Prószyński i S-ka, Steven Rowley, Magdalena Rychlik

[RECENZJA] Steven Rowley, "Gujcio"

Moje lektury w ostatnich tygodniach były doskonale dopasowane do tego, co oglądałem za oknem - smutno i szaro. Śmierć w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach, a na deser żydowskie dzieci wykupywane z chrześcijańskich rodzin. Dlatego, gdy zobaczyłem okładkę powieści Stevena Rowleya, pomyślałem - tego potrzebuję! Lekka, przyjemna opowiastka obyczajowa, czemu nie?

Literatura jest jednak źródłem cierpień. Chyba na piątej stronie książki okazuje się, że właśnie umarła Sara, zostawiając dwójkę dzieciaków, co prawda z ojcem, ale uzależnionym od leków. Lepiej trafić nie mogłem! Czy nawet jak biorę w łapy powieść, której okładka wygląda jak gejowskie chic-lit, to i tu musi mnie dopaść? Najwyraźniej taki mój styczniowo-lutowy los. Na szczęście dzieciaki mają wujka. GEJA. Patrick co prawda o wychowaniu dzieci nie ma pojęcia, ale ponieważ kochał Sarę, a Greg natychmiast musi iść na odwyk, żeby później poradzić sobie z dzieciozaurami, wujcio trochę nie ma wyjścia.

Główny bohater tej mocno przerysowanej, ale niezwykle sympatycznej powiastki jest aktorem, który poszedł na emeryturę. Oczywiście taką emeryturę, na którą idą wciąż młodzi aktorzy po graniu kilka lat w niezwykle popularnym serialu. Ma dom w Palm Springs, beztroskie życie w tolerancyjnym otoczeniu (choć sam się nigdy publicznie nie ujawnił) i przychodzącą trzy razy w tygodniu pomoc domową, która gotuje mu obiadki. Za sąsiadów Patrick ma kochający się męski trójkąt i to wszystko brzmi trochę naiwnie, ale Rowley jest pisarzem świadomym tego, że to wszystko trochę przerysowana bajka i nie udaje, że “Gujcio” jest powieścią realistyczną.

Grant i Maisie - bo tak mają na imię dzieciaki - wychowywani w zupełnie innym otoczeniu wcale nie są zafascynowani przeprowadzką do Palm Springs. Nie ma się co dziwić - właśnie umarła im matka, ojciec poszedł na odwyk, a tu jakiś lekko szalony wujek zabiera ich do Kalifornii, przy okazji opowiadając dziesiątki zupełnie ich nie interesujących anegdotek z życia gwiazd. Dla amerykańskiego czytelnika są one z pewnością dużo bardziej czytelne niż dla mnie, ale dla mnie już pół Plotka jest nieczytelne, więc możliwe, że zwyczajnie nie jestem targetem tej opowieści. Nie przeszkadzało mi to jednak w czytaniu o tym jak dzieciaki poznają się z wujciem, a tymczasowa, patchworkowa rodzina próbuje się dogadać tak, by wszystkim było dobrze. To oczywiście lekcja tolerancji i opowieść o tym, że geje też mogą mieć dzieci, uczucia tacierzyńskie i że czasem można chodzić w chłopięcych ciuchach.

“Gujcio” bardzo sprawnie korzysta ze stereotypów na temat gejów, jedne biorąc jak swoje i bawiąc się nimi, inne wyśmiewając lub kwestionując. Nie jest to ani nadmiernie normatywizujące (“jesteśmy tacy jak wszyscy”), ani przesadnie egzotyzujące (“geje w domu chodzą w sukienkach i na szpilkach”), przyznaję, że autorowi udało się to wszystko wymieszać w odpowiednich proporcjach. Jest coś miłego w tym, że - przynajmniej amerykańska - literatura nie ma potrzeby zbytniego przymilania się do nikogo, nawet w gatunku, który co do zasady ma być łatwy i przyjemny.

“Gujcio” to takie idealne wymieszanie komedii z nieprzesadnie polukrowaną powieścią obyczajową. Czyta się szybko, jest dobrze przez Magdalenę Rychlik przełożone (choć przekład angielskiego “Guncle” na “Gujcio” nie wzbudza mojego entuzjazmu), a nawet trochę daje do myślenia. Jako mieszkaniec języka, w którym niemal wszystkie dramaty obyczajowe dotyczą heteryków, z przyjemnością sięgam po takie książki. Niestety polska literatura wciąż jest niesamowicie konserwatywna, a jej nienormatywna odsłona wciąż nie może się podnieść po Witkowskim i znaleźć swój ton. Sięgnijcie po Rowleya, żeby zobaczyć jak całkiem przytomnie można to zrobić w nienapuszonej obyczajówce.

Inne pytanie, które zadaje Rowley, a za nim bohaterowie “Gujcia”, brzmi: - kiedy kończy się dzieciństwo? Kiedy był ostatni dzień waszego dzieciństwa? I czy chcielibyście go przeżyć jeszcze raz? Wydaje mi się, że moje dzieciństwo skończyło się, gdy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, gdzie chce być za kilka lat i po prostu zacząłem realizować ten cel. Ale może się mylę, nie jest łatwo znaleźć odpowiedź na to pytanie. Macie jakieś pomysły?

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?