Wojciech Szot, Znak, Joanna Bator

Joanna Bator, "Ucieczka niedźwiedzicy"

Dwa lata temu do Waszych mieszkań zapukały Violetta przez dwa "t", Berta Koch i inne postaci z "Gorzko, gorzko" Joanny Bator. W tym roku czas na rodzinę Polnych. I nie tylko.

Podobnie jak przy "Gorzko…", mam swój naprawdę drobniutki wkład w nowy zbiór opowiadań Joanny Bator. Drobniutki, bo Autorka należy do tych pisarek, co oddają do redakcji bardzo dopracowany tekst, nie zostawiając "konsultantowi" wiele pola do popisu. To miłe.

Czas zatem na kilka słów pochwał i mam nadzieję, że podobnie jak ja, zatopicie się w świecie dziwnie splecionych losów bohaterek i bohaterów tej książki.



"Nazywam się Marianna Polna". Tym zdaniem Joanna Bator zaczyna swoją nową książkę - "Ucieczka niedźwiedzicy". Skąd znam Mariannę Polną? Przez kilka stron lektury to pytanie nie daje mi spokoju. Sięgam po "Gorzko, gorzko" i szybko znajduję rozwiązanie zagadki. To sławna pisarka mieszkająca w Podkowie Leśnej, która była pracodawczynią Violetty przez dwa "t", jednej z najbarwniejszych bohaterek poprzedniej książki Bator.

Czym zatem jest "Ucieczka..."? Zbiorem opowiadań luźno powiązanych z poprzednią powieścią autorki "Piaskowej góry", a może nową powieścią? W końcu w trakcie lektury wiele wątków zaczyna się ze sobą łączyć, a zadaniem czytelnika wydaje się odkrywanie nici, którymi są ze sobą zszyte. Zszyte jednak tak, by nie dawać osobie czytającej komfortu zrozumienia, wciąż obiecując, że wszystko to może jeszcze ulec zmianie, przepoczwarzyć się w jeszcze jedną opowieść, w inną historię. Bator nie szyje wyrazistym ściegiem o zrozumiałej logice, a plącze, zapętla, fastryguje ten piękny patchwork.

Dzięki temu każda z historii opisanych w “Ucieczce…” może być czytana autonomicznie, ale też być traktowana jak ciąg dalszy poprzednich, a nawet - w przypadku nawiązań do “Gorzko, gorzko” - widziana jako kontynuacja. “Życie zrobione z równych kawałków”, jak mówi narrator mojego ulubionego opowiadania z tej książki, “Hotelu Sudety”.

Jego narratorem i bohaterem jest Blady, urodzony w Wałbrzychu mężczyzna, który pracuje dorywczo tam, gdzie akurat jest potrzebny. Warszawa, Kołobrzeg, Pruszków… Blademu jest wszystko jedno, byle robota była. Po powtarzających się co jakiś czas ogólnokrajowych tournée, Blady wraca do rodzinnego miasta, choć najgorsze roboty wydają się być bardziej atrakcyjne niż spędzanie czasu w mieście, gdzie wiatr pachnie węglem, co dziś akurat brzmi jak zapach bogactwa, ale w nie tak odległej przeszłości oznaczał po prostu zapach ubóstwa i strach przed tym, że będzie jeszcze gorzej niż jest.

Jak pisze Blady: “w Wałbrzychu zawsze wiało i ten wiatr nie miał nazwy, bo nie halny, nie meltemi. Tylko taki chujowy, najchujowszy wiatr, sralny sreltemi, który sprawiał, że chciało się stąd spierdalać albo skakać z dachu. A jak już się wyjechało, to żaden wiatr nie smakował tak samo i to nie była tęsknota jak za czymś dobrym, ale przymus, żeby wracać i go znów poczuć. Pojebane (...)”.

Niezależnie od prywatnych doświadczeń, które bardzo rzutują na mój zachwyt tym passusem, trudno nie docenić sprawności tego fragmentu. W końcu to wietrzny bóg, Eol pomógł Odysowi, dając mu do pomocy Zefira i “miech skórzany, w którym prąd wściekłych wiatrów leżał jak spętany”. Wiatr może pomagać wędrowcom równie łatwo, jak zniweczyć ich plany. Może wygnać i sprowadzić z powrotem. W tym krótkim fragmencie Bator trafnie wydobywa tę dwoistość natury wiatru. Bo o naturze jest tu sporo, co jednak zasługiwałoby na osobny tekst.

W opowiadaniu “Hotel Sudety” - przy braku lokalnych, wałbrzyskich mitologii - Bator buduje nowe, jakby zazdroszcząc innym miastom miejskich legend. To opowieść o Czarnej Jolce, którą pasjonują się miejscowe kobiety, ale też legenda o tajemniczym piętrze w zrujnowanym przybytku, gdzie zgromadzeni przez Szefa pracownicy, w tym Blady, tu już zwany Kafką, coś robią. Co? Właściwie nie do końca wiadomo. Niektórzy gotują, inni remontują, ktoś liczy, ktoś może wychodzić na zewnątrz, ktoś nie. Jest jak u Kafki. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Chyba tylko przez okno.

