wywiad, Gazeta Wyborcza, Stanisław Karolewski, Antykwariat Szarlatan
[GAZETA WYBORCZA] "Miś w worku na śmieci i szklanka dziadka. Co naprawdę zostaje po ludziach?"
- Nasza klientka pracuje z dziećmi z domów dziecka. Tworzy kolekcje ze starych zdjęć ludzi podobnych do siebie. Następnie ustawia je dziecku na biurku - mówi Stanisław Karolewski z antykwariatu Szarlatan.
Karolewski wydał właśnie książkę "W cudzych domach. Wyznania antykwariusza", a że czas jest jaki jest, to na ten weekend mam dla Was rozmowę o pamięci i przedmiotach.
***
Wojciech Szot: Dlaczego ludzie kupują zdjęcia obcych osób?
Stanisław Karolewski: Potrzebujemy czuć łączność z przeszłością, jakiś rodzaj ciągłości dziejowej.
WSZ - Patrząc na cudzą rodzinę?
SK – Nie ma znaczenia, czyja to rodzina. Ważne, że to rodzina ze świata, do którego czuję przynależność. To ludzie, którzy stworzyli świat, w którym żyję.
(...)
WSZ Można nawiązać relację z takim fantomowym przodkiem?
SK – Jedna z naszych klientek pracuje z dziećmi z domów dziecka. Opracowała coś w rodzaju autorskiej terapii polegającej na kompletowaniu rodzin dla tych dzieci. Tworzy małe kolekcje ze zdjęć ludzi podobnych do siebie, a następnie takie zdjęcia ustawia dziecku na biurku czy wiesza w jego pokoju. Najbardziej ją cieszy, gdy trafi na zdjęcia jednej osoby zrobione na różnych etapach jej życia. To sprawia, że dana osoba zyskuje historię.
Dzięki takiej kolekcji dzieci mogą w jakiś sposób poczuć się lepiej. Mogą też trochę wzmocnić swoją tożsamość. Bo przecież co to jest tożsamość? To rodzaj opowieści, która często nie ma nic wspólnego z faktami. Czemu by nie użyć do jej zbudowania ludzi z dawnych fotografii?
WSZ - Jak często jesteś zapraszany do cudzych mieszkań, by wycenić przedmioty?
SK – Staram się nie przekraczać dwóch lub trzech wizyt tygodniowo. Dominują wizyty pośmiertne, zdarzają się też przeprowadzki.
***
Cała rozmowa tradycyjnie w moim miejscu pracy.
Skomentuj posta