Ośrodek KARTA, Ivan Jablonka, Katarzyna Marczewska

[RECENZJA] Ivan Jablonka, "Historia dziadków których nie miałem"

Tytaniczna robota. I choć efekt jest mocno przegadany, to bardzo warto po “Historię dziadków, których nie miałem” francuskiego historyka Ivana Jablonki w przekładzie Katarzyny Marczewskiej, sięgnąć. Dlaczego? Choćby po to, by poznać polską historię z perspektywy, którą się u nas rzadko opowiada.

Styczeń 1932 roku. W nocy Matys Jabłonka nad drogą z Parczewa do Radzynia Podlaskiego rozwiesza transparent z czerwonego płótna: “Do walki rewolucyjnej w rocznicę trzech »L«, Lenin, Liebknecht, Luxemburg! Niech żyje rewolucja komunistyczna w Polsce!”. Transparenty pojawiały się co kilka dni. Protestowano przeciwko “wojnie z ZSRR”, “białym terrorze” czy “dyktaturze dziada Piłsudskiego”. “Na reakcję policji nie trzeba było długo czekać”.

Parczewskich komunistów aresztowano i wytoczono im proces, który dzięki apelacjom potrwał aż do 1935 roku. W efekcie Matys spędził w więzieniu 2 i pół roku. Idesę, babcię Ivana Jablonki, którą również zatrzymano za rozklejanie komunistycznej propagandy, wypuszczono z więzienia na początku 1937 roku.

Autor “Historii dziadków…” pisze wprost: “moi dziadkowie byli ofiarami dyktatury, doznawali tortur cielesnych, ponieważ kierowało nimi najszlachetniejsze uczucie, jakie istnieje na świecie, czyli umiłowanie ludzkości”. Trochę w tej książce takich górnolotnych, mądrych, ale też uruchamiających szereg pytań, stwierdzeń. Bo choć nie można zaprzeczyć - komunizm młodych Żydów był bezrefleksyjnie nastawiony na poprawę sytuacji “mas ludowych”, ale czy na pewno nie wiedzieli, jak będą wprowadzane nowe porządki? Czy to było na pewno “najszlachetniejsze”?

Matys Jabłonka i jego żona Idesa zaangażowali się po stronie jednej idei totalitarnej, a za chwilę wpadli pod miażdżący walec drugiej. Jablonka pokazuje młodych ludzi uwikłanych w dramatyczny konflikt - uciekających od konserwatywnego świata Żydów ze sztetla w objęcia partii komunistycznej, wciąż gotowych do nowych rebelii i szukających własnego miejsca w świecie, w którym trudno było o dobre wybory. Z Polski do Francji, gdzie zostali aresztowani i wywiezieni do Auschwitz. Finał tej historii jest nam znany.

O polskich, przedwojennych komunistach wiemy niewiele, wciąż jest to historia do której rzadko odwołują się wspomnienia, autobiografie, ale też autorzy czy autorki książek historycznych. Jablonka w swoim wywodzie łączy historię rodzinną z reportażem ze śledztwa śladami swoich dziadów z szerszą refleksją dotyczącą historii, jej celu i narzędzi wykorzystywanych do jej opisywania. Robi wrażenie skala poszukiwań przeprowadzonych przez Jablonkę. Śladów czy strzępków pamięci o dziadkach szukał on w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Argentynie i oczywiście Francji.

Jednym z najciekawszych zabiegów stosowanych przez francuskiego historyka jest dopowiadanie prawdopodobnych losów swoich dziadków w oparciu o inne - z założenia podobne - losy. To odważne i wciąż nowatorskie podejście w historii, dzięki której zbliża się “Historia dziadków…” do reportażu.

Ma Jablonka na pewno talent literacki, który nie objawia się u historyków zbyt często, choć przecież to dziedzina niewiele różniąca się - na pewnym etapie - od pracy pisary czy pisarek. Talent ten czasem rozlewa się nadmiarowo w przesadnym szczególarstwie, ale oczywiście łatwo zrozumieć jego przyczyny - potrzeba zachowania każdego śladu bywa ważniejsza od proporcji czy finalnej literackości dzieła.

To, co zdumiewa, to fakt, że od plakatów wywieszanych nad parczewskimi ulicami, do tragicznej śmierci w obozie koncentracyjnym minęło zaledwie dziesięć lat. W drugiej połowie lat 30. historia w niezwykły sposób przyspieszyła. I Jablonce to przyspieszenie udało się uchwycić. Dla polskich czytelników z pewnością będzie to nowa opowieść o tym, jak wyglądała przedwojenna Polska. I o tym, że w tym całym dramacie wszyscy zaczadzili się jakąś ideologią. “Nie przestaje mnie dręczyć co innego: choć nie był tego świadom, jego wolność i mowę zatruł totalitaryzm”, pisze o Matysie jego wnuk, Ivan Jablonka.

“Co do mnie, brak mi sił”, pisze Jablonka pod koniec książki, gdy próbuje zrekonstruować ostatnie tygodnie życia swoich dziadków. Rzadko udają się takie projekty książkowe - w których jest zarówno autobiograficzna, osobista historia, śledztwo reportersko-historyczne, opowieść “stricte” historyczna, a do tego esej o roli historii i historyka we współczesnym świecie, przed którym stoi zadanie “zmieniania świata”. To warte przypominania, zwłaszcza w aktualnym, polskim kontekście.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?