Historia Bladego to jedno z nielicznych opowiadań, którego głównym bohaterem jest mężczyzna. Bo to jednak książka o kobietach, które szukają wolności. Wolność - jak dobrze wiemy - ma jednak wiele wymiarów i dla każdego oznacza coś innego. Dla jednych - wyjazd w dalekie krainy, odcięcie się od przeszłości i próbę zbudowania czegoś nie na gruzach, a od podstaw. Poszukiwanie własnego miejsca na świecie, swojego wymarzonego domu i ucieczka przed światem to tematy łączące większość z opowiadanych przez Bator historii.

W otwierającym tom, tytułowym opowiadaniu, tracąca pamięć Marianna Polna wyjeżdża do Berna. Czuje się “jak zrujnowany dom, w którym hula przeciąg”. Zostawia w hotelowym pokoju dokumenty, telefon, zabiera jedynie tabletki spowalniające pracę serca. Jest oczywiste, co ma się wydarzyć. “Wszystko było tak, jak planowałam, cicho i bezludnie”. Ale jednak się nie wydarza. Akcja zatrzymuje się na brzegu w nagłym spotkaniu z niedźwiedzicą. Unikanie dosłowności, dawanie bohaterkom szansy na zmianę decyzji, wybranie innej drogi, jeszcze jedno przepoczwarzenie się, niechęć do uśmiercania, to wszystko sprawia, że opowiadania Bator pozwalają czytelnikom uruchamiać wyobraźnię i dopisywać własne zakończenia.

W opowiadaniu "Trzy i pół godziny", którego bohaterka, "bardzo zajęta kobieta" szuka idealnego mieszkania dla siebie i swojego męża coś nie gra od początku. Dlaczego zamożna bohaterka jedzie oglądać dom w Podkowie kolejką podmiejską? Żadne mieszkanie czy dom pokazywany jej przez agentów, nie jest odpowiednim. Czy podłoga na pewno modrzewiowa? Czy nie za mało słońca w apartamencie? Dlaczego w ogrodzie nie ma drzew owocowych? Bohaterka przed każdą wizytą w mieszkaniach na sprzedaż, kupuje nowe ubrania, które zwraca jeszcze tego samego dnia. Kim jest tajemnicza klientka? Fakt, że opowieść zakończy się - w odrobinę psychodelicznym stylu - na osiedlu “Sakura” nie jest przypadkiem. Sakura, kwiat wiśni, jest bowiem metaforą ulotności ludzkiego życia

Ale są sprawy, których dopisać się nie da. W tle zamieszczonych w “Ucieczce niedźwiedzicy” historii pobrzmiewa sprawa wręcz kryminalna. Co się stało w Imbramowicach, kto jechał na rowerze bez świateł i jak zapętlają się życiorysy bohaterów i bohaterek “Ucieczki…”? Bator wciąga nas do gry i robi to w mistrzowski sposób.

Już w pierwszym opowiadaniu poznajemy bowiem doktora Polnego, za jakiś czas dołączą do niego asystent Licho i operowana przez nich bohaterka opowiadania “Tom Bombadil”. Jest też Marianna Polna, córka doktora i jej siostra Ewa Niecała, która szuka Weroniki Kaczkowskiej. Jest interpłciowy Gienio, zakochany w Weronice i opowieść o rodzinie Dębskich. A co łączy Bladego-Kafkę z bohaterką opowiadania “Tatuś”, o mężczyźnie, który wyszedł po karpie i przez lata nie wracał do domu? Niemal wszyscy z nich pojawiaja się w kilku opowiadaniach, niekiedy jako postaci pierwszoplanowe, niekiedy - tylko pozornie przypadkowo - wyskakując z akapitów.

Czytelnik odkryje też kilka fascynacji samej autorki. Ta bowiem z pewnością lubi Murakamiego i jego "Kafkę nad morzem", a z nieufnością podchodzi do lektury Eleny Ferrante ("przesadne, sztuczne, a także zgrabnie skrojone i kochane" przez czytelników). Bator z - podobną Murakamiemu i innym japońskim twórcom - sympatią darzy mieszanie świata fantazji z realnym. Bohaterka, która wychowuje gadającego (i fałszującego) żółwia, a przy okazji jest mistrzynią świeckich pogrzebów istnieje tu na tych samych zasadach, co bohaterowie aż nadto realni.

Gdy myślę o bohaterach tej książki, to wyobrażam ich sobie jak ludzi stojących nad przepaścią, a może już spadających w przepaść, ale zatrzymanych na fotografii - obrazek znany choćby z wiersza Wisławy Szymborskiej o 11 września. Szukających własnych, lepszych światów, jak Gienio, który tylko przez krótką chwilę był sobą, pływając z Weroniką w “dalekim zakolu rzeki”. Imigrantach od samych siebie.

“Ucieczka niedźwiedzicy” to z pewnością książka, którą będziecie chcieli przeczytać więcej niż raz, choćby po to, by szukać własnych ścieżek podążania za tą fascynującą historią.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W jaki dzień zaczyna się poniedziałek? W mianowniku.