Karakter, Zysk i S-ka, Chimamanda Ngozi Adichie, Agnieszka Sylwanowicz, Rozdzielczość Chleba, Rebecca Solnit, Anna Dzierzgowska, Teresa Vetter

Feministyczny zestaw prezentowy

Ile tego feminizmu wokół! Książki dla dziewczynek, superbohaterki, bohaterki, Frida wyskakująca z lodówki, dla trochę starszych Sendlerowa w wersji odbrązowionej, a do tego pisanie kobiece, różnorodne - od wojennego po bardzo współczesne. Do tego jeszcze książki teoretyczno-formacyjne. Przeczytałem trzy i muszę przyznać, że czuję lekki przesyt.

Rebeccę Solnit (tłum. Anna Dzierzgowska) cytowałem już wielokrotnie i i pisałem o niej w kilku tekstach To bardzo ważne eseje, to bardzo ważne tezy, trochę odkrywcze, trochę pozwalające na umiejscowienie samego siebie w tej historii, walące w pewność, że mój feminizm jest wystarczający i taki dobry. Daje do myślenia, choć muszę to napisać - była to lektura trochę nużąca, Solnit trzeba podczytywać etapami i nie na jednej herbatce. Mężczyźni znają świat lepiej, chcą o nim opowiadać i dzielić się nim ze swoimi kobietami. Chcą przeprowadzić je przez ciemną dolinę i umościć w dobrze wyposażonej kuchni. O której też pewnie wiedzą więcej, ale nie będą się wychylać. Ironizuję i daję dość prostacki przykład, ale w życiu dookoła na stra “mansplaining” - zwłaszcza w usługach typu “zakład samochodowy” myślę, że to norma. Oczywiście zastanawiam się, czy sam tego nie robię i jak często chcę mi się słuchać kobiet. Niestety z przykrością stwierdzam, że o wiele łatwiej mi przerwać i wejść w słowo kobiecie niż facetowi. Z większą łatwością wygłaszam tez przy kobietach niż przy mężczyznach. Trochę robi mi sie z tego tekstu spowiedź, ale chciałbym wszystkim przypomnieć, że fakt bycia nieheteronormatywnym facetem po trzydziestce wyznającym feminizm nie wyklucza bycia czasem kretynem.

Dla “Notesu na 6 tygodni” troche zżymałem się z tego, że książka trafi do tej części społeczeństwa, która już kuma bazę a byłoby wskazane, by z tymi tezami zapoznało się społeczeństwo szerzej. Tak się dzieje w niektórych krajach dzięki książeczce Chimamandy Ngozi Adichie, “Wszyscy powinniśmy być feministami”, która to jest odrobinę rozszerzoną wersję jej słynnego wystąpienia na konferencji TEDx. Adichie (dodam, że jest to pisarka, którą uwielbiam) reprezentuje feminizm w wersji superstar - fragment przemówienia umieszcza w piosence Beyonce, a książka stała się sukcesem na całym świecie. W Polsce niestety sprzedawana jest pod tytułem, który wypacza całą jej ideę, co mnie cholernie smuci. Adichie jest też mocno wkurzająca w tej swojej instadoskonałości. Z książki wynika, że ona zawsze była waleczna, zawsze dzielna i zawsze osiągała swoje cele. To jest taka hollywoodzka wersja biografii i choć angażująca i aktywistyczna, to odrobinę odklejona od codziennego życia. Agnieszka Graff gdzieś ostatnio na fejsie o bell hooks napisała, że ona przeraża taką “słuszną słusznością”, podobnie jest z Adichie. To są mądre przypowiastki i ważne, by dostrzegać struktury patriarchatu w ten sposób, ale niedaleko Adichie do coachingu, na który mam silne uczulenie.

Mamy rok feminizmu mainstreamowego, przyobleczonego w piękne ilustracje, w historie szcześliwie zwycięskie. Szczęśliwie mamy też sporo tekstów pokazujących, że feminizm w tym wydaniu jest osiągalny dla osób uprzywilejowanych. Adichie i Solnit nie są panią na kasie w Biedrze czy Ukrainką na nocnej zmianie sprzątającą biurowiec. Nie są też osobami, które mają problem z dostępem do usług, ochrony zdrowia, antykoncepcji czy aborcji. Ważne by umieć przeskalować ten feminizm na potrzeby życia codziennego. Dla potrzebujących bardziej radykalnych głosów (jeśli to jeszcze jest radykalny głos) ukazała się pod redakcją Teresy Vetter książka, "Dlaczego jesteśmy feministkami", której główne przesłanie brzmi:

"Razem możemy zaorać patriarchat"

I ja się z nim organicznie zgadzam.

Książka zbiera wypowiedzi kobiet z grupy Dziewuchy Dziewuchom. Jak pisze Teresa Vetter, "Mokłyśmy razem w czarny poniedziałek, protestowałyśmy razem pod Sejmem i dopóki nasze prawa będą łamane, dopóty czarny protest będzie trwał. Rewolucja jest kobietą. " To są mobilizujące, inspirujące cytaty ale też rozbudowane wezwania do działania, pokazujące różnorodną perspektywę, nie wyprane z gniewu i złości. Książkę możecie ściągnąć ze strony wydawcy (Rozdzielczość chleba) ale też kupić w wersji papierowej, do czego namawiam.

Jaka droga prowadzi do feminizmu? Dlaczego powinniśmy być feministami, czemu powinnyśmy być feministkami? Jak zaorać patriarchat i jak ułożyć stosunki społeczne od nowa? W głowie mi Tuwim buszuje z frazą; “Odbijam sobie, odbijam / Zielone dolarki śliczne, / Komunistyczną bibułę, / Broszurki pornograficzne”. Czytam sobie, czytam. O feminizmie. Bibułę lewacką. Broszurki tak niegrzeczne. Kupcie, odurzajcie się indywidualnie i zbiorowo!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?