Znak, Michał Olszewski

Michał Olszewski, 'Upał"

Mieliśmy napisać o “Upale” wspólnie, ale ja akurat muszę sobie coś sprawdzić. Oddaję głos red. Szotowi.

[OW]

Ile to już książek, na których okładkach czy w notach reklamowych, wydawca pisał, że to pierwsza taka książka napisana językiem blogów, komunikatorów, internetu, przeszło przez moje ręce? Ciężko zliczyć. Sięgnięcie po #upał Michała Olszewskiego było dla mnie trudnym momentem, bo wydawca stwierdził tak: “Fikcja bardziej bolesna niż rzeczywistość”. Otóż proszę o wybaczenie, ale nie wierzę w żadne fikcje boleśniejsze od tego co mnie otacza. A zwłaszcza jeśli są one zamieszczone w książce, którą zawsze mogę odłożyć, przewrócić się na drugi bok i kimnąć. Michał Olszewski napisał powieść o dziennikarzu pracującym w portalu internetowym, którego codziennym zadaniem jest walka o kontent i sekundy uważności czytelników. Zaczyna się to ostro i bezkompromisowo - kilkadziesiąt pierwszych stron to tekst napisany “językiem social-mediów” i wszelakich domorosłych “coachów” z dodatkiem żargonu z rozgrzanego środka redakcji. Trwa bowiem upał, lampa, patelnia a Fej ma przed sobą dzień wypełniony milionami spraw nie cierpiących zwłoki - maratończyk przywiązał psa i zostawił na słońcu, trzeba zrobić hejt wokół tematu; stażystom trzeba wpoić zasady dziennikarskiego fachu, w którym kluczowy jest edytor losowych sformułowań, które pomogą napisać każdy tekst, jak np. “Oburzenia decyzją nie kryją również…”, czy “Całkowicie odmiennego zdania jest/są…” Dobrze się to czyta, sprawność Olszewskiego autentycznie robi wrażenie, a kontrowersje wokół książki już się ujawniają (patrz: Dwutygodnik). Olszewski jest powiązany z “Gazetą Wyborczą”, co dodaje całej sprawie pikanterii, a w powieści skupia się jak w soczewce problem naszego całodziennego uczestniczenia w szczurzym pędzie mediów społecznościowych.

#upał całkiem sprawnie opowiada o problemach współczesnego człowieka zaprzęgniętego w wirtualny wyścig i ma sporo ambicji, niestety niezbyt spełnionych. Bo narracyjnie to jest powieść o mężczyźnie w średnim wieku, który ma żonę, dwójkę dzieci, kochankę, zajmującą pracę, niewielu przyjaciół i problemy. Czyli tak jakby nic nowego pod słońcem, nawet tak rozgrzanym jak w #upale.

Olszewski “wygrywa” książkę mocnym i zaskakującym zakończeniem, któremu można zarzucić zbyt proste sięgnięcie po pewną znaną medialnie sprawę, ale ponieważ cała książka jest utkana z takich wydarzeń, to wybaczam i przyznaję - kilka rzeczy się w #upale udało, kilka niezbyt. To za mało na wybitną powieść, ale wystarczająco na przyznanie, że #upał warto przeczytać.

Jeszcze jedno - z jednej strony chciałoby się napisać więcej o problemach poruszonych w książce, ale gdy dłużej się im przyglądam tym bardziej mam wrażenie, że jest to trochę powieściowa wydmuszka. Dlatego kończę czytać, kończę pisać - niech zostaną te lepsze wrażenia.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?