Biuro Literackie, Tadeusz Różewicz, Warstwy, Adam Hawałej

Tadeuszowi Różewiczowi w 100 rocznicę urodzin

Dzisiaj setna rocznica urodzin Tadeusza Różewicza!

W Biurze Literackim ukazały się "Wiersze odzyskane" z mało znanymi lub po prostu nieznanymi wierszami poety, a Warstwy opublikowały "Kartotekę rozrzuconą. Fotograficzną podróż z Różewiczem" Adama Hawałeja z fantastycznymi zdjęciami i opowieścią o autorze "Ocalonego".

Do tego w Teatrze Wielkim Operze Narodowej wczoraj otworzono wystawę "Różewicz i obrazy", dla której miałem przyjemność napisać tekst "Dlaczego warto czytać Różewicza". Fragment tekstu zatem urodzinowo.

---

Śmietnik jest dla Różewicza zarówno symbolem kryzysu kultury w drugiej połowie XX wieku, jak i szansą na stworzenie nowej opowieści, jak pisze poeta - “nowej całości”.

Sięgam pamięcią do tych zdjęć, zebranych w albumie “Śmietnik” wydanym w 2016 roku przez wrocławską oficynę Warstwy, za każdym razem, gdy myślę o Różewiczu. W wierszu “Dopełnienie” pisał, że znane mu są dwie strony własnej osoby. Jedna, “zwrócona jest do ludzi”. To strona “zatarta/ zmienna fałszowana”, ale dająca “wyobrażenie/ o moim kształcie”. Drugiej strony “nie zna nikt”. Tej nie poznamy nawet po śmierci poety, choć możemy jej szukać wtedy, gdy “zdumieni”, “ubawieni” i “przerażeni” będziemy zadawać pytanie: “skąd to się wzięło u niego”. Różewicz pisze, że dopiero połączenie tych dwóch stron tworzy nowy rys, zaskakujący i dopełniający. Może dzięki zdjęciom łatwiej jest wejść w liryczny świat Tadeusza Różewicza? A może to kolejna, ironiczna maska, dzięki której poeta kieruje nas na manowce?

W poezji Różewicza właśnie to poszukiwanie dwuznaczności jest najbardziej zaskakujące dla ludzi takich jak ja - wychowanych przez szkołę na klasycznych wierszach poety, które mówią o czasach wojny, o ocaleniu przed rzezią. Bo gdy poeta się śmieje - albo chociaż puszcza oko do czytelnika - staje się mu bliższy. To złudna fraternizacja, bo przecież za każdym razem odkrywamy Różewicza tragicznego. To miraż bliskości w czasach, gdy zwielokrotnione wizerunki pełne narcystycznego “ja” są wyznacznikiem sukcesu. Miraż potrzebny, by nawiązać więź. Może i pozorną, złudną, ale jakże nam ta złudność jest dzisiaj potrzebna! Bo żeby czytać poetę, trzeba dziś poczuć, że poeta ten jest nam bliski. Nie “wielkim”, a bliskim. Lekcję Bladaczki mam nadzieję, że wszyscy odrobiliśmy.

Gdy Genowefa Jakubowska-Fijałkowska w wierszu “Krew utajona” pisze: “jestem w tym świetle w pokoju w koszuli nocnej/ blada zimna wyssana przez wampira”, jej doświadczenie może być bliskie wielu kobietom, które podobnie jak podmiot(a) liryczn(y)(a) wstaje o 5:40 “zmęczona obolała”. To wspólnota w codziennym życiu, w jego banalności, która dopiero zapisana w poezji staje się czymś więcej niż stwierdzeniem faktów. Można ją zadzierzgnąć przez wiersz, można przez zdjęcie. Dlatego szukając odpowiedzi na pytania w rodzaju “jak czytać”, “po co czytać” Różewicza, warto sięgnąć po fotografię i happening, który poeta sam zaplanował.

Kilkanaście lat później w wierszu “Tego się Kafce nie robi” będzie pisał w imieniu ducha Kafki, któremu (pisarzowi, nie duchowi) “pomnik stanął/ w Pradze”, że skoro już bez pytania wstawiono go na cokół, to chociaż mogliby “nie odsłaniać!”. Franz Kafka bowiem “zasłużył sobie na to/ żeby nie stawiać mu pomników”. Poeta protestuje przeciwko koszulkom, podkoszulkom, filiżankom, chusteczkom do nosa, majtkom, talerzom z podobizną, sklepikom z “kafkowską” galanterią. Śmierć ma być końcem, życie wieczne w postaci komercyjnego wzmożenia najwyraźniej nie powinno się podobać Kafce. Bo z pewnością nie spodobałoby się Różewiczowi.

U Różewicza wspaniała jest jasność wywodu, w którym jest miejsce tak dla rozważań o Miłoszu czytającym Swedenborga, jak i kibicowania Jaromirowi Radkemu, panczeniście, który mimo bycia faworytem na igrzyskach olimpijskich w Lillehammer, dobiegł do mety jako siódmy, mimo, że “wszyscy rodacy” pracowali “za niego lewą nogą/ prawą ręką”. “Ballada o naszych sprawozdawcach sportowych” to diss na komentatorów sportowych i ich pełen klisz, a jednocześnie emocji i zaskakujących, czasem wręcz nieprawdopodobnych metafor, język. To poezja, która wciąż jest aktualna. Trochę za sprawą niesamowitego wręcz poziomu polskich komentatorów sportowych, trochę za sprawą ironizującego z nich poety.

 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?