Wojciech Charchalis, Sto Stron, Jose Mauro de Vasconcelos

Jose Mauro de Vasconcelos, “Moje drzewko pomarańczowe”

Mam kolegę. Kolega ma żonę, małego Gustlika i skłonność do ryzyka. Gdyby tu jeszcze mowa była o skokach na banjee, wyprawach w góry skaliste i nieprzystępne, czy pływaniu z orkami - zrozumiałbym. Ale ryzyko, które podejmuje mój kolega jest ryzykiem najwyższej miary, jest ryzykiem, którego nie ubezpieczy nawet najbardziej liberalny kapitalista.

Mój kolega wydaje książki.

Właśnie ukazało się “Moje drzewko pomarańczowe” Jose Mauro de Vasconcelosa w przekładzie Wojciecha Charchalisa wydane przez wydawnictwo Sto Stron, współprowadzone przez mojego kolegę.

De Vasconcelos, zmarły w 1984 roku brazylijski pisarz, studiował medycynę, by ją porzucić i zostać "przewoźnikiem bananów", trenerem boksu, rybakiem, kelnerem w nocnym klubie, a nawet - jak głoszą plotki - pracownikiem seksualnym. Mieszkał również z rdzennymi społecznościami brazylijskimi, gdzie zaangażował się w walkę o ich prawa. Przypomina mi to biografię moje kolegi, który był już dyrektorem, urzędnikiem, pisarzem, wydawcą, a na pewno o czymś jeszcze nie wiem. De Vasconcelos zaczął pisać już w latach 40., ale sukces przyszedł dopiero dwadzieścia lat później razem z powieścią "Rosinha, Minha Canoa", w której główny bohater, samotny farmer Zé do Orocó rozmawia ze swoim kajakiem. Powieść jest ponoć napisana pięknym, poetyckim językiem.

W 1968 roku de Vasconcelos napisał "Moje pomarańczowe drzewko", powieść dla dzieci, która została później przetłumaczona na ponad 50 języków i opublikowana w 19 krajach. W Brazylii przyniosła autorowi prestiżowe Prêmio Jabuti i stała się lekturą szkolną, a na jej podstawie powstały trzy telenowele (oczywiście brazylijskie).

Czy to są powody, dla których warto kupić "Moje drzewko..." jako prezent? Tak.

Historia samotnego chłopca, który zaprzyjaźnia się z tytułowym drzewkiem została w Polsce już raz wydana, ale w przekładzie, który się zestarzał. Nowy przekład, autorstwa wybitnego tłumacza, Wojciecha Charchalisa ukazuje nam książkę de Vasconcelosa jako dzieło żywe, piękne językowo i jednocześnie przystępne dla młodych czytelników. Grzegorz Chudy zilustrował je z klasą, a całość została ładnie wydana. Składał mój kolega, a że składu się jeszcze trochę uczy… Na szczęście mój kolega dzwoni do mnie, by mnie uprzedzić, gdzie zrobił błąd. To miłe jest mieć takich kolegów.

Napisałem kilka zdań na okładkę “Mojego drzewka…” nie biorąc wynagrodzenia od mojego kolegi, bo i tak ryzykant z niego. Książka ma tzw. potencjał, ale wszystko zależy od Was - idźcie i wykupcie “Moje drzewko pomarańczowe”.

Dla kolegi proszę.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz