Magdalena Parys, Agora

[RECENZJA] Magdalena Parys, "Książę"

To nie jest zła książka. Chodzi za mną ta fraza od kiedy przeczytałem “Księcia” Magdaleny Parys, bo z jednej strony mamy tu do czynienia z bardzo oczywistą historią, z drugiej znaleźć można w “Księciu” naprawdę dobrze napisane i poprowadzone wątki, a do tego uczciwy research, którym autorka nie przygniata czytelnika.

Thriller, jak thriller - ani to złe, ani wybitne. “Książe” jest mocno przerysowaną wersją opowieści bondowskiej, gdzie w państwie demokracji i ładu społecznego powstaje podziemna organizacja, która ma na celu przejęcie władzy, a dzielny agent - tu o numerze 3 - ma do dyspozycji nieograniczone finanse, wspierającą kanclerkę będącą połączeniem bondowskiej M z Angelą Merkel i mądrą partnerkę. Znamy? Znamy. Do tego Parys dodaje momentami komicznych, choć też przerażająco smutnych w swoich losach policjantów, w większości o polskobrzmiących nazwiskach, a ponieważ rzecz dzieje się w Niemczech, to jak nietrudno się domyślić znajdziecie w “Księciu” nazistów, nowych nazistów, skradzione z Polski obrazy, trochę krytycznego spojrzenia na stosunki polsko-niemieckie, ale i niemiecką wizje przewodniczenia Europie.

Znajduję w “Księciu” trochę mielizn i choć rozumiem, że akcja musi się sprawnie posuwać ku mniej lub bardziej szczęśliwemu zakończeniu, to momentami nie rozumiałem dlaczego - ale to wada prawie każdego thrillera i wielu kryminałów - najprostsze rozwiązania są tak trudno dostępne dla bohaterów książki. Bo mamy w tej opowieści pewne wysoko postawione rodzeństwo, którego ojciec był wysoko postawionym funkcjonariuszem systemu nazistowskiego. I nikt o tym nie wie? Trzeba dziennikarskiego śledztwa, by powiązania wyszły na jaw? Skoro te służby takie mądre i dostarczają zdjęcia satelitarne w odpowiednim czasie i miejscu na randomową komórkę… To częsty problem w lekturze tego rodzaju literatury - gdy z jednej strony autorzy konstruują wszystkowiedzące machiny, a z drugiej muszą wprowadzić element ludzkiej niewiedzy i przypadku. Z innych minusów - Parys, dla zwiększenia przejrzystości akcji i podkręcenia tempa rozdziela sceny w książce datami, często bardzo dokładnym podawaniem godziny i minuty, w której dzieje się dana scena. Bardzo szybko ci ludzie u niej niekiedy mówią. Kilka razy kręciłem nosem, ale nie będę marudził przesadnie, bo mnie wciągnęło i znalazłem w “Księciu” kilka rzeczy dla siebie.

A co? Po pierwsze Parys naprawdę ciekawie opowiada alternatywne wizje historii, nawet jakoś bardzo jej nie przekrecając. W ogóle historyczne tło tutaj było podane w ilości idealnej, nic dodać, nic odjąć. Ale to, co mi się najbardziej spodobało to wątki obyczajowo-rodzinne - rodzinne perypetie bohaterów, zwłaszcza historia rozwodzącego się małżeństwa z małą córeczką i popapranego teścia napisana jest bardzo sprawnie, wywołując u czytelnika przejęcie i emocje, których się po sobie nie spodziewał. Parys jest w takich momentach bardzo czuła i jednocześnie nie idzie po prostej - mężczyźni są tu tak samo źli, jak dobrzy, unika autorka powielania historii, które wszyscy znamy. I czytając te fragmenty miałem poczucie, że gdyby Parys kiedyś jednak przestała pisać thrillery, to ja bardzo bym chciał przeczytać powieść obyczajową jej autorstwa, bo zdaje się, że dukt pióra, a raczej stukanie w klawiszki idzie autorce w tych momentach łatwiej.

Parys w “Księciu” udanie analizuje rzeczywistość polityczną, pokazując odradzanie się ruchów neonazistowskich i ich powiązania z polityką, wskazuje na możliwy alternatywny scenariusz, który powoli się dzieje - partie faszystowskie wygrywają najpierw wybory w małych regionach, o silnej potrzebie autonomii, posługując się przy tym hasłami proekologicznymi, bo tak łatwiej przyciągnąć młodych, jak mówi jeden z bohaterów książki. Niezależnie od tych wszystkich wybuchów, pościgów, helikopterów, mordobić i tego, co już widziałem, czytałem i nie robi na mnie najmniejszego wrażenia, “Książe” jest napisany bardzo sprawnie językowo, dialogi są naturalne, akcja przeważnie logiczna i konsekwentna, a obyczajowo-historyczny sztafarz bywa ciekawszy niż sama główna opowieść.

Parys nie wychodzi poza ramy gatunku, trzyma się go dość sztywno i momentami może niepotrzebnie, widać, że poskramia samą siebie, jakby cały czas pamiętając, że w efekcie miał być to thriller, a nie “literatura środka”, bo tak by się to pewnie skończyło gdyby rozbudować wątki obyczajowe z “Księcia”. Cóż - jest to jakaś cena, którą się płaci za wchodzenie w literaturę gatunkową.

Wracając do pierwszego zdania - “to nie jest zła książka” - bo nie jest, a jeśli udało mi się bez większego zgrzytania zębami i wypisywania do znajomych, że zaraz ciepnę tym o ścianę, przeczytać całość w trzy dni, to jest to naprawdę udany thriller. Ale nie obraziłbym się, gdyby Parys nas zaskoczyła i wydała coś artystycznie ambitniejszego.

Ps. Ładnie Agora to wydała.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?