W podwórku, Ananda Devi, Krzysztof Jarosz

[KSIĄŻKA TYGODNIA] Ananda Devi, "Indian Tango"

Istnieją dwa typy osób czytających - zachwycone książkami Anandy Devi i te, które nigdy ich nie czytały. Mam zamiar dzisiaj przekonać Was, że warto sięgnąć po jej dzieła, a tym, co już czytali, że "Indian Tango" już jest i czeka na wasz czas wolny!

Przed nami - przynajmniej mam taką nadzieję - kilka dni, podczas których świat choć odrobinę zwolni. Gdy już obdarujemy się prezentami, wypijemy kompot o posmaku kurzu, ewentualnie będziemy kontestować “święta” próbując obejrzeć zaległe odcinki polecanych przez przyjaciół seriali, może ktoś z Państwa znajdzie czas na lekturę powieści jednej z najwybitniejszych, choć wciąż mało znanych pisarek współczesnych. Poznajcie Anandę Devi, a - jestem o tym przekonany - zakochacie się w jej twórczości.

Urodzona na Mauritiusie, wyspie na Oceanie Indyjskim, wychowywała się w wieloetnicznym, mówiącym wieloma językami, społeczeństwie. Od strony matki jest Hinduską, od strony ojca - Kreolką. Mówi po francusku, ale też telugu, kreolsku, angielsku i - słabiej - w bhojpur oraz hindi. Przez lata pracowała jako tłumaczka dla ONZ, godząc ją z pisaniem literatury. W końcu zadebiutowała na Mauritiusie w wieku 19 lat, a jak sama opowiadała w wywiadach - będąc nastolatką napisała kilkadziesiąt opowiadań i kilka powieści młodzieżowych. Dziś mieszka we Francji i ma na swoim koncie już kilkadziesiąt książek.

Jej "Zielone sari" było dla mnie jak objawienie. Opowieść o umierającym lekarzu, który tuż przed śmiercią podejmuje ostatniej próby podtrzymania swojej władzy nad rodziną, w porywający sposób analizowała patriarchalną przemoc i obnażała mechanizmy domowego terroru. Powieść, napisana w 2009 roku, w Polsce ukazała się niemal dziesięć lat później w przekładzie Krzysztofa Jarosza. Pisałem o tej książce dla jednego z magazynów:

„Zielone sari” to monolog wymierającego gatunku, mężczyzny-oprawcy, który nie musi się liczyć z nikim, bo jego wpisana w kulturę przemoc jest bezkarna. Ale jego świat jest skazany na zniknięcie – poza czytelnikami nie znajduje posłuchu, po jego domu chodzą mrówki.

Książkę, jakkolwiek nie podejrzanie brzmi to sformułowanie, pokochali (nie aż tak liczni) czytelnicy, a wydawnictwo "poszło za ciosem" i w ciągu czterech lat wydało dwie powieści i zbiór opowiadań pochodzącej z Mauritiusu pisarki. I wszystkie okazały się wybitne.

Więcej - tutaj

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak miała na nazwisko Oleńka z "Potopu"?