W.A.B, Marcin Meller

[RECENZJA] Marcin Meller, "Czerwona ziemia. Thriller"

Będą Państwo zadowoleni. Zarówno ci, którzy lubią powieści przygodowe i pamiętają - za czasów sprzed wirtualnych map - poszukiwanie wyspy Robinsona, czy innych dalekich zakątków odkrywanych dzięki literaturze jak i ci, którzy lubią książki obyczajowe, gdzie ważne są relacje między ludźmi. Będą również z tej książki zadowoleni miłośnicy literatury, w której sporo jest historii, najnowszej polityki, a także - uchylania kulis przemysłu medialnego, w którym Marcin Meller od lat siedzi po uszka.

“Czerwona ziemia” oferuje dla każdego coś dobrego i choć przeważnie to się kończy literacką katastrofą, to autorowi udało się napisać porządną książkę, która ma swoje ambicje, ale też nie przytłacza przesadnie dramatami i rozważaniami.

Jak przystało na thriller zaczynamy od katastrofy. Wiktor podziwia rozszalały Nil Wiktorii z mostu na trasie do ugandyjskiego miasta Gulu. Jesteśmy w miejscowości Karuma, gdzie ugandyjski rząd od lat buduje największą w kraju elektrownię wodną. Skąd wziął się tam Wiktor i jak skończy się dla niego zderzenie z ciężarówką? Na pierwszą część tego pytania można odpowiedzieć nie zdradzając przesadnie treści “Czerwonej ziemi”, drugie zostawiam już dla czytelników debiutu prozatorskiego Mellera.

Więcej - tutaj

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak miała na nazwisko Oleńka z "Potopu"?