Powergraph, Radek Rak

Radek Rak, "Baśń o wężowym sercu"

Pięknie baja Radek Rak. Nie pamiętam, by ktoś mi tak ładnie bajki opowiadał. „Baśń o wężowym sercu” choć układa się w powieść, jest cyklem baśniowych opowieści, których głównym bohaterem jest Jakób Szela, bohater ludowy. Rak czerpie z wielu źródeł – etnograficznych zapisów, baśni ludowych, bajki, fantastyki i tworzy niejednoznaczne dzieło, w którym na równi obcują ze sobą brutalna opowieść o losie chłopów w rozbiorowej Polsce jak ludowa baśń, w której węże mówią do ludzi, a człowiek jest tylko marną częścią natury.

Nie czytajcie tego jednak „ciurkiem”, a dawkujcie sobie, bo wtedy odnajdziecie piękno, które nie przytłoczy. Stylizacje językowe, archaizmy, kolejne fantastyczne przygody głównego bohatera, czasem na ledwie kilka stron, czasem bogatsze narracyjnie historie, sprawiają dużą radość w czytaniu. Ale powoli, bo to taka książka do podczytywania, podglądania, zwłaszcza, że spajająca całość historia chłopca, który chce się przemienić w pana jest konstrukcyjnie oczywista i Rak nie wyważa tu żadnych drzwi. Bardzo mi się podobały te przypowieści, gdzieś odżyło wspomnienie lektur baśni rosyjskich, zbiorów klechd, czy już studenckie zaczytywanie się w tekstach o ludowej obrzędowości.

Jest też książka Raka jakąś odpowiedzią na postulat ludowej historii Polski. Pod warstwą fantastyczną, baśniową odnajdziemy bardzo brutalną opowieść o życiu codziennym chłopów, których życie zależało od panów, ale którzy też między sobą tworzyli własne hierarchie. O religijności ludowej, stosunku do Żydów, czarów, magii, natury. Książka Raka przypomina mi o płytach zespołu Hańba, takiej współczesnej próbie odtworzenia jak można było myśleć, żyć w czasach, gdy wykluczeni nie mieli żadnych możliwości dojścia do głosu. Szela jest dla nich jakąś szansą, ale czy wykorzystaną? Niekoniecznie.

Zachwyca mnie sprawność językowa Raka, męcząca wręcz umiejętność konsekwentnej stylizacji, erudycja i trafność stosowanych środków tak językowych jak i narracyjnych. Pozostaje jedynie pytanie czy dzisiaj damy radę na taką lekturę? Czy nie jest to książka jakby spóźniona wobec współczesnej literatury? Bardzo osobna i dla nielicznego grona? To dobrze, że są pisarze, którzy piszą to na co mają ochotę. Ale może gdyby Rak zdecydował się jednak na mniej mitologiczną, baśniową manierę i spróbował opowiedzieć o tym, co najdojrzalsze w „Baśni…”, a więc o przemocy? Drzemie tu potencjał, z którym naprawdę warto się zapoznać. Ale ostrzegam – czytamy jedną baśń dziennie, no dwie. I wtedy to całe piękno nie przygniecie, nie przytłoczy. Oczywiście róbcie jak tam sobie chcecie, ale żeby nie było, że nie ostrzegałem. To ciekawa i mądra książka, tylko trzeba z nią ostrożnie.

Aha, bardzo lubię okładkę Patrycji Podkościelny.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?