Marginesy, Nelio Biedermann, Danuta Fryzowska

Nelio Biedermann, "Lázár", tłum. Danuta Fryzowska

Ma 22 lata i już został okrzyknięty nadzieją europejskiej literatury.

W ciągu miesiąca o wychowanym w Zurychu, pochodzącym z arystokratycznej węgierskiej rodziny Nelio Biedermannie napisał “New Yorker” i “New York Times”. Wszystko za sprawę jego debiutanckiej powieści "Lázár", która przez kilka miesięcy utrzymywała się w Niemczech na szczytach list bestsellerów.

“Na skraju ciemnego lasu wciąż leżał śnieg dogasającego stulecia, kiedy Lajos von Lázár, przezroczysty chłopiec o błękitnych oczach, po raz pierwszy ujrzał człowieka, którego nawet po jego śmierci będzie uważać za swojego ojca”. Tak zaczyna się – w przekładzie Danuty Fryzowskiej – powieść Biedermanna o losach żyjącej na Węgrzech rodziny von Lázárs.

Książka czerpie garściami z Manna i Garcii Marqueza, a Becca Rothfeld słusznie zauważa w “New Yorkerze”, że “przypomina wizytę w muzeum starych powieści”. Już na pierwszych stronach spotykamy motywy dobrze znane czytelnikom – odmieńcze dziecko, skostniałego starego barona, tajemniczy las. Jest “gotycko”, ale też romansowo. Biedermann porusza się po wątkach i stylistykach z lekkością tancerza baletu.

Dla upewnienia czytelnika, że czyta książkę z wielkimi ambicjami, szwajcarsko-węgierski pisarz, nie waha się sięgać po kryptocytaty czy nawiązania do największych prozaików XX wieku, z Proustem na czele. Dla mnie to za ładne, choć rozumiem, że może i będzie się podobać.

“Lázár” to “Buddebrookowie” ery “Bridgertonów”. Opowieść o przeszłości centralnej Europy, z sebaldowskiego spleenu wraca na bezpieczne tory, trudne rozliczenia zostawiając za sobą. Biedermann oferuje bajkę i uroczo ślizga po trudniejszych momentach. Głębi w tym za wiele nie ma, ale czyta się miło. Niemiecki autor jest pisarzem diablo sprawnym, zwłaszcza gdy spojrzymy na jego młody wiek.

Wiek jest tu istotny, bo - być może - powieść ta byłaby zupełnie inaczej przyjęta, gdybyśmy mieli do czynienia z pisarzem trochę jednak starszym, wobec którego moglibyśmy oczekiwać większego dramatyzmu i jednak krytyczniejszego przyjrzenia się motywom literackim. Innymi słowy - to nie jest powieść, która mówi “sprawdzam” i egzaminuje “wielką” literaturę. Może już mamy dość tego “sprawdzania”?

Na pewno mogę Państwu polecić lekturę "Lázára". Zapewniam, że będzie to kilka miło spędzonych godzin. Mam wręcz pewność, że wielu czytelników zachwyci się stylizacjami, które odnajdzie w tej powieści. Taka literatura jest nam po prostu potrzebna. Jednak jestem wstrzemięźliwy wobec zachwytów i głosów, że to jakieś wyjątkowe arcydzieło. Nie. Na szczęście nie tylko arcydzieła są nam potrzebne.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?