Sic!, Renata Lis

Renata Lis "Lesbos"

Jestem w podróży, ale nie umiem podróżować bez książek. Niestety dotyczy to ich fizycznej, wydrukowanej wersji. Podrożuję zatem objuczony tomiszczami o grzbietach grubych, ale staram się dobierać też lektury cieńsze, litrażowo bardziej ekonomicznie. Dzisiaj będzie o jednej z nich. Wybitnej. 

W podróży prowadzę dziennik. Skromny, do usunięcia ze smartfona tuż po powrocie, tymczasowy zapis faktów i doświadczeń. Też lekturowych. Zatem fragment. 

***

Czwartek. 5.07, Noc dla mnie spokojna. T. wymiotował. Tu się idzie spać o 20 i wstaje o 8. Trochę jak w raju. I na tych 4 tysiącach śpi się cały czas. Sny za to miałem głupie i niewierne. (...) 

Renata Lis, Lesbos - doskonale się czyta! 

(...) Teraz siusiu, ząbki i książeczka. Mam tu taką fikuśną lampkę ładowaną energią słoneczną, da się czytać przy tym. 

Piątek, 6.07. 8 rano. Zaraz ruszamy. Jest przymrozek! Zmarzłem nad ranem mimo koszulki termicznej, bluzy, itd. Owsianka (ha!) i ruszamy. Noc bardzo wierna i sny takież..

17:00 po 8 godzinach i 1200 metrach chodzenia trochę schodzę. (...) 

19:00 Dzisiaj kolacja ultraszybko. Starają się - codziennie coś innego, ryż albo makaron choć zawsze z tą samą breją warzywną. Ale smaczne. Jak idzie spać człowiek na równiku? Podwójne skarpety, spodnie, koszulka, koszulka termiczna, bluza, czapka i śpiworek. Przyjemnie niebieski. Moja złośliwa natura ukończyła “Lesbos" Renaty Lis. W kraju, gdzie za przynajmniej męskie stosunki jednopłciowe można pójść do więzienia. Etyka turystyki? To chociaż lektury dobrałem odpowiednio. Autorka pisze o Safonie w literaturze, historii, kulturze i codziennym doświadczeniu obcowania z tekstami nawiązującymi do greckiej poetki. Świetna rzecz pokazująca, że esej może być czymś więcej niż zabawną lub filozoficzną opowiastką, a wypowiedzią na przekór gatunkom, w której odbija sie autobiograficzne doświadczenie (Bunin), zapisane niezwykle pięknym i pojemnym.językiem. Choć jest autorka złośliwa, np. gdy wypomina naszemu językowi, że nie jest w stanie zapisać doświadczenia lesbijskiej miłości, które opisuje Adrienne Rich. Czy zatem tak wątpiąc w język, można napisać o swoim doświadczeniu? Czy ono jest tylko polskojęzyczne? To ciekawe pytanie. Tak, trochę sobie tu piszę recenzję. Teraz chwila na przejrzenie zdjęć, wybranie co do publikowania, bo jutro już na pewno wifi. Chcę być na ten szok poznawczy przygotowany i nie spędzić wieczoru w telefonie. (...) Świat zmalał. Równik wydaje się być mało egzotyczny, choć tropiki za takie uznajemy. Meble rattanowe mi się przypominają. I Renata Lis, która pisze o studentce, że mieszkała “w Egipcie, w Ameryce Południowej i Afryce”. Egipt w Afryce nie leży. Afryka jest czymś obcym, zbitym w (czarną?) masę, niegodnym dociekliwości eseistki. To smutne wciąż, a to przecież lot krótszy niż do Stanów. Taki lapsus, a jednak jakże powszechny.

Piątek. 7.07. Skończyłem czytać Lis. Nad ranem, takim z przymrozkiem. Noc wierna, dzień mocno w dół. 

(...)

Niedziela, 9.07. Hostel dla “backpackerów" to nie mój klimat, ale w górniczej, ugandyjskiej wsi nie ma innego wyboru, a ten okazał się całkiem przyjemny. No może poza lokalną wersja wron, ktore od 6 skakały po dachu naszego mikrodomku. Niełaskawe zwierzątka z białym śliniakiem. Wstaje wcześniej, T. śpi. Dzisiaj będziemy czekać na samochód, który nas wywiezie na sawannę. Czas to zapisać. 
“Lesbos" będzie jedną z niewielu książek, które ze mną na długo zostaną. Tu jest coś ważnego napisane, pod powłoką literackich wycieczek i rozważań, autorka odsłania własne poszukiwania tożsamości (kto jest “białą różą"?), która nie jest oczywista. Niepewność i nieoczywistość konstrukcji - po przyjrzeniu się możliwej biografii Safony, okazuje się, że tylko w micie jest ona symbolem jednoznacznym i wygodnym. Lis kwestionuje mit, wybiera jego elementy dla siebie i pokazuje - całkiem odważnie jak na polskie narracje - że seksualność zamknięta w prostych podziałach, naiwnych dychotomiach i literackich mitach, to za mało. Świat bowiem jest dużo bardziej skomplikowany a prostackie podziały są w jakiś sposób wulgarne. Jesteśmy gejami, lesbijkami, uchodźcami, mieszkańcami Lesbos, Polakami, jesteśmy z pociągu z Uralu. Świat literatury opowiadającej o “mniejszościach seksualnych” Lis poszerzyła o studium wątpliwości, niejednoznaczności napisane wspaniałym, mądrym i osobistym językiem. I choć zwraca się autorka w swojej książce do czytelniczek, to gwarantuję, że niejeden czytelnik będzie poruszony tą skromną książką.

A jedynym, co mi zgrzyta to okładka - jak z najtańszego amerykańskiego romansidła dla lesbijek. Popkulturowa, odrobinę prostacka. Może taki był zamysł, bo przecież “Lesbos” to opowieść o tym jak w kulturze objawiają się odmienności poprzez saficki mit, co prowadzi do jego komercjalizacji (scena z knajpki w Skala Eres!) i uproszczenia. Ale można było ładniej.

“Dobra literatura - niezależnie od tematu, płci autora i bohaterów - zawsze jest ekumeniczna" pisze Lis przypominając poglądy na literaturę Jeanette Winterson, matki duchowej tej książki. I sama taką tworzy. Doskonały esej, życiopisanie.

10:30. Idziemy się pakować. Dobrze, że dzieciaki są w szkole, to mniej maluchów krzyczących “hi" i machających do nas. To krępujące, każda wzajemność, także obojętność wydają się być obciążone. Wysyłam Oldze recenzje. Na poniedziałek.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Rocznik Tristana z polskiej powieści