Karakter, Katarzyna Boni, Agora, Zofia Król
Zofia Król, "Droga przez łąkę" i Katarzyna Boni, "Którędy do wyjścia?"
Książki, które dają nadzieję. I którymi żegnam się z Państwem w tym roku.
***
Potrzebie nawiązywania relacji z przestrzenią, pisze Zofia Król w eseju “Droga przez łąkę”, towarzyszy dzisiaj strach przed katastrofą i poczucie bezradności. Pyta Król: “Kto marzy o chodzeniu miedzą, kiedy płoną pola i lasy”?
Autorka przemieszcza się po widokach z pomocą pomarańczowego ludzika, którego wszyscy znamy z pewnej cyfrowej mapy i pisze o sposobach wnikania w przestrzeń - fizycznych jak chodzenie i tych pośrednich, choć najbardziej nam dostępnych, zapisach literackich. Doświadczanie świata za pomocą języka wpływa na nasze doświadczanie go w fizycznej realności, przypomina Król powołując się na świadectwo angielskiego poety W.H. Audena.
Są jednak tacy i takie, którym nie wystarcza ani język, ani chodzenie po miedzy, gdy płoną lasy.
Katarzyna Boni w “Którędy do wyjścia?” swoją historię zaczyna od fotografii przedstawiających zwęglone domy, czy noc “rozświetloną pomarańczową łuną”. To płoną lasy i miasta na Sycylii. Jest rok 2021, w Grecji spłonęło sto tysięcy hektarów lasów i pól, a na południu Włoch “płomienie sięgały pięćdziesięciu metrów”.
Boni - podobnie jak niektórzy bohaterowie książki Król - postanawia skonfrontować się z utrwalonym w fotografii widokiem. Motywuje ją “potrzeba dotknięcia poczerniałych od ognia drzew”, która - jak przyznaje - “zamieniła się w obsesję”. Obsesję wynikającą z tego, że choć mózg czuł przerażenie, to ciało nie. Autorka próbuje zrozumieć, dlaczego zadomawiamy się w katastrofie i co może być momentem konfrontacji, która uruchomi emocje.
Chodząc po spalonym lesie Boni czeka na łzy. “Na przerażenie. Strach. Rozpacz. Na bezradność”. Pisze: “Chciałam, żeby wreszcie do mnie dotarło, że przyszłość już tu jest”. Jak to jest - pytał cytowany przez autorkę Joanthan Safran Foer - że “między świadomością a uczuciami” panuje rozdźwięk. Szokują nas doniesienia o katastrofie, ale szybko przechodzimy nad nimi do porządku dziennego. “Kiedy czułem się poruszony, uczucie to było przejściowe”, pisze autor niezłej książki o zmianach klimatu, zatytułowanej podejrzanie aktywistycznie “Klimat to my”.
“Którędy do wyjścia?” to opowieść o wnikaniu w widok - bliskim przyglądaniu się światu, który w przyspieszonym tempie zanika. Wnikaniu bardzo bezpośrednim, jak choćby wtedy, gdy autorka nurkuje przyglądając się rafie koralowej i jej zadziwiającym mieszkańcom. Wnikaniu intelektualnym - lekturach i rozmowach. Ale też wspólnocie ciała i umysłu, które pod wpływem tego, co zwykliśmy nazywać “złymi wiadomościami”, buntują się. Jesteśmy skonstruowani do tego, by poruszenie było przejściowe. Nadzieję znajdujemy właśnie w przychodzących po tragedii momentach spokoju. Choćby był to spokój żałobny. Boni nazywa to “nieporozumieniem ciała, umysłu i duszy”. “Chcemy płakać, ale za czym tu płakać, skoro lodowce jeszcze przykrywają Arktykę, a saole chodzą po wietnamskiej dżungli”, pyta.
Narratorka tej opowieści wymyka się i choć zapowiada opowieść o sobie, większość książki poświęca innym. Wraca w finale, gdy pojawia się znany wszystkim duet śmierci i nowego życia. Umierają dziadkowie autorki, na świat zapowiada się Maciupek. Boni - podobnie jak dzisiaj wielu twórców i twórczyń - szuka nowych słów opisujących ten stan.
W książce wielokrotnie pojawia się lekko ironiczne, zaczerpnięte z języka poezji pytania: “Jakie jest to niemieckie słowo?” Reprezentowane przez “niemieckie słowo” konstrukty filozoficzne mające precyzyjnie, a zarazem z otwartością na interpretacje, przestają pasować do naszego świata. Język jest nam jednak potrzebny, jak pisał Barry Lopez, cytowany przez Zofię Król amerykański podróżnik, “powstrzymuje nas przed ześlizgnięciem się w abstrakcyjną przestrzeń”.
I takie słowo się pojawia u Boni. To “apokalipso”. Połączenie “apokalipsy” z “kalipso”, stylem muzyki, czy - szerzej - kulturą swoje korzenie mającą na plantacjach trzciny cukrowej w dziewiętnastowiecznym Trynidadzie. Apokalipso “pokazuje, że choć sytuacja jest naprawdę zła, nie powinniśmy się poddawać, bo - choć niektóre rzeczy się kończą, inne zaczynają. Przestań jęczeć, zacznij tańczyć”, cytuje Boni literaturoznawcą z Liverpoolu, Sama Solnicka.
Zofia Król odczuwa - nie bez dawki ciepłej ironii - empatię z pomarańczowym, zmęczonym ludzikiem, który przemierza wirtualne widoki. Pod koniec swojej książki wyraża nadzieję, że i on będzie miał chwilę na odpoczynek w przyjemnych okolicznościach. Książkę Boni kończy zaś dźwięk kroków Maciupka pod drzwiami. Pojawiły się korzenie, choć jeszcze “krótkie i cienkie”, to liczne i jedyne, na jakie - pisze autorka - ją stać.
Zapuszczanie korzeni, leżenie na trawie, chodzenie. Choć żyjemy w przyszłości, wciąż możemy pójść na spacer. Ujrzymy wtedy perspektywę - fizyczną - która daje poczucie bycia usytuowanym (to znowu Król) i może dostrzeżemy cienkie, krótkie ale liczne korzonki, które dają nam radość i - przynajmniej na chwilę - nadzieję?
Nie jest łatwo, widoki bywają trudne, a możliwe konsekwencje wiadomości tragiczne. Ale jak pisze w “Sztuce chodzenia” Thoreau “ponad wszystko, nie możemy pozwolić sobie na to by nie żyć teraz”. Boni i Król pokazują, że życie teraz jest możliwe. I nawet trochę szczęścia się w nim znajdzie. Czas na apokalipso.
Tymi lekturami i niewielką, ale jednak odrobiną nadziei na to, że nauczymy się żyć w przyszłości tak, by czerpać z niej też radość, dziękuję Państwu za ten rok. Wiedzieć, że się pisze dla kogoś - to największa radość.
Dziękuję
Skomentuj posta