Officyna, Maciej Świerkocki, wywiad, Gazeta Wyborcza, James Joyce

[GAZETA WYBORCZA] "Tej książki nie da się zrozumieć? Tłumacz: "Nieprawda. Czytajcie ją dla rozrywki!"" - wywiad z Maciejem Świerkockim

W onlajnie znajdziecie mój wywiad z Maciejem Świerkockim, którego przekład "Ulissesa" właśnie zniknął z księgarni (dodruk pojawi się na początku listopada). Premierę miała też książka Świerkockiego poświęcona książce Joyce'a i problemom translatorskim, o której również rozmawiamy, bo jak nie porozmawiać w Łodzi o "Łodzi 'Ulissesa'".

---

WSZ - Co panu dało te siedem lat pracy nad Joyce'em?

MŚ - Satysfakcję ze zdobycia szczytu. Jako były człowiek gór lubię używać metafor wspinaczkowych. A ten przekład to dla mnie udane zakończenie wyprawy. Czy ładne technicznie, to już inna sprawa.

WSZ - Wytyczył pan nową ścieżkę.

MŚ - Była droga Macieja Słomczyńskiego, a teraz jest moja. A oprócz tego - trochę wiedzy, samowiedzy i kilka ciekawych podróży.

WSZ - Czego się pan dowiedział o sobie?

MŚ - Że cały czas muszę nad sobą pracować. Nauczyłem się też jeszcze większej pokory wobec zawodu tłumacza, swego rodzaju staranności. Jestem dosyć niedbały, jeśli chodzi o szczegóły. Gdy już mi się wydaje, że coś wiem, to czasem przechodzę nad tym do porządku dziennego i zapominam zweryfikować. Nawet znając podstawową arytmetykę, potrafimy pomylić się w rachunkach. "Ulisses" zmusił mnie do wracania po własnych śladach i korygowania samego siebie. Najtrudniejsza w tej pracy była właśnie uważność na szczegóły, przebijanie się przez nie, bo prawie każdy z nich ma istotne znaczenie dla całości powieści.

WSZ - Siergiej Siergiejewicz Chorużyj, zmarły w ubiegłym roku fizyk i tłumacz książki Joyce’a na język rosyjski, powiedział: "Czułem się z nim osobiście związany. Joyce stał się moim przyjacielem". Pańskim również?

MŚ - Nie, byłaby to nadmierna chełpliwość z mojej strony. Ale czuję się jego znajomym, choć nie wiem, czy dobrym. Mam pewne wątpliwości co do tego, czy byśmy się polubili. Uważam, że to zupełnie nie jest konieczne do porozumienia na płaszczyźnie artystycznej. Joyce w życiu prywatnym wydaje mi się osobą mało sympatyczną. Istnieje coś takiego jak legenda literacka, ale jest też codzienność. A w tej Joyce miał mnóstwo problemów. Był trudnym człowiekiem i niełatwo go było - tak po ludzku - lubić. Jest mi bliski jako artysta, ale dość odległy jako człowiek.

---

CZYTAMY TUTAJ

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej