Znak, Justyn Hunia, Maggie Shipstead
Maggie Shipstead, "Kowbojskie tango", tłum. Justyn Hunia
Koniec urlopu, czas sprawozdawać z lektur. Zaczynamy od zbioru opowiadań pisarki, która dwa lata temu zachwyciła mnie powieścią "Wielki krąg" (tłum. Justyn Hunia).
Maggie Shipstead, bo o niej mowa, to jedno z najciekawszych nowych nazwisk w amerykańskiej literaturze. Teraz po polsku ukazało się jej “Kowbojskie tango” (tłum. Hunia), zbiór dziesięciu opowiadań, które pozwalają prześledzić rozwój pisarskiego talentu amerykańskiej twórczyni i potwierdzają wysoką formę tego pisarstwa.
Jak przyznaje pisarka, opowiadania powstawały na przestrzeni jednej dekady, a niektóre z nich były ćwiczeniami warsztatowymi. W efekcie jest tu bardzo eklektycznie i nie tak łatwo znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich z tych historii. Może poza tym, że Shipstead ma talent do wyrazistego, szybkiego kreślenia charakterystyk swoich bohaterów. Wystarczy jedno zdanie, krótki akapit, byśmy potrafili ich sobie wyobrazić.
Lekture zaczynamy od tytułowego "Kowbojskiego tanga". To oczywiście - jak zawsze w takich tomach bywa - najlepsza z historii.
Pan Glen Karpenbausch nie wyobrażał sobie, że nowym kowbojem, który będzie uganiał się za bydłem na jego ranczu, zostanie szesnastoletnia dziewczyna. Ale po dwóch beznadziejnych kandydatach na to stanowisko, dziewczyna wydała mu się nienajgorszą kandydatką, zwłaszcza że pan Karpenbausch zamierzał przekształcić swoje ranczo w agroturystykę dla mieszczuchów. "Dziewczyna od koni" - kombinował - wyda się im "o wiele bardziej interesująca niż drągal z podwiniętymi rękawami, pomagający sobie zębami przy wiązaniu węzłów". I tak Sammy Boone dostaje robotę. Oczywiście Karpenbausch zaczyna się podkochiwać w dziewczynie. Czasy jednak już są inne i z oficjalnymi zalotami postanawia zaczekać. Gdy po kilku latach ujawni swoje zamiary, zostaje odrzucony, a na scenę wkracza jego siostrzeniec... Państwo mogą sobie wyobrazić, co tu się za chwilę wydarzy.
Talent Shipstead objawia się w tym, że z tej pozornie oczywistej historii udaje się jej wycisnąć sporo emocji i zaangażować czytelnika. W efekcie dostajemy bardzo sprawną nowelę o tym, jak przekorny potrafi być los.
Nie brakuje tu opowieści poświęconych samemu pisaniu. W "Podziękowaniach" spotykamy pisarza, który pisze właśnie podziękowania do swojej debiutanckiej książki. I przy okazji opowiada nam o swoich pisarskich próbach i mękach. Trochę złośliwa i bardzo prawdziwa jest to historia. Kochającym czytać o czytaniu (któż nie kocha?) sprawi na pewno dużą przyjemność.
Pomysłowość Shipstead budzi szacunek. W “Kowbojski tangu” znajdujemy choćby opowiadanie o słynnej aktorce próbującej uciec z sekty, czy o kobiecie szukającej ciała swojego ukochanego, który zginął podczas narciarskiej wyprawy.
Bardzo ryzykowne jest opowiadanie "Podziemia", w którym pozornie niewinna historia staje się opowieścią o Holocauście. Ryzyko pisarki polega na tym, że sięga po mocno już zużyte motywy, którymi od lat jesteśmy karmieni w tego typu historiach. A jednak udaje się jej poruszyć i nie przesadzić z - trudnym do uniknięcia w takich historiach - kiczem. W efekcie dostajemy świetne opowiadania o tym, jak kłamstwo i fałsz mogą wrócić po latach, sprawiając, że odżywają dawno zapomniane historie.
Shipstead jest - i to chyba najbardziej zachęca mnie do wyczekiwania na kolejne jej dzieła - bardzo łaskawa wobec swoich bohaterów. Otóż jest to pisarka, która z łagodnością traktuje ułomności i słabości swoich bohaterów. Składamy się z niedostatków i amerykańska pisarka świetnie to pokazuje. Jest tu też pewien chłód, skłonność do skrótu, unikanie przesadnej wylewności. Może to jeszcze nie jest mistrzowski poziom, ale w kilku z tych historii rozpoznaję pisarkę, która na pewno czytała “Loterię” Shirley Jackson i czuje, jak poprowadzić opowiadanie.
Czy polecam? Jak najbardziej, choć może najpierw sięgnijcie po “Wielki krąg”, powieść zdecydowanie wybijającą się na tle amerykańskiej produkcji literackiej ostatnich lat. Jeśli uznacie, że Shipstead to pisarka, którą chcecie dobrze poznać - wtedy sięgnijcie po “Kowbojskie tango”. Będą Państwo zadowoleni.
Uwaga - w książce znajdziecie mojego “blurba”, za którego otrzymałem od wydawnictwa wynagrodzenie.
Skomentuj posta