Znak, Zbigniew Mentzel

[RECENZJA] Zbigniew Mentzel, "Krzycz! Teraz!"

Kolejna powieść z gatunku “polska literatura dziaderska”. Zbigniew Mentzel w “Krzycz! Teraz!” opisuje życie urodzonego w 1951 roku Miłosza, który “kiedy przyszedł na świat, długo nie wydawał z siebie głosu”. Dopiero za trzecim uderzeniem w pośladek Miłosz “rozdarł się na całą porodówkę. Od tego czasu stosunek głównego bohatera powieści do świata i świata do niego będzie raczej niechętny. Nie zazna miłości, zawodowego spełnienia, a idee, w których realizację się angażuje zawsze będą okazywać się nierealistycznymi utopiami.

Inicjacja seksualna (z kolegą), pierwsza wędka, podglądanie dziewczyn pracujących w stołówce (te męskie fascynacje zawodami służebnymi... ), czytanie “Małżeństwa doskonałego…” i poszukiwanie zdjęć nagich kobiet…

Mentzel folguje swojej ciekawości (bo niekoniecznie czytelnika) i przytacza całkiem obszerne fragmenty z książki, z której możemy się dowiedzieć co robi męska ręka “w delikatnie prowadzonej grze miłosnej”. Miłosz czytający te fragmenty doznaje “napięcia” i dreszczu podobnego do tego, gdy w “trzymanej w ręku wędce trzepotała się schwytana ryba”. Wędkarstwo już nigdy nie będzie niewinne. W tym zdaniu jest jednak coś więcej - Miłosz kobiety traktować będzie jak zdobycze, z którymi nie wiadomo co zrobić, gdy już zostaną odłowione.

Obok tego wszystkiego jest oczywiście Polska czasów komunizmu i Warszawa, sportretowana akurat całkiem udanie. Sporo tu wątków autobiograficznych - studia na Uniwersytecie Warszawskim, praca w “Polityce”, a książka dość szybko staje się powieścią z kluczem, kluczem którego zupełnie nie chciało mi się szukać, bo takie teksty mają przeważnie dość okropny, rewanżystowski ton, a ja w tego typu rozgrywki jako czytelnik nie lubię być angażowany.

Nie da się ukryć, że autor najwięcej uwagi poświęca seksualnym fantazjom swojego bohatera, które doprowadzają go do seksu z Hanną Krall. Przepraszam, że tak skracam powieść Mentzla, ale z oczywistych względów wątek seksu w wybitną reporterką zwrócił jednak moją uwagę. Oczywiście Krall to nie Krall tutaj, a Alicja i w przeciwieństwie do reporterki umiera przed zakończeniem powieści, ale jednak tropy są oczywiste. Alicja, “najzdolniejsza w Polsce reporterka” pracuje w “Wiadomościach Wędkarskich”, a “język to jej miłosna obsesja”. Mentzel trochę streszcza teksty Krall, z resztą jeśli czegoś do końca nie zrozumieliśmy, to na końcu książki czekają na nas przypisy w rodzaju tego: “s. 178-179. Mowa o książce Hanny Krall “Okna””. Jaka powieść z kluczem potrzebuje tego rodzaju przypisów? Znam odpowiedź. Otóż książka z kluczem, która potrzebuje przypisów to zła książka z kluczem. Czy już mogę usiąść i przestać to wszystko opisywać?

Najwięcej pisarskiej radości sprawił autorowi tej książki zapewne rozdział, w którym Krall-Alicja przychodzi do Mentzla-Miłosza i wypytuje go o domy publiczne i pracownice seksualne (czyli “burdele” i “prostytutki”). I tu się czytelnikowi dopiero obrywa opisem! No i oczywiście mamy słynną już metaforę samotnego mężczyzny, który choć upada, to wie że nigdy nie się nie nasyci wizytami w tego rodzaju miejscach. Litości, ja mam takiej literatury dosyć. Samotność heteroseksualnych facetów spędzających wieczory w burdelach przejadła mi się już dawno, jest jak odleżała w sklepie ryba, którą ktoś jednak kupi, choć nie wiadomo po co.

Mentzel pisze w książce, że “talent to samotność” i ewidentnie odnosi się do samego siebie. Próba rozliczenia się z własnym życiem, ale i policzenia ze znajomymi, kochankami, potencjalnymi kochankami i historią zupełnie mu się jednak nie udała. Brnie autor w streszczenia książek, dziaderskie opisy seksualności (“patrzył na piękną jak rasowa klacz czterdziestolatkę”, “Dłonie Doroty grzały się w cieple dźwigni, która wysoko unosiła słowa”) i nie ma tu niczego w języku, żadnej - jak pisze wydawca - “niepodrabialności”. Język Mentzla jest przezroczysty, niewykorzystany, a całość cuchnie niezbyt dobrymi intencjami, towarzyskimi rewanżami i podjazdami. Z pewnością ciekawe dla wszystkich lubiących wiedzieć kto, kogo i gdzie w świecie kultury, ale dla tych, co po prostu chcą ciekawej opowieści i powieści - zbędne do lektury.

dwa komentarze

Sława

12.09.2021 13:18

Jeżeli P.Szot w powyższej książce zdołał dostrzec li tylko seksualne tematy i to kto z kim i kiedy, to wypada mu współczuć i natchnąć otuchą, że może kiedyś dorośnie do bardziej wnikliwego odbioru lektur.

Marta

13.09.2021 14:18

Każdy ma prawo do krytyki i jadu . niestety błędy merytoryczne / np utożsamianie Alicji z inną reporterką / bardzo osłabiają wiarygodność Pana wypowiedzi.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?