Julian Barnes, Dominika Lewandowska-Rodak, Świat Książki, Książki. Magazyn do czytania
[KSIĄŻKI. MAGAZYN DO CZYTANIA] "»Będę za wami tęsknił«. Po lekturze tej książki spłakałem się jak bóbr"
"Będę za wami tęsknił". Po lekturze tej książki spłakałem się jak bóbr
***
Niewielu jest w literaturze większych gawędziarzy niż Julian Barnes. Brytyjski pisarz, który zadebiutował w 1980 roku powieścią "Metroland" i kilka lat później odniósł olbrzymi sukces dzięki "Papudze Flauberta", znany jest z tego, że w książkach lubi pogadać z czytelnikiem.
Czasem może się wręcz wydawać, że fabuła powieści interesuje go mniej niż opowiedzenie czytelnikowi o wydarzeniach, ludziach i miejscach, które doprowadziły go do wymyślenia fabuły. Można powiedzieć, że Barnes jest twórcą non-fiction przeradzającej się w fikcję. Albo na odwrót.
Jak to wygląda? W pierwszej scenie "Papugi Flauberta" sześciu mężczyzn gra w bule pod pomnikiem Flauberta. Jednak zanim – o ile w ogóle – poznamy ich imiona, poznamy historię pomnika, dowiemy, co się stało z domem autora "Pani Bovary" w Croisset, a także spotkamy narratora zastanawiającego się nad tym, dlaczego dzieło prowokuje czytelników do "polowania na autora". Metoda Barnesa przypomina nawlekanie koralików na sznurek.
(...)
Nie inaczej jest w "Odejściu/ach".
(...)
Wstrząsająca siła książki tkwi gdzie indziej. W opowieści pisarza o samym sobie – diagnozie rzadkiego raka krwi, traumie żałoby i świadomości końca. Oraz o psie. Jimmy ma szesnaście lat, artretyzm, "a dni zabaw, łapania piłki i polowań na wiewiórki są już dawno za nim". "Sam niewiele się od niego różnię", pisze Barnes, pocieszając siebie i czytelnika stwierdzeniem, że wciąż stara się być stoikiem.
***
O ostatniej książce Barnesa piszę w moim miejscu pracy.
Skomentuj posta