wywiad, rozmowa, Ale Historia, Małgorzata Wryk
[ALE HISTORIA] "Mama nie chodziła na pogadanki o Auschwitz. "Nie zamierzam opowiadać o tym, gdzie i kto mnie tłukł"" - rozmowa z Małgorzatą Wryk
Mam dla Was opowieść o miłości.
***
– Syn mojego brata miał trzy lub cztery lata, gdy siedział na kolanach u babci. – A co ty tu masz, babciu – zapytał, widząc tatuaż obozowy. Mama odpowiedziała, że była niegrzeczna i ktoś jej coś takiego namalował. Czy można było inaczej? Tu chyba nie ma dobrej odpowiedzi.
Mówi te słowa Małgorzata Wryk, filolożka i tłumaczka, której ojciec, Edward Serwański, prawnik i historyk, podczas II wojny światowej działał w podziemiu, był emisariuszem Biura Zachodniego Delegatury Rządu na Kraj i brał udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie siedział w ubeckim więzieniu.
Mama, Wanda z domu Krawiec – była łączniczką AK i harcerką Szarych Szeregów – przeszła przez śledztwo gestapo, poznański Fort VII, obóz w Żabikowie, skąd trafiła do Auschwitz-Birkenau.
***
Wojciech Szot - Jak się dorasta, mając takich rodziców?
Małgorzata Wryk - Zwyczajnie, jak w innych domach, choć z wojną i ubeckim nękaniem w tle. Objawiało się to pogłosami, tajemniczymi wzmiankami, napomknieniami, przypadkiem podsłuchanymi rozmowami dorosłych, sekretnymi wtrąceniami. Albo nagłymi wybuchami. Pamiętam, jak oglądałam film, na którym ludzie w dziwnych postrzępionych ubraniach w paski byli pędzeni gdzieś przez kroczących sztywno, ubranych w eleganckie mundury wartowników.
Wydawało mi się to po prostu śmieszne. Jak zabawa w berka. Zaśmiałam się. Oberwałam w łepetynę od starszego o osiem lat brata, późniejszego historyka. Mama w mojej obronie nakrzyczała na niego: „Maciek, przecież to dziecko! Jeszcze nie rozumie!".
Do dziecka bardzo powoli dociera, czym jest wojna. Że nie można sobie z niej robić żartów. Ale jak dziecku wyjaśnić, czym były komory gazowe?
(...)
Wszystko to gdzieś się odkładało, osadzało. Ale co miałam z tym zrobić? Jak to zrozumieć? Nie wiedziałam. Chyba nikt nie wiedział. I nikt się tym szczególnie nie przejmował. Tak po prostu było. Ale o pewnych sprawach się nie mówiło, a szczególnie na zewnątrz: w szkole, na podwórku. Na przykład o tym, że ojciec siedział w więzieniu. To była jakaś mroczna historia, wiedziałam, że go spotkało coś strasznego, ale nie śmiałam pytać.
WSZ - Jakim małżeństwem byli pani rodzice?
MW - To było tak zwane kochające się małżeństwo. Nie byli osadzeni w dramatach. Mieli do nich dystans. Nie słyszałam w domu w ogóle takich słów, jak: poświęcenie, patriotyzm, ofiara, bohaterstwo, krzywda, pomsta. Myślę, że to by było dla nich nieprzyzwoite tak mówić. To, co robili, to była dla nich po prostu służba, obowiązek: „Ramię pręż, ducha też, Ojczyźnie miłej służ!".
Przecież właśnie to przysięgali w harcerstwie. Nie chcieli nas, mnie i braci, obciążać swoim cierpieniem. A myśmy, znowu, z lęku o nich, bali się pytać. Ja zawsze miałam poczucie, że żałowałam ich bardziej niż oni sami siebie.
***
"Nie da się przeżyć życia bez nasiąknięcia historią", mówi pani Wryk. Bardzo Was do jej opowieści zapraszam. Bo to opowieść o miłości.
A mojej rozmówczyni dziekuję za hojne podzielenie się z nami historią i archiwaliami.
Skomentuj posta