Biuro Literackie, Darek Foks, Bohdan Zadura, Jerzy Jarniewicz, Krzysztof Jaworski, Artur Burszta, Andrzej Sosnowski, Marta Podgórnik, Filip Zawada

"100 wierszy polskich stosownej długości"

Antologie poetyckie to w liceum się czytało, zachłannie ale niekonsekwentnie - gdy widziałem nad wierszem nazwisko autora czy autorki, której raczej nie lubiłem (np. Urszuli Kozioł, której wtedy za cholerę nie mogłem kupić, a teraz bardzo cenię), przechodziłem dalej. Zapewne w ten sposób ominęło mnie niejedno wielkie odkrycie, ale życie jest za krótkie by przeczytać wszystkie wiersze. Z tą tezą na pewno nie zgadza się Artur Burszta, który ułożył dla nas najlepszą antologię z jaką miałem do czynienia. “100 wierszy polskich stosownej długości” to sto (niespodzianka!) wierszy bardzo różnej długości autorstwa 44 osób.

Burszta zdobył mnie nie tylko umiejętnością żonglowania wierszami i ułożeniem ich w bardzo smutną (choć czasami wesołą) opowieść o poezji. Odważną decyzją autora wyboru jest ukrycie nazwisk poetów/poetek znad tytułów wierszy, dzięki czemu nie ma wyjścia - musisz skonfrontować się (przynajmniej na chwilę) z każdym wierszem (jasne, można spojrzeć do indeksu, ale nie psujcie sobie zabawy). Dzięki Burszcie odkryłem, że jednak lubię wiersze Bohdana Zadury, choć od lat na tego autora prycham jak kotka na średnio rozgrzanym dachu z papy.

Wróćmy do lektury. Zaczynamy dość klasycznie - Zadura tłumaczy “Gdzie jest poezja” i przypomina, że “Poezja jest tam / gdzie nikt jej nie szuka” a “Zawodowcy są niepotrzebni / Ona naprawdę jest wszędzie”. Traktuję to jednak jak kurtuazyjny ukłon Zadury, bo gdy przewrócimy stronę, Andrzej Sosnowski opowie nam “Czy jest poezja”. Otóż poezja to trudna materia, w której łatwo o osiągnięcie śmieszności. “Twój upór jest śmieszny, / kiedy wspominasz zaklęte jeziora, / szumiące bory i głuche jaskinie, w których głos / idzie echem i pewnie trwa wieki. Groty / Sybilli? Ważne są iście i jeszcze chyba rym / “głos - los”, bo głosy prą na świat i losy / właśnie liściom powierzają miana. / Ale spróbuj je schwytać!” Czytam wiele prób schwytania w poezję świata i bardzo często są to próby nieudane właśnie dlatego, że autorzy i autorki mają do wierszy stosunek jak do świętej krowy, w której nie można napisać, że “niedojebany pisarz ma większą inwencję / częste pożycie twórczą zabija potencję”, co czyni w wierszu “debiut w internecie” Marta Podgórnik. Otóż można! Można też napisać do Marii Konopnickiej tak: “Mario, Twoja cipka, dwa metry pod ziemią, zamieniona w proch. / Biologia nigdy nie była po naszej stronie / Czy to już jest zaangażowanie emocjonalne?” (Krzysztof Jaworski, “Homage to Maria Konopnicka”). Od czasów antologii wierszy Różewicza, “Znikanie” (poświęconej wierszom o tworzeniu poezji), ułożonej przez Jacka Gutorowa, nic mnie tak nie poruszyło w poezji.

Jak antologia, to pozwolicie, że jeszcze zachęcę was do lektury fragmentów wierszyków, które mi się spodobały a nie były mi znane. Zacznijmy od “Prostego wiersza o miłości” Jerzego Jarniewicza:

“Zrzuciliśmy ubrania
i zaczęliśmy się kochać tak rewolucyjnie,
że zadrżał gmach banku narodowego,
sięgnął dna indeks giełdowy,
a maklerzy zawyli z ognia, który trawił im
trzewia i portfele”.

Jednk można się kochać antykapitalistycznie. Na przykład z jakimś poetą, bo z poetami jest fajnie, o czym próbuje mnie przekonać Bohdan Zadura w “Nocy poetów (Warszawa pisarzy)”:

“Szliśmy we trzech, Henryk Bereza, mój syn i ja
i przy pawilonie “Chemia” jakiś skretyniały staruszek

(w moim wieku) widząc, że zapalam papierosa, rzucił dobrodusznie:
“Dziś jest międzynarodowy dzień bez papierosa”,

przystając i odwracając się za nami, bo poprzedził to inwokacją:
“Halo, proszę pana!”, i mój syn (niepalący) zacisnął się cały w pięść”

I tak to idzie plotkarsko, potoczyście o tym, że “było gorąco, i nic nie było słychać i nic nie było widać, / więc nie można było czytać nawet z ruchu warg”. Możecie też zagrać w psychozabawę z wiersza “Dyska” Filipa Zawady.

Dyska (psychozabawa)

“Piątek

Paweł jest już po czterech piwach i setce
Na dysce w remizie jest już sporo ładnych dziewczyn
z okolicznych wiosek
Wśród nich najbardziej oblegan jest Beata z Brzegu
Czy sądzisz że powinien
wypić jeszcze jedno piwo
Jeżeli tak przesuwasz się na dwójkę
Może jednak ma podejść i zagadać
Jeśli się zgadzasz z drugą możliwością
szukaj 3.”

Nie wybierajcie się na piwo z Zawadą! Chciałbym też zauważyć, że najczęściej wzmiankowanym przez innych twórców poetą jest Darek Foks. Nie poznałem Foksa, sądzę, że muszę nadrobić, choć do bliższych znajomości z poetami mam stosunek wielce niekonsekwentny. Wikipedia mówi, że Foks mieszka w Skierniewicach. Zapamiętam.

Jedynym zarzutem, jaki mam do Burszty to niedoreprezentowanie poetek. Nie, żebym chciał parytetu, bo sztuka parytetów nie znosi ale jednak 15 wierszy autorstwa kobiet to tak jakby za mało. Poza tą jedną uwagą bardzo chciałbym wam polecić “100 wierszy polskich stosownej długości”, choćby po to, byście odkryli/odkryły jednego poetę-poetkę, który/która mówi do was - a przy odrobinie dobrej woli nie powinno to być trudne. Potem pozostaje wam już tylko nerwowe czekanie na kolejne publikacje, tomy poetyckie, nowe numery “Odry”, na kolejnym etapie przechodzi się do objeżdżania festiwali literackich i wieczorków poetyckich w prowincjonalnych bibliotekach. Na etapie trzecim czekacie aż poet(k)a (lub partner(ka)) wyjdzie wyrzucić śmieci i w niebieskim worku na nieczystości szukacie ineditów. Przeklęci niech będą poeci mieszkający w blokach z zsypami i na zamkniętych osiedlach. Darku Foksie, nadchodzę!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz