Wydawnictwo Literackie, Jacek Godek, Sigríður Hagalín Björnsdóttir

Sigríður Hagalín Björnsdóttir, "Wyspa"

Miejsce akcji: Wyspa. Czas akcji: Teraz. Akcja: Islandia traci połączenie ze światem. Nie działa internet, nie ma łączności satelitarnej, samoloty przestały lądować, a statki nie dopływają. Prezydent i premier akurat byli na zagranicznej konferencji więc władzę przejmuje ambitna ministra, Elin Olafdottir. Demokracja w kryzysie się nie sprawdza i obserwujemy jak krok po kroku upadają jej podstawy. Stopniowe ograniczanie wolności obywatelskich, wzmacnianie obozu rządzącego, inwigilacja mediów - to pierwsze etapy faszyzacji kraju.

Sigridur Hagalin Bjornsdottir napisała dość wciągający thriller, który miał pokazać jak łatwo zniszczyć społeczeństwo obywatelskie i jak pociągający w czasie kryzysu jest nacjonalizm połączony z autorytarnym przywództwem. I chyba w tym tkwi największa słabość tej powieści - właściwie wszystko jest jasne od początku - wyraziste tezy, kolejne sceny jako argumenty na jej potwierdzenie, szczęśliwie całkiem udane zakończenie. Grubszym flamastrem się tego nie dało napisać i choć to jest literatura fragmentami bardzo sprawna (może lekko naiwna literacko), to nie jest to dzieło o jakiś specjalnych walorach poznawczych. Autorka przetwarza znane nam już motywy i nie mówi nic szczególnie nowego.

Wydana przez WL, a przełożona przez Jacka Godka “Wyspa” rozczarowała mnie srogo. Wyspy są niezwykle pociągające - same ograniczone przez morskie fale, stawiają oczywiste ograniczenia wyobraźni twórców, wymuszają precyzję konstrukcji, trochę ułatwiają zadanie pisarza/pisarki (wszystkie elementy świata przedstawionego są na miejscu, nic nie może nagle nadejść, chyba że kosmici), ale i utrudniają, bo wymagają tworzenie losów bohaterów niejako spójnych z historią miejsca, a jednocześnie wyjątkowych. Tutaj się to nie udało, choć trzeba przyznać, że autorka potrafi w konstrukcję powieści i bardzo wierzy w swoją wizję. Ja się z nią zgadzam, to nie są jakieś Himalaje filozofii, że system demokratyczny jest łatwy do zdemontowania, jeśli nie będziemy się temu konsekwentnie przeciwstawiać. Bjornsdottir przypomina, że każda nasza zgoda na ograniczenia, pozwolenie na wyciągnięcie jednej cegiełki z tego systemu, sprawi że gdy będą wyciągać kolejne, zawsze nam przypomną - jesteś jednym z nas.

Zaletą “Wyspy” jest to, że pod powierzchnią popularnego thrillera znajdziecie ostrzeżenie, które chyba jednak przychodzi za późno. Już i tak lepiej nie będzie.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?