Gazeta Wyborcza, esej

[GAZETA WYBORCZA] "Czy muzea pomogą powstrzymać katastrofę klimatyczną?"

O dodo, które zjadły mole, syropie klonowym i rogach jednorożca.

---

Już pierwsze muzea próbowały zachować dla potomnych naturę - choćby pod postacią wypchanych zwierząt. Dzisiaj walczą o dużo wyższą stawkę: zachowanie planety dla przyszłych pokoleń.

---

W XVI wieku angielski filozof Francis Bacon postulował, by „przygotować zbiór czy częściową historię naturalną wszystkich dziwów i cudownych płodów natury, wszystkiego wreszcie, co w naturze jest nowe, rzadkie i niezwykłe".

Ponad dwieście lat później, w 1746 roku, Hieronim Radziwiłł, jeden z najpotężniejszych magnatów ówczesnej Rzeczypospolitej, wydał edykt o „monstrach". Nakazał swoim poddanym, by przekazywali do pałacu w Białej wszelkie kurioza, które napotkają. Wkrótce w zbiorach ekscentrycznego władcy znalazło się pochodzące z Siebieża, jednej z posiadłości Radziwiłłów, monstrum „mające nos elefanta, uszy wielkie jak ośle, jedne wielkie oko i łeb, ogon wielki psi, skąd i kopyta świnie, z której spłodzone". W książęcych włościach można było oglądać - a raczej mogli to czynić nieliczni dopuszczeni do tych dziwów przez właściciela - konia „armofrodita" czy „kuro-kaczory", ale też „jednorożcowe rogi dwa".

(...)

Za czasów Radziwiłła europejskie dwory pełne były smoczych łusek i potencjalnych bazyliszków. Popularne były też kurioza ludzkie, jak - to znowu eksponat ze zbiorów litewsko-polskiego magnata - zakonserwowane w spirytusie „dziecię dwugłowe, czteroręczne i tyloż nożne". Naturę próbowano zachować w pałacowych salach, ale też w muzeach historii naturalnej, które zaczęły powstawać już w XVII wieku. Początkowo były to raczej magazyny przeróżnych obiektów, które służyły badaczom, a niekoniecznie publiczności.

Pierwszym otwartym dla publiczności muzeum historii naturalnej było Muzeum Ashmoleana w Oksfordzie. W 1677 Elias Ashmole, niezwykle bogaty antykwariusz z zamiłowaniem do walki zbrojnej i polityki, podarował tamtejszemu uniwersytetowi swój gabinet osobliwości. Uruchomiona sześć lat później placówka stała się pierwszym publicznym muzeum w Anglii. Wśród prezentowanych zbiorów znajdował się m.in. wypchany ptak dodo. Ostatni żywy przedstawiciel tego gatunku został zaobserwowany w 1662 roku, a oksfordzki eksponat był jedynym takim egzemplarzem na świecie.

Niestety, w połowie kolejnego stulecia dodo został zjedzony przez mole. Uratowały się głowa, stopa, kość udowa, pióro i kilka próbek tkanek. Zmumifikowana skóra głowy „oksfordzkiego dodo" to jedyna zachowana tkanka miękka tego ptaka, z której można było - dwa wieki później - pobrać DNA, by odtworzyć jego wygląd.

Wizerunek dodo zachował się również na dwóch obrazach przechowywanych w muzealnej kolekcji. Badacze uważają jednak, że malarze poprawili urodę dodo i namalowali go zdecydowanie grubszego, niż był w rzeczywistości.

(...)

W XX wieku pochodzący z Mauritiusu gatunek stał się symbolem tego, jak człowiek przyczynia się do niszczenia przyrody. A co z oksfordzkim eksponatem?

---

O tym - i nie tylko - dowiecie się z mojego eseju poświęconego temu jak w muzeach próbuje się walczyć ze zmianami klimatycznymi. Np. celując do obrazów syropem klonowym. To oczywiście w Kanadzie. Ale też budując "muzea klimatu". Polecam się, bo wielką moją radością jest współpraca z gazetowym działem klimatycznym.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?