Anna Morawiec, W podwórku

Anna Morawiec, "Szarlotka. Czyli co się robi, żeby nie robić tego, co powinno się robić"

W Konkursie Literackim Miasta Gdańska (edycja 2015) laur zwycięstwa przypadł tomikowi poezji Anny Morawiec, “Szarlotka czyli co się robi, żeby nie robić tego, co powinno się robić”. Na przedostatniej stronie książki znajdujemy spis poprzednich laureatów i laureatek, z którego wyczytać możemy informację, że dziewięciokrotnie nagrody nie przyznano. Nie znalazłem podczas lektury “Szarlotki…” żadnego uzasadnienia dla odejścia od tej jakże uczciwej tradycji.

Koncept polega na tym, że podmiot liryczny w kilkunastu wierszach opowiada na zadany w tytule tomu temat. Zatem, żeby nie robić tego, co powinno się robić, “liczy się listki na drzewku szczęścia”, “rysuje się kopulujące krokodyle” (seriously!?), “idzie się w przeciwnym kierunku” i tak dalej. Jest to poezja wysoce poetycka i padają w niej sporo słów za poetyckie uznawanych. Jeziora są zamglone, opakowanie składa się z westchnień i znalazłem nawet “mgnienie mgnień”. Niestety, znalazłem też zrzynanie konceptów od pewnej polskiej poetki nagrodzonej Noblem, od pewnego polskiego poety z Chamowa i od pewnego starego poety z Krakowa… To dobrze, że laureatka Konkursu Literackiego Miasta Gdańska zna wiersze wybitnych poetów (i “Noce i Dnie”), ale refleksja nad nimi niekoniecznie musi przeradzać się w pisanie poetyckich trybutów.

Osobiście uważam, że jeśli coś się ma do zrobienia, to trzeba to zrobić. Jak napisała kiedyś redaktora Wróbel w ramach pewnej dyskusji o tym jak jeść owsiankę - “po prostu ją jem”. Gdyby mi kiedyś przyszło do głowy upiec szarlotkę zamiast napisać refleksje na Kurzojady, to NIE spodziewajcie się mojego debiutanckiego tomiku wierszy. Zostańmy zatem przy tym, że zapraszam do kolejnych poprecenzyjek a szarlotkę odkładamy na przyszłą przyszłość.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Czego katastrofa następuje u Haliny Snopkiewicz?