Mikołaj Denderski, Shubhangi Swarup, Bo.Wiem

Patronat - Shubhangi Swarup, "Współrzędne tęsknoty"

Girdźa Prasad "śni ostatnimi czasy jak szalony". Jest pora deszczowa i nawet tutaj, na tropikalnej wyspie, szum fal zagłuszają "bulgot i dudnienie z chmur". Śniący Girdźa i jego śpiąca na sienniku ułożonym na ziemi żona, Chanda Devi witają czytelników w opowieści, która czerpie z wielu tradycji i źródeł. "Współrzędne tęsknoty", przełożone przez Mikołaja Denderskiego to naprawdę oryginalna, pełna realizmu magicznego opowieść o świecie samotnych ludzi, szukających wspólnoty.

Swarup zadebiutowała "Współrzędnymi tęsknoty" w 2018 roku i - jak to piszą media - szturmem podbiła indyjskie księgarnie. Przełożona na kilkanaście języków powieść ma szansę na ekranizację, choć będzie to zadanie karkołomne - to ponad trzysta stron epickiej opowieści, w której autorka sprawnie żongluje miejscami i czasami akcji. Od Katmandu po Andamany i Mjanmę. Tylko literatura oferuje tak tanie podróże.

Naukowiec badający lasy, kobieta-medium, geolog, który angażuje się w ochronę lodowców i kilka innych fascynujących postaci we "Współrzędnych tęsknoty" tworzy frapujący literacki fresk, który wart jest poznania. Historie, które opowiada są ze sobą luźno powiązane, ale czytelnik nie ma większych trudności w znalezieniu wspólnych dla nich mianowników.

Swarup wspaniale opisuje krajobraz, jest zdecydowanie czuła wobec świata nieludzkiego, ale wbrew obawom, które miałem, gdy siadałem do lektury jej debiutanckiej powieści, nie jest to książka naiwna, może czasem odrobinę zbyt sentymentalna. Każdy sentymentalizm przełamywany jest tu brutalnością świata otaczającego nasze bohaterki i bohaterów. Język powieści jest liryczny, bujny, wręcz erudycyjny, niełatwy w przekładzie. Denderski wywiązał się z zadania świetnie.

"Współrzędne tęsknoty" to poruszająca opowieść osadzona w fascynującym świecie. Powieść kosztowała autorkę mnóstwo pracy dokumentacyjnej - od ekosystemów wysp tropikalnych po los więźniów w birmańskich więzieniach. A mimo to, jej opowieści nie są przeładowane informacjami, nie jest reportażem, a bohaterowie “Współrzędnych…” zapadają w pamięć. Do tego - a wiem, że dla niektórych czytelników to ważna informacja - jest to książka niepozbawiona sympatycznego poczucia humoru.

Piszę te słowa z niemałą radością, bo książkę objąłem swoim patronatem. Instytucja patronatów, w ramach której moje logo pojawia się na książce, a ja się zobowiązuję (za wynagrodzeniem) do jej promocji jest nadużywana i ma się często wrażenie, że niektóre portale są na co drugiej książce. W tym roku tylko jedna książka ukazała się z moim patronatem - "Ta żałosna myśl, że nigdy więcej cię nie zobaczę" Rosy Montero w przekładzie Wojciecha Charchalisa. Do niej dołączają “Współrzędne tęsknoty” Swarup.

Ciekawostką jest fakt, że w ostatnich latach, a zwłaszcza w mijającym powoli roku, także na polskim rynku książki pojawiło się sporo tytułów autorów pochodzących z Indii, czy Sri Lanki. Shehan Karunatilaka, Depti Kapoor, czy Shubhangi Swarup piszą książki niezwykle polityczne, pokazujące problemy wieloetnicznych społeczności, które często zarządzane są przez ludzi pozbawionych skrupułów. Bardzo dobrze, że już nie tylko Salman Rushdie trafia do polskich czytelników.

Dajcie szansę Swarup, która wychodzi w jednej z moich ulubionych serii wydawniczych, "Serii z żurawiem", z której właśnie czekam na "Księżniczkę Bari" Hwang Sok-Yonga, koreańskiego pisarza, którego odkryłem dla siebie przed rokiem dzięki - również wydanej w tej serii - powieści "O zmierzchu" (obie przełożyła Dominika Chybowska-Jang). Bierzcie i czytajcie Swarup. Na długie jesienno-zimowe wieczory nie ma niczego lepszego niż lektura książki, która zaczyna się od tego, że pada deszcz. Żarty, żartami - sięgnijcie bez nich.

Za działania promocyjne wokół tej książki otrzymam wynagrodzenie w postaci złotówek.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?