W.A.B, Agata Napiórska

Agata Napiórska, "Jak oni pracują? Rozmowy z polskimi twórcami"

Ciągle jest coś do zrobienia - kawa, przeczytać gazetę (to rzadziej już) czy książkę, zredagować tekst, odpisać na maile, znaleźć pożywienie, opublikować coś na Kurzach, wiadomości na FB. Strasznie wciągający jest fejsbuk, zajmuje mi zdecydowanie za dużo czasu, zwłaszcza od kiedy z maili przeszliśmy na wiadomości na messengerze. Nie odbieram maili na smartfonie, wystarczy mi, że muszę im poświęcić kilka godzin dziennie w robocie. To poprawia perystaltykę mózgu. Ale zanim nastąpi gonitwa codzienności, trzeba wstać.

Wstawanie nie jest moją domeną - lubię się gnieździć w łóżku, ale gdy już wstaję, zaczynam bieg przez płotki. Toaleta - kawa - śniadanie (codziennie jem to samo, wszelkie zmiany od mojego śniadanka rezonują w późniejszych godzinach) - znowu toaleta. Mógłbym pracować z domu, ale nie chcę - może być kawiarnia, ale ja lubię moje biuro - pokoik, który wymusza regularność. Zresztą w domu nie mam internetu - jeśli komuś nie odpisałem, nie zdążyłem czegoś zrobić, to świat się nie zawali, jutro też jest dzień, a książki nie przeczytają się same. Dzięki temu mam więcej czasu dla osób ważnych dla mnie. Wróćmy jednak do poranka - wychodzę z psem na krótki spacer, to bardzo przyjemny moment, bo mogę jeszcze przemyśleć co muszę zabrać do pracy, co jest niegotowe i na co się przygotować. Na studiach w ramach wuefu chodziłem przez jakiś czas na jogę i był tam moment, nazywany “medytacją”, mieliśmy nie myśleć o niczym i skupić się na jednym punkcie. Bardzo to lubiłem, mogłem ułożyć cały kalendarz na kolejny dzień. Po spacerze wkładam ciuchy rowerowe, wsiadam na jednoślad i albo jadę do biura, albo na siłownię. Gdy jadę na siłownię, muszę mieć ze sobą trzy zmiany ubrań - rower, siłownia, praca. Codzienny obóz harcerski. Gdy do pracy - tylko dwie, ale zawsze trzeba pamiętać o nagłych deszczach i załamaniach pogody. Jazda do pracy to bardzo dużo pracy.

Kiedyś nie miałem problemu z pracą do czwartej w nocy i dalej widzę to atrakcyjnym, ale wiem, że wtedy nie miałbym szans na zarządzanie sprawami, które potrzebują poranka. Nie jestem w stanie pracować przed dziesiątą - a raczej jestem, ale bywam wtedy nieszczęśliwym misiem. Zatem - pracuję zaledwie 6-7 godzin dziennie, ale jest to tak intensywny czas, że zdarza mi się mieć po nim zawroty głowy. Mogę nie wstawać (przerwy na kawę jednak są ważne i celebruję te 2 minuty), nie odrywać wzroku od ekranu, nawet nie zmieniać zbytnio pozycji.

Pracuję przy muzyce. Cały czas mam coś w słuchawkach. Od dość tandetnego popu po ambitniejsze rapy i - rzadziej - muzykę poważniejszą. Nie jestem w stanie pracować bez muzyki. Teraz, gdy piszę ten tekst nie chce mi się jutub załadować w drugiej zakładce i za chwilę mnie przez to szlag trafi. Mogę słuchać polskiego rapu przy pisaniu nawet bardzo ważnych i trudnych tekstów, nie przeszkadza mi nikt ani nic, nie mam najwyraźniej jakiegoś połączenia między narządem słuchu a artykulacją na klawiaturze.

Jestem zorganizowanym bałaganiarzem, zajmuję się m.in. prowadzeniem dokumentacji dwóch firm i chociaż patrząc na moje biurko i sposób działania można mieć wrażenie, że wszystko się pogubi, to nigdy nie gubię dokumentów, panuję nad każdym papierkiem w obrębie rąk. Największym wyzwaniem jest odżywianie się - gotowanie jawi mi się jako coś tajemniczego i przyznaję, że nie zgłębiałem nigdy tej wiedzy. Szczęśliwie nie muszę, pracuję po to, by jeść “na mieście” i gdyby nagle przyszedł kryzys, z pewnością wziąłbym trzeci etat (dwa już mam), byle tylko nie musieć używać garnków.

Udało się Wam to przeczytać i dotrzeć tutaj? Cieszę się, to znaczy, że jak wytrzymaliście/wytrzymałyście z moją opowieścią, to powinniście kupić sobie książkę z wywiadami Agaty Napiórskiej, “Jak oni pracują”. Znajdziecie tam podobne historie ciekawszych od podpisanego poniżej osób. Ta ładnie wydana pozycja (projekt okładki - Joanna Strękowska) to jakieś sześćdziesiąt (!) wywiadów z twórcami i twórczyniami na tytułowy temat. Książka ma 400 stron, zatem sami/same możecie policzyć ile zajmuje jeden wywiad. To są bardzo pospieszne teksty i lektura ich w postaci “książka w dwa dni” męczy i jest nieznośna, zapewne lepiej by było to sobie rozłożyć na dłuższy czas.

Powiem szczerze, że za dużo jest w tym ciekawostek w rodzaju: “Joanna Bator ma mieszkanie w Berlinie i nie robi planu powieści” niż czegoś o dziele osób przepytywanych. Niektórych chciałoby się - już ich mając przed sobą - pociągnąć za język, zapytać o coś trudniejszego. To nie ten adres, nie ten cel. Osobiście cieszy mnie, że dzięki temu może odkryjecie bliskie dusze w Oli Niepsuj czy Janie Bajtliku, podejrzycie warsztaty Katarzyny Bondy i Sylwii Chutnik, ale trochę żałuję, że - jak już mamy taką formę i takie wywiady - nie jest to książka z ilustracjami, zdjęciami, taka w stylu Burdy - z pewnością zwiększyłoby to atrakcyjność lektury.

Jest coś pociągającego w “Jak oni pracują” - wizja artystów/artystek jako celebrytów/celebrytek, o których porannych owsiankach chce nam się czytać, artystów i artystek podglądanych przez żądną mięsa publiczność. To byłby całkiem fajny świat - już widzę te zdjęcia ze ścianek Katarzyna Boguckiej czy Ingi Iwasiów. Niestety, nie żyjemy w takim świecie i może wcale nie-smutna prawda jest taka, że bardziej ciekawi mnie dzieło każdej z osób “skolekcjonowanych” przez Napiórską niż droga do niego.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?