Wojciech Szot, Znak, Joanna Bator

Joanna Bator, "Gorzko, gorzko"

Berta, Barbara, Violetta i Kalina - od prababki po prawnuczkę. Kobiety z rodziny Serce są bohaterkami nowej powieści Joanny Bator, “Gorzko, gorzko”. Pisarka wraca na Dolny Śląsk i pokazuje skomplikowane losy rodzin, które są trochę poniemieckie, trochę uchodźcze, a trochę takie jak wszystkie inne - czyli niezbyt szczęśliwe.

Kalina szczęścia szuka w domu, który kupiła w małej, podwałbrzyskiej wsi, Sokołowsko (za czasów niemieckich - Görbersdorf), ale też szuka go w odtwarzaniu rodzinnej historii, która plata jej figle - okazuje się, że dużo łatwiej jest odtworzyć dalszą przeszłość niż ostatnie lata rodziny Serce, w której mężczyźni co prawda byli i odgrywali pewne role, ale to kobiety realizowały sny o rodowej potędze.

Książka Bator to rodowa saga, niezwykle obszerna (ponad 650 stron naprawdę drobnym drukiem), wciagająca i intrygująca. Będzie Bator w niej zarówno historyczką Dolnego Śląska, kustoszką pamięci o przedwojennych nazwach i miejscach, ale będzie też powierniczką prywatnej, obfiującej w dramaty, herstorii. I choć to fikcja, to rodzina Serce wydaje się być bardzo realna, świetnie osadzona w czasie i miejscu, a rodzinne opowieści Państwa zaskoczą i - tak sobie myślę - zaintrygują.

Zdawałoby się, że Wałbrzych ma szczęście do literatury - to w wałbrzyskich gazetach wiersze publikowała Olga Tokarczuk, a Joanna Bator w swojej prozie unieśmiertelniła tamtejsze osiedla z wielkiej płyty. Nic bardziej mylnego - Dolny Śląsk, a zwłaszcza Wałbrzych w literaturze pojawia się rzadko - te “ziemie odzyskane” wciąż się u nas w pełni nie zadomowiły, co w pewnym stopniu pokazuje Karolina Kuszyk w reportażu “Poniemieckie”. Zaskakująco nawet reportaże czy książki historyczne nie obfitują w materiały dotyczące tych terenów, a przecież tyle się tam wydarzyło. Bator korzystając z fikcji zdaje się próbować wypełnić tę lukę.

Jest mi bardzo miło, że na stronie redakcyjnej znalazła się informacja “Współpraca: Wojciech Szot”. Czytałem “Gorzko, gorzko” tuż po oddaniu książki do redakcji i miałem kilka uwag, zatem w jakimś niewielkim stopniu czuję się jednym z rodziców chrzestnych tego dzieła.

Mam nadzieję, że sięgniecie po “Gorzko, gorzko”, bo Bator napisała swoja najlepszą ksiażkę od czasów “wałbrzyskiej trylogii”. I pisze to wam ktoś, kto zjechał w recenzji “Purezento”, a poprzednie dwie książki Bator, czyli “Rok królika” i “Wyspę łzę” uważa za dzieła nieudane.

“Patchwork na cztery historie”, jak mówi o “Gorzko, gorzko” autorka to lektura, która powinna Państwu przypaść do gustu. Polecam, bo się wszyscy przy tej książce naprawdę uczciwie narobili.

trzy komentarze

Dioniza

18.12.2020 07:30

Jestem pod wrażeniem dopiero co ukończonej lektury. Fabuła mroczna, ale język i styl fascynujące! Jedynie kilka ostatnich części to jakichś pośpiech i chaos kompozycyjny.

Krystyna

23.03.2021 21:41

Przedzierając się przez kolejne cierniste krzewy historii czterech kobiet zastanawiałam się, gdzie leży przyczyna tych wszystkich błędnych decyzji i wyborów? Czy to jakaś skaza genetyczna? Narratorka sama jednak zauważa pod koniec książki, że każda z bohaterek sagi sama podejmowała złe decyzje. Czyli hamartia jest odpowiedzialnością każdej z niej indywidualnie? Druga sprawa- jak to możliwe, że po takim trudnym, złym życiu Barbary i Violetty Kalina jest taka odmienna od matki i babki? Czy to za sprawą egzorcyzmu Bazylego? Zatem może nie błąd genetyczny, nie hamartia lecz opętanie?

lellum

30.03.2021 10:16

I cała ta marna recenzyjka równie marnej książki służy nie czemu innemu, jak tylko wspomnieniu o własnej, jakże, ekhm...istotnej roli.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej