Euny Hong, Małgorzata Suwińska, Jowita Maksymowicz-Hamann, Mamania

[RECENZJA] Euny Hong, "Cool po Koreańsku"

Nie wiem czy czuję się rozczarowany po lekturze książki Euny Hong, bo nie miałem wielkich oczekiwań, ale z pewnością czuję, że chętnie przeczytałbym jakąś lepiej napisaną opowieść o Korei Południowej. Jest to bowiem książka trochę bez właściwości - portrecik publicystyczny nie wart większej uwagi.

Huong pisze o tym, że Koreańczycy podbijają świat i w pewnym zakresie trudno się z nią nie zgodzić, choć problemem jest to, że ma na to dość niewiele przykładów - powtarzanie mi dziesiątki razy, że wszyscy słyszeliśmy "Gangnam style" to trochę za mało. Oczywiście spotkamy się w książce z krytyką Korei i choćby metod wychowawczych w niej stosowanych, ale w rzeczywistości czyta się dzieło Hong jakby sponsorowało ją tamtejsze ministerstwo turystyki. Poziom propagandy chwilami trudny do wytrzymania, ciągłe powtarzanie, że to kraj przyszłości naprawdę nie tworzy jeszcze książki.

Nijaka to opowieść - mimo dowcipu i autobiograficznych wtrętów (Hong mieszkała najpierw w Stanach, a potem w japiszonowatym Gangnam), to jednak Korea widziana oczami kogoś uprzywilejowanego, taki przyjemny folder turystyczny, w postaci książki będącej jakby poszerzoną wersją przewodnika turystycznego.

Historia o tym jak w ciągu 50 lat Korea przekształcila się z dość biednego kraju w światową potęgę pokazuje ile można osiągnąć, gdy rząd nie musi liczyć się z niczym, a obywatele są karni. To tak naprawdę smutna historia dzieciaków popełniających samobójstwa z powodu braku jednego punktu na egzaminie, bitych przez nauczycieli i poniżanych w domach. To historia niszczenia przyrody i gigantycznych kosztów klimatycznych. I niby to wszystko tu się pojawia, ale tylko dlatego, że Huong wie, że dobra propaganda zawsze udaje krytykę.

Jak nie musicie to w bibliotekach i księgarniach czeka na was tysiące ciekawszych i napisanych lepszym stylem opowieści.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Romansowa Teresa