykle przekonujące i - mimo pewnych trudności terminologicznych czy odwołań do klasycznej filozofii niemieckiej, komentarzy Agambena czy Arendt - łatwe do zrozumienia i przyjęcia przez każdą osobę, która wybrała “wolność” (przykładowo freelance zamiast etatu) i jest w tej wolności uwięziona.

Eseje Hana to pochwała nudy, zadziwienia się światem, przeciwstawianego gorączkowemu pośpiechowi, który jest pustą reprodukcją tego, co już o sobie i świecie wiemy. Moment zadziwienia się, zatrzymania “wyrasta ponad wszelką sprawczość”. Człowiek współczesny zdaniem Hana musi cały czas “robić” - nawet gdy nie pracuje dla kogoś, musi pracować “nad sobą”. Nie ma przez to czasu doświadczyć czegoś nowego, innego. Dlatego też dzisiaj nie sięgamy po gniew, mimo katastrofy późnego kapitalizmu nie gromadzimy się w żądne rewolucji tłumy, bo rządzi nami lęk, a tylko gniew - zdaniem Hana - “ma potencjał, który jest w stanie przerwać jakiś stan i zapoczątkować nowy”.

Pisze Han, że nadmiar pozytywności powoduje, że świat zubaża się o stany wyjątkowe. Odczuwanie lęku i smutku podlega medykalizacji, gdyż społeczeństwo dba o swój pozytywny światopogląd. Daje tym samym Han świetne narzędzie do odróżnienia smutku od depresji - smutek to stan negatywnego stosunku wobec rzeczywistości, depresja - efekt przeciążenia organizmu nadmiarem pozytywności. Negatywność to “możność do nierobienia niczego”. Pozytywność jest wdrukowanym w nas nakazem robienia. Przyznacie, że to atrakcyjna propozycja widzenia tego kim dzisiaj się staliśmy.

W społeczeństwie osiągnięć nie mamy czasu na nic, wszystko co dzieje się z nami jest nastawione na maksymalizację wyniku przy jednoczesnym skróceniu czasu potrzebnego do tego. Innymi słowy - robimy szybko, byle efekt był głośny. Han pisze o “nerwowym pośpiechu”, który towarzyszy temu, co robimy. Dotyczy to literatury i humanistyki, w której nadprodukcja pozornej wiedzy ważniejsza jest od zadawania pytań. Fetyszyzujemy odpowiedź, nie pytanie. Tych, co znają odpowiedź, a nie tych, co stawiają pytanie. Doskonale to widać w działaniach algorytmów, które lubią, gdy pyta się was - co dzisiaj czytaliście - nie dlatego, że ważne jest pytanie, ale dlatego, że każdy z Was może wtedy być udzielającym odpowiedź i zwiększać “szary szum” mediów społecznościowych. Większy zasięg mają posty, w których piszący “wie”, niż te, w których pokazuje wielość możliwych odpowiedzi. Intelektualna mizeria, którą zmuszeni jesteśmy nieomal wszyscy uczestniczący w tym wyścigu, reprodukować prowadzi nas ku przepaści, ku - jak pisze Han - ostatniemu człowiekowi.

“Podmiot osiągnięć wystawia się na działanie wolnego przymusy maksymalizacji i wydajności. Tak wyzyskuje sam siebie. Wyzyskujący staje się zarazem wyzyskiwanym, sprawcą i ofiarą, panem i poddanym”, pisze Han. Niesamowicie ważne słowa, z którymi jednak nie wiadomo, co w kapitalizmie zrobić. W finale tej książki Han będzie rozważał kwestie emocji, miłości i “otwarcia się na Innego”, ale też tego, czy liberalna demokracja pod wpływem m.in. mediów społecznościowych nie stanie się “wewnętrzną dyktaturą”, w której to jednostki będą się wzajemnie kontrolować w dążeniu do pozytywności. Taka wizja przyszłości nie wydaje się być przesadnie dziwaczna.

Czytanie Byung-Chul Hana to drażniąca przyjemność. Czynność bolesna, gdy wie się, że jest się poddanym samego siebie, jednocześnie mającym poczucie niezawinienia własnemu losowi. Jesteśmy zmęczeni, przebodźcowani i nie ma się co łudzić, że lektura książki Hana sprawi, że będziemy inni, ale może chociaż niektórzy z nas zobaczą, że można próbować stawiać granice? Może, optymistą nie jestem. Ale przeczytajcie wydaną przez KryPol książkę, dla mnie zdecydowanie jeden z najważniejszych tekstów filozoficznych nie tylko tego roku.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Wakacyjne morze Zofii Posmysz