Marginesy, Wacław Gluth-Nowowiejski

Wacław Gluth-Nowowiejski, "Nie umieraj do jutra"

Książka Wacława Glutha-Nowowiejskiego to zbiór bardzo przyzwoitych literacko opowiadań o ludziach, którzy zostali w zburzonej, popowstańczej Warszawie. Napisana wprost, bez upiększeń, niepotrzebnego wzmacniania sensacyjnej treści książka to studium bezradności i beznadziei, ale też siły ludzkiej woli przeżycia. Większość opowiadań oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach i biografiach, a wydawca dołożył biogramy powstańców.

Koniec powstania, decyzja o kapitulacji, zastała ich w różnych miejscach i sytuacjach - w gruzach Starego Miasta, na Ochocie, Mokotowie, Powiślu. Przeważnie mieli sporo szczęścia - uniknęli rozstrzelania, bo ktoś ich popchnął, bo się potknęli uciekając przed kulami, przygnieceni innym ciałem. Niekiedy mieli wsparcie, znajdowali podobnych sobie, ale często żyli nieświadomi tego, że w warszawskich ruinach nie są sami. Są tu mężczyźni dzielni, ale i ci załamani, wspaniałe kobiety, walczące do ostatnich sił o siebie i swoich towarzyszy broni. Gluth-Nowowiejski świetnie, nie używając zbyt wielu słów, portretuje swoich bohaterów, tworzy wciągające, niekiedy wręcz sensacyjne narracje, pamiętając, że mieli oni swoją przeszłość i była przed nimi przyszłość. Bardzo podobało mi się reporterskie zacięcie autora i różnorodność sposobów prowadzenia - nawet gdy sięga po narrację pierwszoosobową, co jest zawsze ryzykowniejsze, literacko wszystko się tu układa. Dbałość o to, byśmy zapamiętali tych niezwykłych ludzi budzi mój szacunek, jak i fakt, że ktoś po latach wydaje taką niepozorną książkę.

Jednocześnie nie sposób nie zauważyć u Glutha-Nowowiejskiego kilku problemów z historią. Pisana w czasach, gdy o historii nie można było mówić wprost (pierwsze wydanie w 1975 roku) omija kilka ważnych wątków powstańczych. Radzieccy żołnierze stacjonujący po drugiej stronie Wisły są tu wzmiankowani, ale już nie dowiadujemy się, czemu nie ruszają na pomoc powstańcom. Za to mamy informacje o ostrzale prowadzonym z praskiego brzegu, samolotach zrzucających żywność i ostrzeliwujących pozycje nazistów. To zrozumiałe uwzględniając okoliczności powstania książki, ale jednocześnie trochę fałszujące obraz historii.

Jedną z ciekawszych historii, które opowiada Gluth-Nowowiejski jest “Tajemnica panny X”. Gdy 11 grudnia 1965 roku do szpitala na Lesznie trafia nieprzytomny mężczyzna, Jerzy Zdanowicz, oczom pielęgniarki przygotowującej go do badania ukazuje się ciało kobiety. Panna X “chciała lub musiała udawać mężczyznę”, pisze autor. To krótka opowieść, bo niewiele wiadomo - z zebranych przez milicję informacji wynikało, że panna X mieszkała na Woli i była świadkinią mordów dokonywanych tam w pierwszych dniach powstania przez SS, “bestie Dirlewangera i kolaborantów faszystowskich”. Miała wtedy dwanaście, lub czternaście lat. Z jej domu “Niemcy wymordowali niemal wszystkich mieszkańców”. Autor wyciąga z tego wniosek najprostszy z możliwych - “szok spowodowany przeżyciami minął później, ale pozostał lęk przed mężczyzną, jego spojrzeniem, dotykiem, głosem I paniczny strach przed macierzyństwem. To, co naturalne, stało się przekleństwem. Była kobietą wbrew sobie”. Dalej pyta - “czy odznaczała się cechami zwanymi potocznie za nienormalne” (tu błąd korekty, powinno być “uznawanymi”). Podsumowuje: “jestem pewien, że jej powojenne wcielenie było wynikiem przeżyć podczas masakry ludności cywilnej na Woli”. Rozumiem, że to książka sprzed 50 lat i można było kiedyś tak myśleć, ale współcześnie warto mieć jednak wątpliwości wobec tego zdecydowanego tonu. “Strach przed mężczyzną”, “cechy nienormalne”, uznawanie, że transgresja może być spowodowana wyłącznie “szokiem” i “strachem” wydają się pasować do układanki, ale sposób jej stawiania współcześnie pobrzmiewa jednak transfobicznie, a diagnoza post-mortem wydaje się być stawiana ze zbytnią pewnością. Autor chciał dobrze, ale jednak mamy 2019 rok i warto mieć wątpliwości. Przyznaję, że bardzo mi brakuje w nowym wydaniu “Nie umieraj do jutra” jakiegoś naukowego wstępu, pokazującego możliwe tropy lekturowe i analizującego ten tekst, bo zapewne specjaliści i specjalistki pomogliby nam na nowo odszyfrować niektóre historie czy znaczenia wynikające z opowieści Glutha-Nowowiejskiego.

Znajdziecie tu historie wstrząsające, opowieści o granicach ludzkiego przeżycia, opowiedziane z zaangażowaniem, ale bez nadmiaru patosu. Nie mieli prawa przeżyć, a wyszli z piekła. Choćby dlatego warto sięgnąć po tę książkę, choć nadal warto stawiać pytania i szukać nowych na nie odpowiedzi.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?